Kisimy ogórki

Lipiec to zdaje się najlepszy czas na kiszenie ogórków. Robisz to? Mnie jako samodzielnej pani domu zdarzyło się to drugi raz w życiu.

Po co kisić ogórki?

Jedzeniowo i ekonomicznie to kompletnie bez sensu! Ogórkiem się nie najesz. Zero kalorii. Sama woda. Niby tam jakieś probiotyki na jelita, by lepiej trawić inne rośliny. Ale co się nakupujesz, co się narobisz, a w sklepie słoik ogórków po 6 zł – domowe się nie opłaca. Fizycznie, materialnie nie.

ALE. U mnie jest to element filozofii „gospodyni w bloku„. To taka druga idea, która wychodzi mi teraz na pierwszy plan, obok idei „życia lokalnego”.

Otóż marzę o osobistym obserwowaniu, jak ziemia mi rodzi. Marzę o jak najdalej idącej samodzielności, niezależności (nie od Męża, a od Dżefa, Marka, Billa i innych takich). Najchętniej to bym świnie własne miała na karczek i boczuś – ale to w Polszy nielegalne. Czy wiesz, że w Polszy nie masz prawa świni słońca pokazać? – Musi być całe życie w budynku. Parę lat temu bez wielkich cyrków można było mieć sobie jeno kury i króliki – do pewnej liczby – nie wiem, jak dziś.

Cóż, ziemi jeszcze nie uprawiam, ale chcę pokazać (Wszechświatowi?), żem gotowa. Że dam radę. Chcę też nie zgnuśnieć i nie zasnąć z Netflixem, jak tylu miastowych ludzi teraz ma w zwyczaju. Tracą czujność, nie chce im się, nie robią, nie chcą, nie widzą sensu, perspektyw. No to nowy ciuch z Internetu, gotowe żareło, social media, serialik i… i tyle.

Także ja zakasuję rękawy i robię rzeczy własnymi rękami. Choćby te ogórki nie do końca miały sens. Trenuję się. Do tego sprzątam dom, gotuję obiady, podziwiam koniki polne, od zimy mam sześć roślin, z których nawet bananowca nie uśmierciłam oraz dłubię w kwiatach balkonowych. I te ogórki.

Jak przyjdzie dla mnie czas gospodarzenia, to będę wtrybiona 🙂

No i polecam. Żeby nie zgnuśnieć i nie uzależnić się w 100% od producentów dżemików, bo sama nie umiesz rzucić na patelnię, dosypać cukru i pomieszać.

[Tu w pełnej wersji bloga następują zdjęcia, zapraszam 🙂 ]

Jak widać, w celu zrobienia ogórków nie idę do sklepu po zestaw słoików. Mam je po miodzie, ogórkach konserwowych, śledziach itp. Ekologicznie, ekonomicznie.

Przepis ze strony Kwestia Smaku. Wypróbowany już – ogórki wychodzą w porządku, choć nie jakieś niebiańskie. W tym roku dodałam jeszcze gorczycy.

Dodałam już po zalaniu i zamknięciu pierwszych słoików. Jeszcze może i rok temu popadłabym w popłoch i zdenerwowała się mocno z tego powodu. Zamknęłam słoiki bez jednego składnika. Dzisiaj mam luz. Wyjdą dobre. A nawet jeśliby nie wyszły – to nie jest warte moich nerwów i spięcia.

Żeby położyć gorące słoje na blacie nie nabywałam odpowiednich podkładek od marki trendi influenserki po 700 zł za sztukę. Postawiłam je na kocyku dziecięcym, który ma siedem lat i jest jedynym kocykiem dziecięcym, jakiego używaliśmy (ok, jeszcze rożek był – obydwa służą teraz w aucie, by fotelikowi Młodszego zrobić bardziej pochyloną pozycję). #minimalizm

No i miałam motywację do wzięcia się w końcu za uporządkowanie piwnicy.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Rodziny nie da się zastąpić. Ani podrobić. Dbaj o swoją. Jedyną, unikalną

Próbowali. Od Jezusa, przez Marksa, Stalina, komunistów, fanów Osho, twórców różnorakich komun i eko-wiosek po dzisiejszych urzędasów w oenzetu, unii jewropejskiej i eko-wegan. Próbowali przełożyć to, co dzieje się w rodzinie na całość ludzkości. Próbowali zrobić z ludzkości jedną rodzinę.

W rodzinie panuje socjalizm. Kto z jakiegoś powodu niesprawny – dostaje wikt ęd opierunek za free. Dzieci, starcy, chorusy, matki z małymi bejbikami. Ktoś bliski, dobry, kochający opiekuje się nimi. Jednemu zależy na drugim. Z wza-jem-no-ścią.

Chodzili po tej ziemi ludzie, którzy zapatrzyli się w ideał… A jak mówił Platon, ideały istnieją w świecie idei. A my w świecie cieni jednak. W innym.

Jednostki w ideał zapatrzone chciały właśnie, by ludzkość jedną rodziną… Ale praktyka pokazała, że tak nie będzie. To nie działa. Przestańmy może więc próbować i zadbajmy o te nasze prawdziwe rodziny: małżonka, dzieci, rodziców, teściów, rodzeństwo i starajmy się o utrzymanie kontaktu z wujostwami, kuzynostwami…

Przykład?

Komuniści-idealiści czy tam inni weganie stawiają w Wwie lodówki. Czego nagotowałaś lub nakupowałaś za dużo, a może nagle wypadł Ci wyjazd (albo nie umiesz się planować 😛 ) i zostaje w lodówce coś, co nie poleży – wkładasz to do komunalnych lodówek, takich eko, napędzanych chuchem jednorożca i korzonkami rosnącej trawy. I w założeniu z tego jedzenia korzystają potrzebujący – w ilości, jaką w tej chwili potrzebują.

Oczywiście ludzie w społeczeństwie są różni albo są jacy są. Z lodówek wyciągają i Ci, którzy mogliby sobie sami kupić, i ci, którzy wyjmą z lodówy wszystko zamiast w postawie wdzięczności przyjąć tyle, ile potrzebują te-raz.

Podejmowano wiele podobnych prób. Z obcych osób, chowanych w różnych dziwnych nie-kulturach – bo każdy dom to inny obyczaj, bo dbania o cudze czy wspólne mało kto uczy czy praktykuje, bo rodzice nie wychowują, skoro jest szkoła, a szkoła nie wychowuje, bo po co państwu szlachetni ludzie z wartościami itd. … A więc z obcych osób, chowanych w różnych dziwnych nie-kulturach – rodziny, wspólnoty ludzi, odnoszących się do siebie przede wszystkim z dobrocią, troską, miłością – nie zrobisz.

Wsadź ideały do kieszeni albo między karty książki. I idź ukochiwać swoich ludzi. Bo tylko od nich możesz liczyć na miłość, na wzajemność, na troskę, na to, że Cię dostrzegą, gdy będziesz potrzebująca. Praktyka pokazała, że na obcych można liczyć… w niewielkim procencie.

Ot, lekarze, którzy dwa lata temu wyśmiewali ludzi, szukających diagnozy online, ze zdjęć, z opisu objawów, sami teraz wystawili się do nas plecami i robią onlajnowe diagnozy ze zdjęć i opisów. Czy to nazwiesz, że możemy na nich liczyć?

A że bez rodziny, bez kontaktów z drugim człowiekiem ludzie wariują, chorują, deprechują, słabną i zaczynają być podatni na wszystko i na cokolwiek – to chyba umiesz zaobserwować albo wydumać ciągiem przyczynowo-skutkowym.

Idź, już, ukochiwać Swoich Ludzi. Budować ich, wspierać, wzmacniać, żeby kiedyś oni wzmocnili Ciebie.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Jeszcze jeden powód, żeby nie przeklinać

Używa(ła)m tzw. brzydkich słów. Jak się zacznie np. w pracy, a później napięcie i pracę ma się 24h na dobę, to trudno przestać. Zły nałóg.

Chciałam się w tym przynajmniej mocno ograniczyć, ale nie szło. Tak samo jak z rzucaniem cukru. (Cud, że za papierosy się nigdy nie brałam).

Nie udawało mi się ograniczyć, aż usłyszałam słowa Młodszego:

– Mama, a wies, że słyszałem, jak [imię kolegi] mówi brzydkie słowa? Takie na przykład na „k” i dalej wiesz…

I dotarło do mnie. Skoro używanie wulgaryzmów oznacza bycie niesubordynowanym pięciolatkiem… to sory, Batory, królu nasz, ja rezygnuję. Mogę być matką, córką, leniem, blogerką, obcą babą, introwertykiem, wariatką, kierowcą… Milionem ról. Ale niegrzeczny pięcioletni chłopiec się w to nie wlicza!

A zatem zaczynam od wpuszczania przed emocje rozumu i zamiany wyrazów brzydkich na neutralne.

K. to ku-kurydza.

D. to odbyt.

Tak, tak. Wznośmy się ponad poziom kozaczącego pięciolatka z placówki.

Inna sprawa, że takie tam wyrazy na k. i j. n przykład ponoć pierwotnie były normalne, a nawet pozytywnie nacechowane. W hinduskim czy innym tam sanskrycie ponoć j. to kopulować i nie jest obraźliwe. K. to ponoć na pewnym etapie znaczyło „Boże broń”. Choć badania językoznawcze to moim zdaniem grząski grunt. Czasem coś niby pięknie pasuje, nałukowcy w to brną, a za parę dekad wszystko się okazuje ślepą uliczką tudzież stekiem bzdur.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Paszport na sezon grypowy?

Masz paszport na sezon grypowy, możesz wsiąść do samolotu i polecieć… Emejzing.

A gdyby tak rządzący uznali, że chorobą, zagrażającą ludzkości, nie jest gorączka z kaszlem tylko na przykład… grzybica pochwy – jak by to było? Też by się łowiecki cieszyły i fociły z wynikami i wymazami – na insta?

Ty / Twoja żona podróżujesz z dokumentem, gdzie są Twoje / żony dane, może i zdjęcie, i informacja: „ma grzybicę pochwy” albo „nie ma grzybicy pochwy”.

Lądujesz na lotnisku docelowym, tam jest sprawnie, bo jest aż dwustu pięćdziesięciu ginekologów. Każda pani idzie na kolejne zwalniające się i szybko spryskane domestosem miejsce, wszystkie grzecznie rozkładają nogi (emejzing) i obgryzając paznokcie dwa dni czekają na wyniki wymazu. Bo co z tego, że miesiąc temu nie miałaś grzybicy? Może zjadłaś za dużo cukru i już masz?

Jeśli któraś ma, to policjanci robią jej na czole tatuaż, powiedzmy różowy kwadrat, który schodzi najwcześniej po trzech tygodniach. Musi oczywiście natychmiast wracać, skąd przyleciała, ale nie ma prawa usiąść na samolotowym siedzeniu. Chyba że wyprodukują jakieś jednorazowe pokrowce o właściwościach uniemożliwiających grzybom wędrówkę i namnażanie się.

Jeśli ktoś odbiera Ci wolność, miej tego świadomość. Możesz o tym mówić, krzyczeć, milczeć. No ale nie uśmiechaj się do tego, nie popijaj lemoniadą. (Możesz też odfollołować osoby, które nakładanie im kajdanek popijają lemoniadą.)

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

15. Rok 2033. Świat poszedł do przodu

Rok 2033. Świat poszedł do przodu i jest już daleko od tego zaścianka z pierwszych dwóch dekad XXI wieku.

Chcesz urodzić dziecko? Doceniamy. To ważne dla narodu. Aby Cię odciążyć (i żebyś mogła znów zapieprzać dla szefa), już od pierwszego dnia życia możesz powierzyć dziecko państwowemu żłobkowi. I to za darmo! A miejsce jest dla każdego.

W późniejszym czasie, abyś miała czas dla siebie, na selfcare (polecamy te smary do twarzy – dajesz pracę ludziom przy produkcji i w drogerii, a później dzięki Tobie inna kobieta będzie mogła zarobić na przeprowadzeniu terapii Twojemu rakowi) i na rozwijanie się na telefonicznej obsłudze klienta, zapewniamy przedszkola i szkoły ze świetlicą czynną 24 godziny na dobę. To Ty zadecydujesz, kiedy już jesteś wystarczająco wypoczęta, by zająć się własnym bachorem.

Jeśli jesteś w trudnej sytuacji w związku z chorobą lub niedomaganiem starszych bliskich, złóż wniosek o miejsce w domu starości, a my rozpatrzymy go w ciągu maksymalnie 90 minut, a w ciągu kolejnych 90 przygotujemy komfortowe miejsce dla tej osoby. Będzie mogła liczyć na wspaniałą, państwową opiekę najlepszych pielęgniarek, wizytę lekarza internisty raz w miesiącu oraz liczne kursy i warsztaty, a także zajęcia jogi i medytację, (prowadzone przez osoby przeszkolone w 90 minut). A Ty – rozwijaj się, dbaj o siebie, podróżuj i #zróbtenmani .

Po zgłoszeniu ilości i rasy psów, które zechciałaś mieć w swoim domu, w ciągu trzech godzin zjawi się nasz pracownik, aby omówić szczegóły preferowanej opieki, ilość spacerów i rodzaj karmy, i doradzić we wszystkim, jeśli masz jakieś pytania (chociaż nie musisz mieć – rządowi specjaliści zajmą się wszystkim!). Pamiętaj, wciąż raz w tygodniu będzie przysługiwał Ci osobisty spacer z psem.

………

Uwaga, uwaga! W związku z sezonem grypowym, o którym wiemy i na bieżąco informujemy Państwa od lutego tego roku (2033), wprowadziliśmy działania, mające na celu […]. W związku z tym także certyfikowani, państwowi prostytutkowie zawieszają swoją działalność offline i przenoszą się do onlajnu. Od najbliższego poniedziałku każdy mąż, zamiast odwozić żonę trzy razy w tygodniu do ośrodka, będzie zobowiązany do odebrania wiadomości od prostytutka z najbliższego ośrodka i stosowania się do zawartych w niej instrukcji obsługi własnej żony. W razie nieposiadania odpowiednich gadżetów jest możliwość wypożyczenia ich z najbliższego ośrodka (z zachowaniem re*imu sanita*nego). Niestosowanie się do poleceń grozi karą zgodnie z odpowiednimi przepisami KK.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Polecando w temacie żeńskości / boskości kurodomowości

Jeśli feminizm nie wydaje Ci się najlepszą ścieżką, jeśli cenisz zdrową rodzinę i szukasz wsparcia osób podobnie myślących, polecam posłuchać przy obieraniu ziemniaków:

rozmowa nr 1

rozmowa nr 2

Mnie dużo daje słuchanie takich ludzi. Niby tylko potwierdzają to, co już wiem.

Tylko że widzisz, ja twierdzę, że trawa ma kolor zielony. A od jakichś 80 lat wpiera się ludziom, że trawa jest fioletowa. I jak ja słyszę to wszędzie: od papieża, od premiera, od dziuni z Insta, z filmów, seriali, reklam, od sąsiadów – to po jakimś czasie i po obliczeniu stosunku osób widzących trawę zieloną do tych widzących fioletową, człowiek może mieć coraz częstsze chwile, kiedy wątpi swoim oczom, wątpi w to, co widzi.

Skoro wszyscy mówią, że jest fioletowa i publicznie nie wypada już mówić inaczej, to może ona jest fioletowa? Może kiedyś była zielona, ale czasy się zmieniły?

Ja widzę trawę zieloną i nieraz nie mam siły w to wierzyć, bo fioletowi prą ze wszystkich stron po swojemu.

Aż tu spotykam człowieka, który prosto z mostu wali, że TRAWA JEST ZIELONA. Uff.. To może jednak nie zwariowałam?!

To mi robią, taki balsam na otarcia nakładają rozmowy osó zdrowo myślących w tematach, w których niepoprawnym jest myśleć zdrowo.

Jazda do tych ludków:

rozmowa nr 1

rozmowa nr 2

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Odzież prawdziwie męska

Kiedyś to byli mężczyźni, była męskość. Były dziewczyny, była żeńskość.

Tak jak u innych gatunków – kaczek, jeleni, pawi – wygląd samców jest na pokaz (a samice mniejsze, szare), tak i mężczyźni się pokazywali.

Właśnie po raz pierwszy oglądałam „Ogniem i mieczem”. W tym czy innym filmie albo książce zaobserwuj te czerwone, różowe stroje panów-szlachty, ozdobne, ze złotą nicią – tak ozdobne, że dzisiaj i zasłon takich się robi. A oni nakładali to siebie. Do tego czapki z kolorowymi piórami. Pierścienie. Płaszcze do ziemi z tych „bogato-zasłonowych” materiałów, podbijane czerwienią… Eleganckie, robiące wrażenie, wydłużające sylwetkę.

Czerwone hajdawery Kozaków i co najmniej podbicia ubrań Lachów.

Czyli że żołnierz, mężczyzna musiał wyjść, pokazać się – bo w czerwieni nie było jak się ukryć. Musiał wiedzieć, jaki wychodzi: pewny siebie, silny, odważny, prosty kręgosłup – także zasad moralnych.

Słabi na ciele i duchu, a także ci bez szczęścia (a może bez połączenia z przewodnictwem/opieką Boga/Siły Wyższej) – ginęli.

Zwycięzca mógł… kopulować. Naturalna selekcja. Zostawali silni, mocni i takie ciała, takie zachowania przekazywali następnemu pokoleniu.

A dzisiaj każą żołnierzowi udawać trawę. Degeneracja, degradacja ciała i ducha. Trawa to przecież mniej niż nawet owca czy bydło.

Wybacz dosłowność, ale nie udawajmy, że to, co schowane, nie istnieje. Nawet patrząc na miejsca intymne widać, że mężczyzna to ten, który jest na wierzchu, na widoku, nieosłonięty, sztywny, prosty, on działa, daje. Kobieta jest ukryta, chroniona, miękka, bierna (może być aktywna, ale jej aktywność lub jej brak – niczego nie zmienia). Przyjmuje.

Oni nie udawali trawy:

/foty nie-trawy znajdziesz tutej/

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Najbardziej „eko” rzeczą jest ta, której nie kupisz

Nie kupować -> obniżyć popyt -> zmniejszyć ilość (nie)potrzebnych surowców, liczbę środków transportu i ilość paliwa, zmniejszyć ilość opakowań w tym pudeł transportowych.

Jako efekt uboczny tego „eko”:

– potrzebujesz mniej $ do życia, bo tyle nie kupujesz

– obniżasz kompleksy i inne złe samopoczucia ludzi wokół, którzy dziś patrzą i zazdroszczą, myślą, że może też powinni mieć to i tamto…

Taka tam utopia według kobiety o ciągle dobrym i czującym sercu.

A jednocześnie jest to tak łopatologicznie logiczne, że trudno mi pojąć, że ludzie, nawet ziroł-łejsty tego nie widzą i nie wprowadzają w czyn… globalnie.

Minimalizm to zdrowsza planeta i zdrowsze psychiki ludzi.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Powiedz dziewczynie o tym, że będzie matką

Zaraz Dzień Matki. Będą kwiatki i inne wzrusze dla kobiet, które mają dzieci. Ktoś napomknie, że to wcale nie taka łatwa rola, oj niełatwa. Ale jaka ważna! – zakrzyknie drugi.

To ja o tych napomknieniach i zakrzykach. Tak średnio rzecz biorąc, każda dziewczyna urodzi dziecko. I będzie to duży kawał jej życia. Matura trwa ileś godzin, studia kilka lat, mieszkania się zmienia… Natomiast dziecko jest na całe życie (a przynajmniej na te 20+ lat) i przez 24h na dobę bez wolnych weekendów.

Jak rodzice córek przygotowują je do bycia mamą? Czy w ogóle przygotowują!?

Małe dziewczynki są mamami lalek – karmią ją, tulą, przebierają, wożą w wózeczkach. Ale później to już raczej tylko szkolna nauka, dalej okres zawstydzenia tematami związanymi z rozpłodem i potencjalnym byciem mamą, a w okresie, gdy już mogłoby być po tym, gdy dziewczyna mogłaby nawet rodzić – jeszcze więcej nauki, robienie wielkiej sprawy z matury, na trzecim planie prawo jazdy, no a na drugim plany odnośnie studiów i kariery.

W szkole bywa coś takiego jak wychowanie do życia w rodzinie, ale pominę to śmieszne (z mojego doświadczenia) coś.

We Włoszech były plany, a może już wprowadzono to, żeby uczono dzieciaków przedmiotu związanego z tym, jak się odżywiać.

To są rzeczy, które kiedyś przekazywali rodzice, rodzina, dom. To tak bardzo tych rodziców nie ma czy na tak bardzo durnych wyszli w wyniku szkoły i układu społeczeństwa, że znów to państwo weźmie się za uczenie ich dzieci… ścielenia łóżek, nakładania ubrań, uruchamiania odkurzacza…?

Dobra, zeszłam z tematu.

Jeśli jesteś rodzicem i drogim jest Ci zdrowie psychiczne Twej córki, przestań gadać jej o maturze, przestańcie przy stole rozmawiać o planowanej karierze i wymarzonych podróżach, wypisz ją z niemieckiego, a ten czas przeznacz na…:

– Powiedz jej, że bycie mamą jest wartością. Że dzieci są wartością. Że opieka nas własnymi dziećmi i same te dzieci są cenniejsze niż pieniądze.

– Naucz ją robić obiady i ogarniać dom. Powiedz jej, jak to jest z małym dzieckiem. Co ono je, ile i jak często może płakać, być niezadowolone. Jak radzić sobie z emocjami własnymi i dziecka.

– Idźcie razem do altany śmietnikowej by zostawić w niej „feminizm” i „karieryzm”. W kontenerze na trujące, zaraźliwe, zagrażające zdrowiu i życiu.

Ja przykładowo ni huhu nie byłam gotowa na to, co miałam od początku ze Starszym i co mam teraz. Nawet nie miałam tego, że cenię bycie mamą, że uważam to za bardzo, bardzo ważne zadanie do wykonywania. Nie miałam nic oprócz szóstek z niemieckiego, nieziemsko zdanej matury, studiów na jednym z dwóch najlepszych uniwersytetów w Pl (których poza Pl i tak nikt nie kojarzy) na kierunku, na który przyjmują kilkanaście osób co drugi rok.

Możliwe, że u Ciebie jest inaczej. U mnie było tak i sama sobie zbudowałam i buduję to, że dzisiaj odnajduję się w macierzyństwie ciutkę lepiej.

Możliwe, że ja tu tyle nadaję o macierzyństwie i byciu z dziećmi, bo nie słyszałam nikogo, kto by o tym nadawał, a bardzo, bardzo potrzebowałam takie rzeczy słyszeć. Sama sobie wyprodukowałam myśli i zdania, w których siebie zanurzałam, żeby jakoś wyjść na prostą.

Na rozum i na serce wiem, że bycie mamą to wielkie w wspaniałe coś. Ale w codzienności, odczuciach, przekonaniach, emocjach – nie miałam macierzyństwa na takiej pozycji. Miałam je na marginesie i w tyłku, bo wokół mnie nikt nie mówił o tym jako o czymś cennym. Ino kariery i podróże, nawet mąż tak na trzecim planie.

Nikt nie mówił o byciu mamą jako o czymś cennym. Nie wspominając o przygotowaniu dziewczyny na to, co będzie. Kiedyś w wielopokoleniowych rodzinach, gdy jeszcze ciotki, kuzynki, najstarsze siostry były w pobliżu – było się na czym uczyć, nawet przez obserwację, choć i obowiązki wobec młodszych miały dzieciaki zamiast smartfona.

Jeśli świętujesz to święto to pomyśl też o tym, jakie umiejętności i jaką wiedzę o tym macierzyństwie, jaką jego ocenę, jaką pozycję roli matki przekażesz swoim dzieciom.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Trzy słowa od pielęgniarki na ten czas

Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty

Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty

Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął,

Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął,

Zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha

I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha,

I zagrał: róg jak wicher wirowatym dechem,

Niesie w puszczę muzykę i podwaja echem.

Znajoma pielęgniarka zawiadamia, co następuje:

Fakt nr 1:

W naszym mieście, które choć podwarszawskie, to raczej zapada się w sobie, próchnieje i zdycha od biedy, czyli nie jest jędrne, młode, prężne, silne, to jednak i wśród tych próchnicznych ludzi bez nadmiaru polotu ni ambicji okazuje się, że: personel szpitala i przychodni generalnie nie nakłuwa się. Absolutnie nie dają sobie tego zrobić.

Oczywiście pacjentów namawiają, bo dostają 6 dyszek od łebka.

Coś, jakbyś uprawiała pomidory i sprzedawała je ludziom, ale sama nie jadła, bo byś podejrzewała, że chyba ten nawóz, którym podlewałaś, to jednak był domestos z arszenikiem.

Coś, jakbyś produkowała samochody, ale sama jeździła inną marką, mając przeczucie, że przy przekroczeniu 50 km/h auta z Twojej fabryki mogą się losowo rozpadać.

Gdyby po tej ziemi chodzili ludzie z wartościami, z jakimś honorem, z tym całym bagażem, który nakładały na nas szkolne lektury, historia Polszy i Jezusa, to by się z takiej służby zwolnili.

Fakt nr 2:

Pielęgniarka odradza znajomym nakłuwanie się.

Fakt nr 3:

W mieście około 40+ tysięcy mieszkańców ten jeden szpital ma dokumenty o 32 osobach, które zmarły w ciągu 2 miesięcy od nakłuwania.

Fakt nr 4:

Osobom 80+ w pakiecie z nakłuwaniem dają już rutynowo od razu leki przeciwzakrzepowe, bo… takie a nie inne mają doświadczenia, łącznie z faktem nr 3.

Fakt nr 5:

Babci znajomego, która ma zakrzepicę, po nakłuwaniu noga zrobiła się od stopy do kolana czarna. Fajnie, nie?

Fakt nr 6:

Influensery dostają od (nie)rządu propozycje współpracy, reklamy nakłuwania kierowanej do młodych ludzi… Mają podkreślać dramaty życia w sezonie grypowym (ograniczenie latania), namawiać do wożenia starszych na nakłuwania i tak dalej…

Stąd też widzisz w necie to, co widzisz. Dziunie kwilące, że od roku nie mogły się spotkać z rodzicami, podać nikomu ręki itp. bzdury wyssane z ich chorych umysłów.

Ja tam się widywałam, jeździłam, odwiedzałam, podawałam ręce, przytulałam, owszem, że w sklepie przez większość tego roku nakładałam szmatę (nie oficjalną maszkę), ale… ani razu nie łumarłam!

Jak to mówią feministky: moje ciało, mój wybór. Twoje ciało, Twój wybór.

Pielęgniarka nie będzie żyła z konsekwencjami, tylko to Ty będziesz w tym ciele żyła.

Z zawodu, jaki sprawiają mi współczesne poradniki, książki z dziedzin konkretnych i powieści – miałkie są, treść rozwodniona – zaczęłam czytać „Ogniem i mieczem”.

I oczywiście, że przepadłam!

Takich nam dajcie mężczyzn i takie kobiety!

Ludzi z honorem, prosto stojących, którzy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać! Wyobrażacie sobie Skrzetuskiego czy księcia Jeremiego albo i Helenę ze ścierką na licu, bo tak powiedział jakiś śmieszny chudzina w okularkach w tiwi? Wyobrażacie sobie Zagłobę, który wichry wojenne przetrwał, rany miał, dziurę w czole aż do kości, jak wchodząc do szynku psika se przeciwbakteryjnym? 😀

Ostatnio widziałam faceta. Wysoki, wyprostowany, nawet jakąś klatę miał, trójka dzieci, wielki orzeł na koszulce na tej klacie, a na gębie… szmata. To tak jakby zakonnica chodziła zakryta od szyi do ziemi, ale z dziurą w ubraniu w miejscu d*py.

Jakby ludzi oceniać po honorze, po tym, jakie wartości wyznają i zostawić tylko tych, którzy mają w sobie dumę, wolność, odpowiedzialność, uczciwość, niezależność, to… może 1% by się ostał.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

10. Czym są dzieci w życiu Twym? A może kim?

W większości rodzin, które znam, mamy sytuację taką, że i facet, i baba pracują.

Pytanie brzmi: kto gotuje?

Albo gotuje ona i jest wkurzona, że jeszcze po pracy i że on nie… Albo gotują na zmianę… Jest też opcja jedzenia byle-czego albo gotowego. Ale to współczuję. Stać nas wszystkich wciąż jeszcze na jedzenie dobrze i zdrowiej niż gotowe.

W domach takich, jak mój, mężczyzna może wrócić i zastać gotowy obiad, a kobieta przygotowuje go zamiast służyć przez osiem godzin ciałem swym i duchem obcemu gachowi w pracy. Więc wieczorem oboje jakby bardziej wypoczęci, mniej spięci, no i najedzeni. (Tak, przyznaję, że jest mowa o sytuacji idealnej, kiedy chociażby masz rodziców/teściów, którzy regularnie nieco od przychówku odciążą. Bo kiedy ubzdurasz sobie edu domową dwóch energetycznych Chłopaków przy braku rodziny chętnej do wsparcia… W takiej sytuacji wypoczęcie wróżę Wam za kilkanaście lat. Chyba że zorganizujecie sobie jakiś relaksujący pobyt w szpitalu czy cuś – choć tam z kolei zejść można z głodu).

Ale my dziś nie o tym, nie o tym!

Kto w przeciętnym domu gotuje po pracy? Ano: na kogo wypadnie, na tego bęc. A nie chce nikt. (Tak, są wyjątki).

Kto w przeciętnym domu dziećmi się zajmuje, dba o nie, wychowuje, rozmawia, czas spędza? Na kogo wypadnie…?

Zdecydowanie nie jestem z tych feminystek, które powiedzą, że Ty się rializuj, a dzieci przecież mogą zająć się swoimi sprawami, nie?

Są takie babska, które sądzą, że zdecydowaną większość tego, czego potrzebują dzieci, można ogarnąć „w międzyczasie”. Do drugiego roku życia to owszem, wychodzi. Jak już czyste, ubrane, suche i nie chce cyca, to pozwalasz wędrować pod stołem, brać różne przedmioty i tyle (chyba że płacze). Ale później – dzieci potrzebują uwagi, rozmowy, chcą sie uczyć, no i trzeba wychowywać.

To czym albo kim są dla Ciebie dzieci? Są tak nieważnym odpadkiem, że zasługują li i tylko na te odpadki „międzyczasu”?

Ceni się babki, które przez osiem ha na dobę robią piniądz. Równocześnie deprecjonuje się te, które siedzą w domu z dziećmi. Co to świadczy o naszych wartościach? Że cenimy hajs wyżej niż dzieci?

Co do hajsu, to ten zarobiony przez kobietę w czasie, gdy ona nie gotowała i dzieci nie wychowywała, wydasz na te gotowe posiłki z olejami roślinnymi. Na lepszy ciuch, żeby odpowiadała obcemu gachowi (standardom w pracy – standardom szefa).

Kobiety, które w pewnym momencie dla dzieci zrezygnowały z zarabiania (cóż za bezczelne ustawienie wartości!), same piszą tak na przykład: Już nie muszę dzieciom swojej nieobecności wynagradzać zakupami.

A przedszkolanki w ynternetach piszą, że robią co mogą (niektóre pewnie tak), ale i tak każdemu dziecku byłoby lepiej z mamą. Obserwowały, że po przerwie w działaniu przedszkoli z okazji ogólnoświatowego sezonu grypowego dzieci wracały fajniejsze, spokojniejsze, bardziej rozwinięte – po tym, jak nabyły się z rodzicami.

To kim jest dla Ciebie dziecko? Od czego jest ważniejsze? Od czego mniej ważne?

Ja, szczerością chamsko strzelająca Pani Strzelec, kiedyś komuś musiałam powiedzieć jak krowie na rowie, że dziecko to nie szafa. Bo ten ktoś próbował mnie przekonać, że jak kupię taki konkretnie bujaczek-sraczek, to dziecko się buja-sruja i nic od matki nie chce. Właściwie jak damy odpowiednie dawki leków, narkotyków, alkoholu czy ekranó – też nic nie będzie chciał od matki. Tylko czy to o to chodzi w macierzyństwie? Czy to jest najlepsze dziecka? I czy dla matki?

Nie uznaję dziecka jako szafy, jako trofeum, czyli jako kolejnego elementu z serii: studia, drugie studia, doktorat, ślub, kredyt, mieszkanie, pies, wakacje, dziecko… No nie uznaję.

Dziecko to Człowiek. Nasz Człowiek. Człowiek, za którego odpowiadamy. Na którym ni-ko-mu nie zależy bardziej niż nam. Więc jeśli my mu damy tylko ochłapy (siebie i jedzenia), to co to będzie?

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Tarta czekoladowa – proste, szybkie ciasto o wykwintnym smaku

Jestem królową jednego ciasta. Pichcenie w kuchni w 90% nie jest dla mnie przyjemnością, a jak się człowiek narobi godzinę przy cieście, które nie wyjdzie albo okaże się bardzo mierne, to… człowiek żałuje, że nie kupił w sklepie ciasta za 6 zł, a godziny nie wykorzystał na leżenie plackiem bądź czytanie książki.

Ja nie wyczuwam swojego nowego piekarnika – nowego od 10 lat 😉

Jak mam ciasto, które jest sprawdzone – tzn. wychodzi (a nawet w okresach, gdy oklapywało lub spalało się – też znikało w jeden dzień) i jest smaczne, to nie kombinuję póki co z nowymi przepisami.

Do tego składa się ono z podstawowych składników. Z tego, co naprawdę każdy ma w domu (chyba że jajka Ci wyszły) – trzeba jedynie nauczyć się mieć zawsze na stanie 2 tabliczki gorzkiej czekolady.

Wyobraź sobie, jak dobry przepis ode mnie dostajesz, skoro tłukę go jednego od trzech lat 😉

Na Wielkanoc robiłam to ciasto „z głowy”. Pomyliłam kolejność kroków i okazało się… że jest jeszcze lepsze!

Smak jest taki, że gdy wożę to ciasto gdzieś w gości, gdzie są i trzy inne ciasta, to moje dzieci i tak proszą o „czarne ciasto”.

Składniki:

170 g gorzkiej czekolady (najlepiej powyżej 70% kakao, ale jak masz 50% kakao – też się uda)

80 g masła

4 jaja

8-9 łyżek cukru

szczypta soli

3 łyżki mąki

Wykonanie

Czekoladę z masłem rozpuszczasz delikatnie w rondelku na gazie, po czym wstawiasz rondelek do miski z zimną wodą, żeby płyn ostygł.

Nastawiasz piekarnik na 180, u mnie 185. Przygotowujesz foremkę-keksówkę – bułka tarta na tłuszczu czy papier do pieczenia.

Jaja z cukrem i szczyptą soli miksujesz – niech sobie to urośnie jak piana z białek.

Do jaj z cukrem wsypujesz mąkę i delikatnie mieszasz łyżką.

Do tego delikatnie wlewasz ostygniętą czekoladę i delikatnie mieszasz łyżką. (Te dwa ostatnie kroki w oryginale są na odwrót, ale kiedy przez pomyłkę zrobiłam tak, jak teraz Ci piszę – wyszła lepsza konsystencja, ciasto bardziej miękkie po upieczeniu).

Siup do formy, 35 minut w piekarniku i już.

Smacznego! 🙂

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Park wczesną wiosną

Nasz park z naszym pałacem. Wybudowany jako plac zabaw dla ówczesnych bogaczy. Jeszcze niedawna zamknięty dla ludu – posiadłość pochwalna jakiegoś ministerstwa czy czegoś takiego.

A w kwietniu 2021 tylko ja, dzieci i paru ochroniarzy.

.

Czyli w pewnym sensie możemy robić to, co bogacze czy władze. Jak w tej opowiastce o zwykłym rybaku vs właścicielu firmy rybołówczej – oboje spędzali czas po pracy podobnie. W dużym uproszczeniu.

.

Kwiecień ’21 to narzekanie na to, że zimno i wieje.

A na plus? Póki listki są tak małe, świetnie obserwuje się wiewiórki. Widać je nawet, gdy ganiają się na naj-najwyższych gałęziach. Tutaj bawiły się cztery na raz z wszelkimi skokami i akrobacjami. Młody Przyrodnik zachwycony.

.

A po chodniku chodziły kaczki. Dzikie! To nie Łazienki, tu i wszystko jest naprawdę dzikie.

/po zdjęcia udaj się tutaj/

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Disclaimer w temacie „kura domowa”

Małe wielkie sprostowanie odnośnie wszystkich moich tekstów o roli kobiety jako kapłanki ogniska domowego

Od ponad roku, a nie daj Bo-mo-że i od ponad dwóch pisałam tu trochę rzeczy w klimacie, że kobieta to powinna domem się zajmować, mężowi miłą być, dzieciom pożywienie zapewniać, cerować skarpety i latać jak nie z patelnią, to ze szmatą. W tym tonie o ważnej roli kobiety wypowiadają się tak skrajne środowiska jak wyzuci z wyobraźni, prości jak drut ultra-protestanci (i ultra-protestanki; ah, pamiętam to kazanie Mom, Satan wants your job, pewnie dostępne wciąż na YT – płakałam, słuchając) oraz pierdzący o jednorożcach i rozmowach z duchem wody niu-ejdże. Serio.

I ja obydwa te nurty sobie czytałam, chłonęłam, wprowadzałam w życie. Tzn. nigdy na sto procent i inicjatywa była moja, oni tylko utwierdzali mnie i wspierali w wybranej drodze. Z jakich powodów wybranej i czy ze słusznych – to kolejne odnoga tej sytuacji, której dzisiaj nie rozwijam, ale miej ją z tyłu głowy.

Mam w ogóle w sobie taki błąd, że czytam. Że czytam różne rzeczy. Tych, co mówią slołlajfuj i tych, co mówią zapier-laj. I ja zgadzam się z argumentami obu stron, i obie skrajności, oba kija końce próbuję wprowadzać w życie… jednocześnie… No tak mam. Choć na rozum wierzę, że droga środka jest tą najlepszą.

Wracając do tematu: przez te ostatnie półtora roku, a może dwa z hakiem, świadomie realizowałam kierunek „matka i kapłanka ogniska domowego”. I na rozum i przez doświadczenie widzę tego plusy.

Świadomie realizowałam… Tak właśnie. Nie intuicyjnie, nie samo-z-siebie. Podjęłam się tego.

Cenię sobie eksperymenty ze stylem życia. Cenię sobie obmacanie się z tematami, przeżycie, choć jak wyżej pisałam – dużo też czytam, czyli jem teorię.

Miałam ten długi czas, kiedy podjęłam się utrzymywać super porządek (w granicach rozsądku – nie wyobrażajcie sobie, że dom, w którym trzy osoby przebywają niemal non stop, wygląda, jakby nikt w nim nie mieszkał), codziennie podać ciepły obiad (odgrzewane pierogi się nie liczyły), nie mieć gór prania czy to brudnego nie mieszczącego się już w koszu, czy wyschniętego – na stole i krzesłach. I tak dalej. Organizować chałupę, być opoką, ostoją, wsparciem dla moich menów – bo przecież dbanie o dom to nie tylko kwestie fizyczne, ale i rodzina-relacje-atmosfera-wsparcie-miłość.

Podjęłam się tego. Żeby sprawdzić, czy to jest „słuszne”. Żeby odpocząć od gonitwy zapieniężnej, bo właściwie te dzieci do placówek nieposłane i ten dom – to i tak bardzo dużo roboty!

Podjęłam się tego umyślnie. Wtrybiłam się w to. Uczyłam i testowałam. Chcę podkreślić, że to nie jest moja natura, nie mój stan domyślny. Ale robiłam. Nauczyłam się wiele i wiem, że teraz z pewnymi domowymi, kuchennymi czy gościowymi wyzwaniami poradzę sobie na spokojnie, nawet śpiewająco, jak się postaram (choć to nie moja natura), milion razy lepiej i spokojniej niż przed tym okresem zajęcia się niemal wyłącznie domem ęd rodziną.

Ostatnio naszła mnie refleksja, że może to nie jest „słuszny” model. Nie jedyny najsłuszniejszy. Choć pięknie, kiedy jest osoba dedykowana do tych zadań, pięknie, gdy one są wykonane, gdy jest dbałość i o tę fizyczną przystań, i o atmosferę między ludźmi, i o atmosferę dla ludzi. To jest ogromna i wartościowa praca.

Tylko właśnie zaczęłam zadawać sobie pytać, czy to jest jedynie słuszna postawa, tak jak jedynie słuszną mogę z pewnością nazwać niezabijanie ludzi, którzy nam nie grożą.

Przestaję się czarować w kwestiach mojego światopoglądu i wartości. Choć w nie wierzę, wierzę, że są najlepsze, to dostrzegam, że łatwiej byłoby mi z nimi dwieście lat temu, bo świat się zmienił i wciąż zmienia w kierunku przeze mnie pogardzanym. Tak jak mamom, nieposyłającym dzieci do szkół, być może było lżej, gdy miały wokół siebie inne, niepracujące poza domem kobiety… Tak jak wszystkim mamom być może było lżej, gdy z rzeczywistością macierzyństwa oswajały się od małego, a nie dostały młotkiem w łeb po porodzie, bo wcześniej liczyły się tylko szóstki z niemieckiego i licencjat z gwnoznastwa z elementami gwnologii.

Niewiele kobiet potrafi (i w ogóle chce) znaleźć przestrzeń na bycie pełnoetatową gospodynią domową. Niewiele rodzin potrafi znaleźć przestrzeń na nieposyłanie dzieci do placówek i nie-prdolniecie przy tym na psychikę, gdy dziadków niet, albo pracują jeszcze i tak dalej…

Ostatnio dostrzegłam, że to ja, prywatna, osobista, jednostkowa ja potrzebowałam tego eksperymentu bycia „tylko mamą i dbaczką o dom”. Brakowało mi tego. Nie znałam tego ze swojego domu rodzinnego. Nie obmacałam się z tym. Nie wiedziałam, jak się to czuje, z czym to się je. A widocznie potrzebowałam się dowiedzieć i poczuć.

Jak milion i sto, podziwiam każdą kobietę, która z tej roli robi rolę swojego życia. A są takie i wśród nas. Raczej nierozumiane i wyśmiewane. A robią – podkreślę po raz trzeci – ogromną i bardzo wartościową robotę.

Właściwie to miło mi się zrobiło, gdy przeczytałam na Insta post jednej z nich, która stwierdziła coś w stylu: Ludzie chcą, byśmy po odchowaniu dzieci poszły do pracy. A ja twierdzę, że gdy dzieci wyfruną z domu, to jest właśnie czas, po tych wszystkich latach zapieprzu (na pewno nie użyła tego słowa), na wzięcie się za nieprzeczytane książki, wypicie w spokoju herbaty, odpoczynek.

Wow. Chciałabym, żeby inni o nas, mamach i zarządcach gospodarstwami domowymi – tak myśleli! Robiłaś wszystko, co trzeba, świątek-piątek czy niedziela, w tym lata nieprzespanych nocy. Dziękuję! A teraz odsapnij, usiądź, naciesz się swoimi dokonaniami, naciesz się dzisiejszym dniem, posłuchaj ciszy.

Błagam o to! Nie jednorazowe wakacje w Zanzibarze i nowy drogi samochód tylko pozwolenie sobie na okres odsapnięcia w życiu, na odpoczynek po pracy, na cieszenie się swoim ogromnym i wartościowym sukcesem (+ pichcenie sobie i mężowi).

Wracając do tematu: eksperyment był potrzebny mnie osobiście. Musiałam się z tym tematem porządnie przemiziać.

I już wiem. Choćby to, że… to akurat nie dla mnie. Wzięcie całości tego na siebie to nie moja natura.

„Wyobraź sobie swój idealny dzień, swoje idealne życie…” – Znacie to? Że niby pomoże poznać nam swoje prawdziwe pragnienia czy coś. Otóż ja w idealnym dniu na pewno nie przygotowuję jedzenia, nie robię zakupów spożywczych, nie rozpakowuję ich, nie pucuję i sporo innych „nie”. Z radością wstawię i powieszę pranie (bez wieszania majtek i skarpetek), czasem dobrze robi mi sprzątanie rzeczy lub pucowanie naczyń czy powierzchni, lub ostry remanent, z naciskiem na „czasem”.

Także za każdym razem, jak piszę na tym blogu, że jesteś debilką, bo pracujesz, zamiast robić dom, to jest (było) bardziej do mnie w tym mizianiu się z takim stylem życia niż do Ciebie.

Natomiast za każdym razem, jak piszę, że jesteś nierozsądna, bo posyłasz dzieci do państwowych pań na jedukację… Cóż, tu zdania nie zmieniam, choć biorę poprawkę na to, że moje poglądy pasują do czasów dwieście lat wstecz, że czasy się zmieniły, a może nie każdy chce poświęcać się jak Maksymilian Kolbe czy też po paru latach nieprzespanych nocy balansować na grani(cy) płotu psychiatryka.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Mazowieckie krzaki wczesną wiosną

Kocham przyrodę i uważam, że każdy powinien mieć przyrodzone prawo w przyrodzie mieszkać.

Do tego nie uznaję ograniczania mi wolności, co próbuje się od roku robić ludziom w miastach.

Tak więc spakowałam herbatę, wodę, drożdżówki z ciasta pączkowego, jabłka, banany, chusteczki i zabraliśmy się z Mężem i dziećmi w mazowieckie krzaki.

Piechotą od domu (jak eko! i bez płacenia za benzynę) zrobiliśmy ponoć 9 km. Cztery godziny.

Zacznijmy od przyrodniczych detali:

/bez fot to nie ma sensu, więc leć tutej – zdradzam też, gdzieżem umówiła się z Mężem na pierwszą randkę/

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Edukacja domowa a socjalizacja – przedszkole, zerówka

Jesteśmy z Mężem tymi dziwnymi ludziami, którzy nie zapisali dzieci do żłobka, przedszkola, zerówki i nie planują zapisywać do szkoły.

Internety oraz ludzie w trzy-de, gdy rozmowa schodzi na ten temat, często bąkają coś pod nosem (w necie to na całe gardło), że minusem takiego rozwiązania jest kwestia socjalizacji dzieci, braku kontaktu z rówieśnikami i takie tam… [Podaj mi badania nałukowe, które mówio, że człowiek w młodym wieku potrzebuje akurat tak specjalnie i tak bardzo kontaktu z równolatkami. Pokaż].

I to o niedorozwoju społecznym dzieci to bąka w ogóle tłusty, palący ojciec dziecka, które w wieku czterech chyba lat mówi tak niewyraźnie, że tylko matka go rozumie. Ze starszym mieli podobnie do ósmego roku życia, latali po milionach logopedów i innych dziadów z certyfikatami i nic nie pomagało.

Współczuję tym rodzicom, bo też parę kłopotów ze swoimi przeszłam, a może i parę przejdę. Mimo to nie uważam za sensowne wtykanie mi ewentualnych, potencjalnych, niezmaterializowanych dotąd błędów, minusów i problemów, gdy rozmówca ma na zbliżonym polu problemy, a może błędy czy zaniedbania faktyczne, widoczne.

Tak, ja tu wrzucam na ludzi, ale ja wrzucam generalnie i niosę ideę, niosę wołanie o nakierowanie stylu życia na lepszy… I można nie czytać.

………

Do meritum.

Jak stoi socjalizacja naszych 4- i 6-latka, którzy „siedzą z mamą w domu”?

Prezentując Wam takie coś już daję do zrozumienia, że robię „testy”, że sprawdzam, jak stoi u nas ta „umiejętność” komunikowania się ze wszystkimi… A czy rodzica szkolnego też to tak bardzo obchodzi, czy o tę sferę dba? Ja np. po 12 latach szkoły i paru latach studiów byłam tak społeczna, że najchętniej schowałabym się do dziury, plecami do wejścia i tak siedziała. Od dziesięciu lat leczę się z tej szkolnej pato-socjalizacji. Wciąż nie rzucam się na ludzi i sprawiam wrażenie nieśmiałej. A to jest 20% nieśmiałości, którą miałam 10 lat temu.

………

Do meritum.

Synowie nasi nie widzieli kolegów praktycznie od września, bo koledzy tak od godziny, kiedy my wstajemy, do godziny siedemnastej zamknięci byli w kołchozach. A w weekendy to albo może babcie odwiedzali, zakupy, albo oglądali tv, albo było zimno, plucha i ble.

W pierwszy słoneczny dzień wiosny i w związku z inicjatywą władz (zamknięcie placówek przechowujących dzieci) całe towarzystwo wyszło.

I chłopcy wszyscy tu w sąsiedztwie kontaktują się bez problemu. Moi i kołchozowi.

Nie ma różnic na minus, wynikających z tego, że moi nie byli wyganiani co dzień o siódmej z domu do auta i do „pani”, że nie śpiewali piosenek o bałwanku, nie wycinali na Dzień Babci i nie odstawiali krakowiaczków (akurat te tańce na występy to ja w zerówce lubiłam. Oddzielenia od domu i Mamy nie lubiłam).

Okazuje się, że dzieci mają wspólny język: rowery, policjanci, złodzieje, Spiderman, kreda, a ja umiem narysować samochód, a ja umiem czołg, motyle, gąsienice, a fajnie jakby blok był zbudowany z kolorowych cegieł…

I spoko jest, chłopaki się bawią w trzech, we czterech, w pięciu w podobnym wieku.

No i przyznaję, że moi nie mówią d*pa, a do kolegi, z którym fajnie się bawią nie zwracają się per gnojku. A przedszkolnym to mocno wchodzi.

………

No tom się pochwaliła.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Cała prawda o policji [Ranczo]

Ranczo, odcinek 17.

Do wsi przyjechał biskup. Parafia poleca policjantowi, aby go ochraniał, ale tak, by biskup o tym nie wiedział. Policjant po prostu za nim łazi po wsi. Sam zachowuje się podejrzanie, więc biskup pyta napotkanych pijaczków:

Biskup: A powiedzcie, znacie tego co tam pod kościołem się kręci?

Jeden z pijaczków podbiega, zagląda, patrzy, o kogo chodzi.

Pietrek: To nikt ważny, Wasza Wysokość.

Biskup: A… że tak powiem… czym on się zajmuje?

Pietrek: Niczym. To policjant jest.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

5. Gdzieśmy schowali serce?

Serce jest co najmniej symbolicznym (choć naukowcy już w tym dłubali i w jakimś przynajmniej zakresie się zgadzają) siedliskiem uczuć.

Za nami jest ogromna, długa i można by powiedzieć nieźle napchana Era Serca, era uczuć.

O czym piały Tristany i Izoldy, Hamlety, nawet Antygony, mistycy? O czym Mickiewicz pisał? Czym Kochanowski żył i Anna Karenina? O czym rozmawiały średniowieczne damy, o czym śnili rycerze i Kopciuszki? A nawet i swoich powstańców tu wstawcie albo żołnierzy hamerykańskich i ich łukochane.

Czy Tristan z Mickiewiczem zgodnie z grafikiem przeplatali produktywność przyjemnością? Czy Kochanowski z Kopciuszkiem na zmianę konsumowali i na konsumpcję pracowali?

Materia, rozum, konsumpcja i brzuch – to paru ostatnich dekad chuch.

Wcześniej ludzie przeżywali czułość, delikatność, dobroć, dumę, ekstazę, empatię, entuzjazm, eteryczność, euforię, nadzieję, odpowiedzialność, pasję. Miewali cierpliwość, miłosierdzie, pogodę ducha. Wyczuwali cnotliwość, lojalność, łagodność. Doznawali dobrodziejstwa, godności, honoru, ładu, MIŁOŚCI, opieki, osłody, otuchy, pociechy.

Odczuwali bezradność, bezsilność, cierpienie (dobre bo polskie), dyshonor, gorycz, grozę, hańbę, litość, mękę, nieśmiałość, niewolę, ograniczenie, onieśmielenie, opuszczenie.

I to dopiero połowa listy uczuć.

Gdzie my jesteśmy? Wyizolowani ze swoimi laptopami, i – sory – filmami albo wibratorkami?

Uczucia pojawiają się relacjach. Serce żyje pośród innych ludzi.

Kiedyś wspólne przędzenie, sianokosy, czerwone namioty, biesiady, święta, prace, polowania. A dziś smartfonik i wmawianie sobie, że jestem wystarczająca – sama, pełna – sama, szczęśliwa – sama. Taki 1984 czy co tam. Samotność i ułatwiona nami sterowalność.

Owszem, trendi są teraz książeczki dla dzieci z ideologią: zrozum swoje uczucia, emocje, możesz się tak czuć, zawsze jesteś wartościowy. No a jeśli jesteś dziewczyną, to masz pełne prawo skakać w błocie i zostać pilotem.

Ale to pitu-pitu dla dzieci, a w świecie dorosłych na czucie miejsca brak. Zalewa Cię uczucie czy emocja… Nic to. Trza przejść nad tym jak taran, rozjechać to i śmigać dalej ze swoim dniem.

Może na próbę zdecydujesz się przeżyć jeden dzień z Sercem, czuciem i ludźmi?

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Sezon grypowy, czyli palcie w piecach wydawnictwem HarperCollins

Bardzo chciałam o tym temacie w ogóle nie pisać. Bo dla mnie sprawy są proste i oczywiste. I wydaje mi się, że dla każdego takie są. A może nie? Ponoć żyjemy w tych swoich bańkach informacyjnych. I o ile zakładam, że większość z moich Czytelników ma mózgi w porządku, o tyle może jednak nie wszyscy albo może w ogóle się mylę w swoim myśleniu o tym, co Wy myślicie.

W gimnazjum i liceum mieliśmy panią od geografii, która lubiła nam włączać filmy. Na kasecie video. VHS. To było już bliżej 2010 niż 2000. Kiedyś włączyła nam o Antarktydzie. I wyszła do kantorka. Mieliśmy pewnie poczuć klimat kontynentu albo zyskać informacje (albo dać pani czas wolny w czasie pracy, a może czas na sprawdzanie czyichś klasówek).

Lecą lody i pingwiny, blablabla. Aż w pewnym momencie lektor wyskakuje z informacją, że na Antarktydzie znajduje się stacja badawcza, w której nałukowcy z Polski i z ZSRR cośtam cośtam i przyjaźń blablabla.

Mam nadzieję, że na tyle zdrowe mózgowie macie, że rozumiecie, że stacja badawcza nie jest i nie była elementem Antarktydy wartym wspominania, tylko została wstawiona w film o pingwinach w celu ideologicznym.

To samo widzę dzisiaj odnośnie wciskania nam wiary kowidiańskiej.

………

Mąż lubi programy o ludziach, którzy odnawiają stare auta, wyścigach itp.

Włączył. Na Netflixie. Okazuje się, że nie było nic o wyścigach. Przez pierwsze dziesięć minut nakręcano emocje i dramę pt. „jest wajrus, czy twoim zdaniem zawody powinny się odbyć?”, „jak oceniasz zajebistość obostrzeń na lotniskach”, „łojojoj, członek jednej z ekip ma podejrzenie, że ma TO”, „powinni odwołać czy nie powinni odwołać”, „nie rozumiem dlaczego w takiej sytuacji wyścigi się odbywają”, „wiadomość z ostatniej chwili: mechanik jednej z ekip ma TO, czy czekamy na wyniki drugiego tekstu, co teraz?!”, „odbędą – nie odbędą – odwołają – nie odwołają”.

Po paru minutach zarządziłam wyłączenie tego g-wna, bo to jakby dzieciom Jaruzela czy innego Gomułkę puszczać – będąc wolnym człowiekiem. Mąż też stwierdził trzeźwo, że pomimo tytułu i „plakatu” to NIE jest program o wyścigach.

………

Na stronach gov (wchodzę raz na kilka mcy) czytam kolejne tytuły:

– Politechnika Jakaśtam wyprodukowała ileśtam tysięcy przyłbic dla kogośtam

Trzy tygodnie później:

– Przyłbice są już be. Tylko maseczki (ale taka z rossmana z olejem z konopi też przejdzie?)

– Wojsko Połskie wspiera walkę z TYM

Wojsko Polskie akurat jest moim sąsiadem. Nie wiem, co tam i jak wspiera w godzinach urzędowania, ale tu łazi bez maski i nie zachowuje dystansu. Jego dziecko tak samo.

Te komunikaty rządu kupy się nie trzymają. Sami bez pomocy KGB nawet propagandy nie umjo robić. To lepiej dla nas, ale Wy, kochani, nie bądźcie tymi najgłupszymi owcami, które niczego nie widzą.

………

A oto czyste zuo, które rozprowadzajo w biedro i jeszcze każo sobie za to nieźle płacić:

/po foty idź tutej/

To jakbyś osiemdziesiąt lat temu drukował ulotki: „Jesteś małym Żydkiem, dostarcz się już teraz sam do obozu, na pieszo – będzie eko!”.

Kto wolność kocha, HarperCollins omija szerokim łukiem albo pali.

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Cała prawda o szkolnictwie [Ranczo]

Ranczo, odcinek 126.

Szybkie wyjaśnienie dla tych, którzy nie znają osób i zdarzeń.

Solejukowa to dobra i niezwykle inteligentna wiejska „kura domowa”, mama szóstki, ale i bizneswoman, która jako dorosła zrobiła maturę, licencjat z filozofii i teraz zaczyna uczyć filozofii w wiejskiej szkole.

Pani dyrektor to osoba, która może i jest w stanie zrozumieć paranoje systemu, ale jednak pozostaje mu wierna, jest na stanowisku i stołka bezwzględnie broni, i stołka bezwzględnie się trzymie.

A teraz wy, dzieci do placówek posyłający, się trzymajcie:

Solejukowa: Ale o co się rozchodzi to ja nie rozumiem całkiem. Źle uczę?

Dyrektorka szkoły: Dobrze pani uczy. Nie mam zastrzeżeń. Ale pani Kaziu. Musi pani wiedzieć, że środowisko nauczycielskie jest bardzo konserwatywne.

Solejukowa: Ale jak konserwatywne może być, jak z młodzieżą pracuje i wiedzę ciągle nową przekazuje? To niemożliwe jest.

Dyrektorka szkoły: Jak niemożliwe? Jaką nową? Nauczy się taka biolożka na studiach na przykład o tym pantofelku i reszcie, i potem tłucze to na każdej lekcji do emerytury. Tak?

Solejukowa: No ale z biologii co rusz nowe odkrycia są.

Dyrektorka szkoły: Odkrycia może i są, ale w programie ich nie ma. I każdy normalny nauczyciel cieszy się z tego, że nie musi się niczego nowego uczyć. Rozumie pani?

Solejukowa: Nijak nie rozumiem. Toż młodzież potrzebuje, żeby jej pokazać, jak…

Dyrektorka szkoły: Pani! Solejukowa! Może pani nie rrozumieć, ale TAK JEST. JASNE?!!

I w dalszej części klasyczne, nauczycielskie:

Dyrektorka szkoły: Cicho! Ja mówię.

KURTYNA

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂

Wszystko pierdykło, czyli… nowy początek

Przez prawie siedem lat blogów nazbierało się tekstów, plików i przeróżnych elektronicznych wpisów. Aż przyszedł dzień, że wszystko pierdykło. Dzisiaj rano jeszcze było. Ale dotknęłam i się zmyło.

Nagle zaczęłam rozumieć każdą istotę, która korzysta z insta, efbe i dżimejla. Tam po prostu na ogół wszystko działa i trudno coś zepsuć.

A kiedy masz swoją www… Założyć łatwo. Ale gdy chcesz coś zmienić, nagle wchodzisz w gąszcz opcji, których nie rozumiesz, nie znasz, a nawet wyjaśnienie tego niczego nie wyjaśnia.

Miałam porządkować stare blogi, ale pierdykły. Przekierowałam slowandhappy.com i panistrzelec.pl na to miejsce. Które nie należy do mnie. Ale działa.

………

Niemal siedem lat blogów. Jakieś reklamy i produkty grosz-dające. Mądre teksty. Buddyzm ceni nieprzywiązywanie się. Minimalistka ponoć ceni gołe ściany i pustkę…

………

Wobec pierdyknięcia blogów, wzięłam parasol, ubrałam dzieci w kalosze i poszliśmy do lasu. W deszczu. Wracaliśmy w słońcu. W marcu jak w garncu.

Taki jest mój lajfstajl, że lubię spacery w przyrodzie i nie lubię tłumów (w deszcz nie ma tłumów). I o tym będę tu pisać.

Od nowa, powoli, konkretnie.

………

Możecie dać znać, które teksty uwielbialiście najbardziej. O czym napisać jeszcze raz? O czym napisac po raz pierwszy?

Mail: blog@panistrzelec.pl – działa

TUTAJ, po wybraniu przycisku „Become a member” uzyskasz dostęp do wszystkich tekstów i po prostu podziękujesz mi za moją pracę 🙂