Już wkrótce: Dziedziny życia i z którą nie mam połączenia, Czy podpisywałaś umowę?
Zapisz się do Newslettera, a raz w miesiącu przypomnę o nowych publikacjach :)

Dbaj o siebie i się nie dawaj

Parę miesięcy temu pisałam Wam o moich przeprawach telefonicznych z paniami z poradni psychologiczno-pedagogicznej, kiedy to zmusiłam je do przypomnienia sobie przez nie ich własnych obowiązków, wynikających z ustawy, która w tych miejscach, mojej sprawy dotyczących, jest zrozumiała.

Teraz prawo wygląda tak, że jeśli chcesz zapisać 6-latka do pierwszej klasy, a nie chodził do przedszkola, to musisz dziecko pokazać w poradni pedagogowi, który wyda opinię, czy dziecko ma ręce (oficjalnie: czy nadaje się do rozpoczęcia nauki pisania).

Wtedy mówiły, że na te spotkania będą umawiały od połowy kwietnia. No to przedzwoniłam, by się umówić, mówię na co.

Babeczka, że zaraz zobaczy terminy, ale znów słyszę, że ona do koleżanek w pokoju, że dziecko nie chodziło do przedszkola i zerówka jest obowiązkowa. No to mnie szlag.

Ona wraca do mnie i p**doli, że nie ma, nie da się - jak to urzędnik - zerówka jest obowiązkowa.

Ja do niej, że dzwoniłam w tej sprawie z początkiem roku (wychodzi na to, że grudniu, taka jestem grzeczna, zaplanowana i obowiązkowa) i że tak samo mówiły, aż ich pani dyrektor mnie przepraszała i potwierdzała, że jest, jak mówię. Powiedziałam jej, żeby sobie przeczytała ustawę Prawo oświatowe.

No i nas zapisała.

Zapisując, p***doli, że książeczkę zdrowia pani weźmie. Pesel będzie pani miała.

To ja się wtrącam, czy może być paszport, skoro pesel.

To ona, że tam są sprawy okołoporodowe.

Ja pjerdziu. Wtedy ta ich dyrektorka mówiła, że pedagog sprawdzi, czy dziecko umi rysować kreskę, czy jego romczka nadaje się do rozpoczęcia nauki pisania.

A ta mi o książeczce zdrowia i historii porodu. Co do zdrowego 6-latka i jego rączki ma czas trwania drugiej fazy porodu?

To ja ją pytam, dosłownie: A co pani potrzebuje, sprawdzić, że żywe urodzone?

Nie odpowiedziała, cośtam gadała dalej.

I ja na koniec: To jak, musi być ta książeczka zdrowia?

Ona: Nie musi. [To po co o niej zaczynała?!]

...

Wniosek: urzędasy chcą się ważne czuć. Udawać precyzyjnych, dokładnych, obowiązkowych. No i że to takie wszystko ważne, co one robio.

Przyjdę bez książeczki, to odbędzie rozmowę z dzieckiem, spisze dane człowieka i wydrukuje papier.

A jakbym przyszła z książeczką, to by ją przeglądała, czytała, może spisywała do jakichś kartotek - udawała, że coś robi. Coś ważnego. Udawała. Urzędnik.

...

Dla urzędów rób więc minimum.

Tym które mają p**dolnik, mów, że mają p**dolnik.

Patrz, w banku tyle załatwisz ynternetem - kredyt, urząd nawet, za nieruchomość furę kasy przelejesz - i to wszystko przechodzi, mimo że jakaś pani z banku widziała Cię tylko raz, siedem lat temu, wtedy pokazałeś nieważny już dziś dowód i swoją facjatę. I to wystarczy do tylu grubych spraw.

Gdyby dać takiego informatyka do państwowych spraw, to... fura urzędników straciłaby pracę, bo ich praca jest niepotrzebna. I teoretycznie byśmy na nich nie musieli płacić, czyli niższe podatki - fura pieniędzy w naszych kieszeniach. No i państwo z urzędów, szczególnie pracy, robiliby świetne rzeczy we własnych działalnościach gospodarczych - ekologiczne mydełka, fabryki porcelany, bio ser kozi...

.

Regularne wsparcie i 🗝️ dostęp do wszystkich tekstów.

Jednorazowe wsparcie blik/przelew lub paypal - bo u mnie czytasz bez reklam 🙂

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.