Zaginać głupotę, czyli do restauracji z…

Wyobraź sobie, że zaginasz drut. Tyle, że aż jego początek ujrzy własny koniec. Aż zacznie zjadać własny ogon.

Takie rzeczy można robić z głupotą, z „systemem”, z chorobami społeczeństwa. Same zaczynają się zwalczać, samym sobie się przeciwstawiać, stając się swoim przeciwieństwem…

W taki sposób można ludziom walić młotkiem po głowie, które to walnięcie skutkuje oświeceniem człowieka w jakimś temacie.

Od lat nie wiem których 20. wieku puszczalskie babska walczyły o możliwość zabijania innych ludzi. Dziecka – bo im na pęcherz uciska, sąsiada – bo im tlen zabiera. I tak dalej.

Po tylu dekadach doszły do momentu zapętlenia – stanięcia naprzeciwko samych siebie, zjedzenia własnego ogona i zbratania się ze swoim przeciwieństwem (dziewicami konsekrowanymi czy cuś).

Jakaś niunia napisała, że skoro ona nie może zabijać swoich dzieci, czyli będzie do nich „uwiązana” przez wiele lat, to ona chce, żeby facet miał tak samo! Żeby też był „uwiązany” do tych dzieci. (Pewnie po finansach chce panom rozpustnym pocisnąć).

Ktuś mądry, może i protestant sztywny i prosty w zasadach swych, odpowiada niuni: Brawo, właśnie wynalazłaś małżeństwo!

A nie? Mężczyzna zarabia na i odpowiada za kobietę, z którą ma dzieci.

Niunia numer dwa napisała, że skoro ona nie może zabijać innych ludzi, to to jest koniec „wolnegomiziania”. Chcesz miziania, to najpierw się ożeń. (Znaczy grozi ona, że przestanie się rozdawać na lewo i prawo, skoro nie może uciec od ewentualnych konsekwencji).

Ktuś mądry, może i protestant sztywny i prosty w zasadach swych, odpowiada niuni: Brawo, odkryłaś Amerykę, właśnie tak ludzie żyli od zawsze, takie były zasady, bo takie i tylko takie podejście do sprawy ma sens. Kobiety się nie rozdawały. Mężczyźni musieli być odpowiedzialni.

Chciały baby zostać wielkimi feministkami, a zatoczyły koło do konserwatyzmu. Ojej.

I teraz tak. Na wakacjach wybraliśmy się do restauracji. Nawet takiej pozycjonującej się jako bardziej ą-ę. Siedzimy, czekając na kelnera (który w końcu nie dotarł i poradziliśmy sobie w innej restauracji), a tu pies szczeka. Nie na dworze. W knajpie.

No my nie z tych, że z psem do restauracji.

Wyobraź sobie, że miałabyś powiedzieć swojej babci czy prababci albo lepiej dziadkowi, że pies to twoje dziecko, a jej / jego wnuczko. Nie przyjęliby tego, bo w ich mózgu nie było połączenia neuronowego, które by takie stwierdzenie mogło obsłużyć.

A dzisiaj tak jest. Nie chce się zrezygnować z wygody, a jakaś tam potrzeba opieki nad mniejszymi, słabszymi, głupszymi w człowieku siedzi… To albo robimy wolontariaty, albo „ładoptujemy” pieska (jeszcze 20 lat temu nikt by nie powiedział, że adoptował psa – to słowo było o ludziach, którzy brali na siebie trud wychowania dziecka z domu dziecka) i nazywamy go synciem albo córcią. Kupujemy smakołyki, zabawki, poświęcamy czas oraz tysiące dla weterynarza i chodzimy do restauracji…

Jak tu im psem zakręcić, by zobaczyli własny ogon?

Na psa nie mam pomysłu. Mam inny trop.

Przecież jak może być pies, to i kot. Nie można dyskryminować, no a w dobie antisocial mediów niektórzy boją się opinii klientów, także powinni wpuścić Cię ze wszystkim.

Otóż, polecam i proszę: kup se świnię, w innych krajach to z jakimiś „ozdobnymi” na smyczy ludzie chodzą… I przyjdź z wieprzowiną na smyczy do restauracji. Wieprzowina przynajmniej nie szczeka. Poproś o miseczkę na wodę i wołaj jakimś fajnym imieniem typu Polędwiczka.

W takiej normalnej knajpie, wiesz, ze schabowymi.

Odwracanie ogonem, dociąganie sprawy aż do punktu zobaczenia przez nią własnego ogona, porównywanie, zestawianie – to są genialne narzędzia, by zobaczyć, czy jakieś działania, nawyki, zwyczaje mają sens i są spójne czy jednak są durne.

Każdego dnia porównuj posyłanie dzieci do państwowych wychowawczyń do posyłania małżonków do państwowych prostytutek i prostytutków. Polecam.

A na odpuszczenie emocji zawsze to:

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz obdarować mnie symboliczną kawą 🙂

Autor: Urszula

Kobieta, Żona, Matka. Poszukiwaczka Prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *