Już wkrótce: Dziedziny życia i z którą nie mam połączenia, Czy podpisywałaś umowę?
Zapisz się do Newslettera, a raz w miesiącu przypomnę o nowych publikacjach :)

Współpraca z Ziemią

Poza tym, że od dawna chciałabym być panią jakiegoś większego kawałka gruntu, ostatnio dodatkowo same przychodzą do mnie treści, związane z permakulturą, uprawą ziemi (co kiedyś gruntowniej studiowałam), jedzeniem z lasu, życiem w zgodzie z przyrodą, wiedzą, że i środowiska, i ludzkość to ekosystemy.

Chciałam coś sobie obejrzeć. Komedii romantycznych dobrych nowych nie ma. Pomyślałam, że z braku laku coś o zimie - coś o życiu na dalekiej północy. Psie zaprzęgi, skutery i te sprawy.

Wybrałam program "Dzika Kanada". Na tvp vod. (Hm, doczekaliśmy na tym blogu tekstu inspired by tefałpe).

Tego, czego oczekiwałam, jeszcze w nim nie znalazłam, ale mam coś innego, świetnego.

...

Wiesz, jak dzisiaj wygląda pozyskiwanie, a raczej hodowanie czy uprawianie jedzenia oraz cała gospodarka. Jest jak jest.

Wyobraź sobie, że ze dwieście lat temu do Kanady przybywają Anglicy i wzdychają: o, jak natura to stworzyła! Piękno, zachwyt. Rozłożyste drzewa, łąki pełne kwiatów, obfitość roślin i zwierząt.

O, jak natura to pięknie stworzyła! Ach!

Błąd!

Bo tamten krajobraz stworzył człowiek! Bulw kwiatków potrzebował do tego, dębów do tamtego - sadził se, pilnował, by rosło.

A jednak, zobacz: to wyglądało jak dzikie środowisko. To nie była monokultura kukurydzy. To były zagajniki między łąkami - naturalne (a jednak nie do końca).

Okazuje się, że od wielu tysięcy lat rdzenne ludy tych obszarów (i pewnie każdych innych!) celowo uprawiały... całe środowiska, ekosystemy. Nie uprawiały kukurydzy na x hektarach, nie hodowały 700 świń w jednej stodole. Dbały o dziesiątki kilometrów kwadratowych lasów, łąk itd.

Chodzili po tych terenach, które wciąż wyglądały jak dzikie. Zmienili coś w naturze, ale nie zaorali jej do gołej skały.

Chcieli łatwiej polować na jelenie, to wypalali poszycia lasów. Stąd łąki.

Chcieli mieć więcej małży, to wybudowali dla nich przy brzegach środowiska, sprzyjające ich namnażaniu (i też przez ludzi łapaniu).

Chcieli mieć pewność, że nie zabraknie łososi, to dbali o ikrę i zanosili ją do kolejnych strumieni, by rozszerzyć "zasięg i liczebność hodowli".

(Kurczę, trzy powyższe akapity dają do zrozumienia, że albo ludzie nie są z natury roślinożercami, albo że zabrakło im tam dostaw miksownic do tych wszystkich liści. Że też oni jelenie ubijali zamiast liście ssać!)

Chodzili po lekarstwa między te rośliny, pletli kosze, wydłubywali bulwy.

Jak pisałam: uprawiali całe środowiska, uprawiali las, dbali o swój las. Korzystali, dbali o to, by "na półkach" nie zabrakło pokarmu także w przyszłości. I zrobili to bez buldożerów, bez oprysków. Na całkiem północnej północy!

...

Popatrz też na to: ci "prymitywni" ludzie kilka tysięcy lat temu ukształtowali niezliczone kilometry wybrzeża tak, by namnożyć i łatwiej zbierać małże. Te ich konstrukcje przetrwały i działają do dziś. Właściwie niemal do dziś nie przypuszczano, że to zrobił człowiek - wygląda tak naturalnie.

Porównaj sobie tych ludzi, którzy zbudowali coś dla dziesiątek, setek (!!) pokoleń - co kosztowało ich sporo wysiłku - z współczesnym wariatem, który chce liczyć tygodniowe zyski z wysysania, wykorzystywania, nadwyrężania rynku i innych ludzi. Ile dzisiejszy 30-latek poświęciłby na budowę czegoś na przyszłość? Czy przyszedłby robić za darmo, pro publico bono, dla wnuków i kolejnych pokoleń?

A zobacz na mieszkańców tamtych terenów. Anglik z Zachodu i profesurek ze Stanów myśleli, że to naturalne. A rdzenni dobrze wiedzieli, co, jak i po co zbudowali ich prapradziadowie ty-sią-ce lat temu.

Czy to nie jest cudowne?

Uczyńmy rok 2022 i następne latami ugłaskiwania Ziemi zamiast tak ją batem i koparą.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.