Unschoolinguję się

Kiedy pisałam Wam, jak uczę Starszego, jak robimy "szkołę", to to był reżim dość szkolny. Czasowo krótko, ale regularnie - zadanka codziennie po śniadaniu i nie ma zmiłuj.

Tak rzeczywiście wyglądał niemal cały nasz rok szkolny (nasz kończy się za trzy tygodnie). No ale w każdym zadaniu, w każdej pracy człowiek, robiący coś sumiennie, regularnie i używając głowy do myślenia, nabiera pewności siebie. Tak i ja nabrałam i lepiej widzę, co jest konieczne, a co "dla chętnych".

Teraz powinnam sadzać Starszego do pisania na kartce, najlepiej z "rz", a później do pisania na komputerze.

Wczoraj mieliśmy zrobić pisanie na komputerze i angielski, ale... wyszła nam biblioteka, dużo wuefu (pierwszy dzień wiosny), no i Starszy poza komiksami zaczął też czytać książki, takie normalne, które mają dużo literek.

Ja nie będę sadzać dziecka do pisania, kiedy mam swój rozruch poranny (kawowo-śniadaniowy), swoje dorosłe sprawy do zrobienia, a dzieci, oczekując na powrót ojca z biegania, układają w przedpokoju napis "odłóż smartfon i żyj" - zauważony wczoraj pomiędzy biblioteką a skejtparkiem. I ten Starszy nasz pamięta, że "odłóż" i "żyj" mają "ż" z kropką. Że na końcu zdania można walnąć wykrzyknik. Dowiaduje się, że "odłóż" jednak przez o z kreską.

I jak i po co ja mam go sadzać do ręcznego pisania "drukarza" i "tokarza"?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.