Piszę do was te słowa, bo szanuję was i lubię, bo cieszę się, że tu zaglądacie, bo kibicuję zmianom, które niektórzy z was zapoczątkują w swoim życiu pod wpływem moich tekstów. Szanuję was, lubię, komentujących rozpoznaję. Nawet jeśli od dłuższego czasu komentarze były wyłączone. Były i są tego powody.

Być może tu się zmieni, a prawdopodobnie na dłużej ucichnie.

Po 1. nie potrzebuję już tego miejsca jako zrzutu moich myśli. Ten etap mam za sobą, teraz rozwijam się inaczej. Więc jeśli będę pisać, będę pisać bardziej dla was niż dla siebie.

Po 2. to miejsce spadło mocno na liście moich priorytetów. Na pierwszym planie mam inne sprawy.

Po 3. jeśli miałabym pisać bardziej do was, to muszę trochę się porozwijać i poprzeżywać. Z tego miejsca, w którym jestem w życiu, wypisałam tu wszystko, co byłoby pomocne i na temat. By pisać dalej, ja sama muszę wejść na kolejny schodek. Dopiero wtedy będzie to miało sens. Temu schodkowi poświęcam teraz swój czas i energię.

Jeśli kochacie wolność i czujecie, że możecie żyć po swojemu i nie dajecie przycinać się do standardowych miar…

po teksty idźcie do Katarzyny z zyciepodpalmami.pl, do Ani z aniamaluje.com, do Tofalarii, do gugla anglojęzycznego (tym różni się od polskiego, że jak zaczynasz wpisywać moje dziecko – w sensie my kid – to nie wyskakuje ci natychmiast idź do lekarza!)

po YT idźcie też do Katarzyny, do Programisty Na Wakacjach, do Pani Hani (Kącik Hani), do Gonciarza, do Sebastiana Baryczy, do Sebastaiana Niegowskiego (tak, oglądam jakiegoś faceta, zajmującego się MMA. bo mądry jest), do Beaty Pawlikowskiej

czytajcie Vincenta Normana Peale, Dale Carnegie How To Influence People, The Art of Selling Anything Harry Browne (te 3 z polecenia Katarzyny z Karaibów), Rework (minimalistyczne, zdroworozsądkowe dla dzisiejszych czasów podejście do pracy), Beatę Pawlikowską, Cejrowskiego, podróżników, antropologów

jeśli dajecie radę czytać/słuchać po ang czy w innym języku, przestawcie się na to totalnie

Śledźcie ludzi, którzy żyją inaczej, robią inaczej i robią inne rzeczy. Po co? Bo jesteście piękni i wyjątkowi, bądźcie też mądrzy. Nie musicie żyć w bunkrze, w którym się urodziliście. W bunkrze, w którym trzeba wieszać firanki, mieć kredyt, mieszkać 20m od mamusi, męża wybrać przy udziale rozumu, posyłać dzieci do szkoły, szczepić, pić kawę, jeść kotlety, pić piwo, udawać, że gardzisz głupimi filmami i programami, sprawdzać dużo fejsbuka, urządzać balkon… Każdą z tych rzeczy możesz robić i spoko. Ale gdy robisz je wszystkie, grzecznie, mówiąc dzień dobry, dziękuję i przepraszam, że się urodziłem, to może się weź się zastanów się, urlop weź, przemyśl życie swe, młotek weź i w bunkrze dziurę zrób. Warto. Firmę se załóż, zamknij, wyjedź, weź ślub w miesiąc bez ciąży, zacznij biegać albo medytować, jeść szpinak albo sushi, pokaż trzeci palec policjantowi, prześlij buziaka powietrznego urzędniczce-drukarce, zegnij się wpół ze śmiechu na środku ulicy i rżyj tak przez dwie minuty, krzyknij (ale głośniej), pokaż, że jesteś żywy i że jesteś jednostką oddzielną, różniącą się, panem samego siebie.

Na koniec życia nie będziesz żałował, że w większym stopniu nie uległeś wizjom innych ludzi w temacie tego, jak ma wyglądać twoje życie.

Możesz żałować raczej tego, że w iluś jeszcze sytuacjach nie postąpiłeś zgodnie z głosem serca/duszy/intuicją/przeczuciem/chceniem/pragnieniem/marzeniem.

Ja ostatnio nakładam skarpetki na rajstopy i tak chodzę po świecie. Ciepło. Inaczej. Kiedyś to będzie trendem. W pokojach nie mam firanek. Mam dwa dzieci i zero aspiratorów do nosa czy jak to tam się zwie maszyneria do wyciągania glutów z nosa, której użyjesz raz, bo więcej dzidź nie pozwoli. Mam jedną parę spodni, jedną torebkę, nie robię kreski na oku. Gugla i książki obsługuję po angielsku. Nie odwożę dzieci do przedszkola. Nie chodzę z nimi do lekarza. Robię piniondz siedząc w domu. Maturę i dyplom studjów mogę ewentualnie przekazać w celu podtarcia się komuś w potrzebie (nie, nie, tak serio, pamietajta, dyplom jakikolwiek może pomóc w zmianie kraju zamieszkania). Mam fajnego Męża i nie zamierzam się rozwodzić. Mam energetyczne dzieci, którym nie czytam książeczek, kiedy potrzebują biegać. Kocham swoje życie choć jest nieidealne. Jak każde. Na spacery z dziećmi nigdy nie zabierałam toreb wypchanych tym, co każda mama musi mieć przy sobie. No klucze i chusteczki, czaję, że muszę, ale to do torebki zwykłej się mieści. Upraszczam zamiast komplikować. Ostatnio piorę białe z czarnym. Z prostego życia fajniej się korzysta. Mniej masz wyrzutów, że czegoś nie zrobiłeś, że nie wyprasowałeś firanek, albo że nieidealnie. Od przeprowadzki (połowa tamtego roku) żadne z nas nie użyło żelazka, choć ja sukienkowa babeczka jestem, a Mąż z ludźmi pracuje. Po co sobie tyle na głowę wkładasz? Uciekasz przed czymś innym? Może nie chcesz stanąć twarzą w twarz z życiem, dlatego wmawiasz sobie, że muszę jeszcze tę mikrofalę doczyścić i skarpetki synowi wyprasować? Uprość dom, to nie będziesz miała nic zaniedbanego w domu. Po szybkim śniadaniu pakuj się w auto i na wycieczkę, w naturę w sensie, nie do bunkra.

Ok, koniec bełkotu. Mam w zapasie jeszcze kilka tekstów, które się tu automatycznie opublikują. A ten zniknie niedługo.

Raczej wrócę :) Zapiszcie się na powiadomienia mailowe, zwane newsletter, gdzieś w menu na górze chyba.