Jak matka w edukacji domowej świętuje Dzień Nauczyciela albo koszty edukacji domowej

Kończy się Dzień Edukacji Narodowej, czyli po normalnemu: dzień nauczyciela. Pewnie bym się nie zorientowała, bo ani szkoły, ani mediów z informacjami na co dzień nie używam. Ale akurat wypożyczyliśmy jakiś Rok z księdzem Twardowskim dla dzieci, co by się Starszy obeznał z tematyką okołoreligijną. I akurat ten Starszy trzynastego zwrócił mi uwagę, że jutro (czyli czternastego) jest tam coś napisane, i że edukacja.

Jako kobita normalna, której dziecko ma zdać egzaminy, w dzień powszedni siadłam jak co dzień (prócz sobót i niedziel) po śniadaniu do lekcji. Młodszy też przychodzi, bo ile pięciolatek może wytrzymać sam, kiedy inni ludzię robią coś… może ciekawego?

Cóż, w dniu edukacji takiej czy owakiej, uczniów i nauczycieli zalaliśmy lekcję angielskiego sowitym kubkiem kawy, całkiem pełnym. No matka naiwnie postawiła przy kompie, a dziecko w odruchu radości z kojarzenia tego, co płyta mówi w języku obcym, chciało wskazać palcem w podręczniku… Najwięcej objętości kawy poszło na komputer (z płytą w środku…), namoknięty zeszyt poszedł do śmietnika, a podręcznik lekko muśnięty poszedł do szybkiej reanimacji – może nie zostanie uznany przez władze oświatowe za zniszczony. Ani płyta. Była sucha, bo fala szła całą mocą w przeciwną stronę.

Także półtora miesiąca w szkołę domową – mamy komputer do kupienia. Dobrze, że trafiło na najgorszy i najtańszy, jaki mamy / mieliśmy 🙂

Najgłębiej zapadająca nauka to ta na własnym doświadczeniu. Przez dłuższy czas będą u nas pustsze stoły i niemal do zera ograniczone spożywanie pokarmów stałych i napojów poza kuchnią. A na pewno zakaz kubków w okolicy elektroniki. I książek.

Wspominałam, że stół dostał, rozkładałam go, suszyłam, podłogę z kawki myłam, a obrus schnie z wciąż wklejonymi w siebie fusami?

Żeby zabrać emocje poszliśmy na 2,5-godzinny spacer.

A że jestem upartym i trzymającym się pewnych założeń babskiem, to i angielski dokończyliśmy. Po obiedzie.

Także uważajcie na płyny, jeśli macie dzieci.

Ciekawe, jak osoba, grzebiąca ludziom w podświadomości, typu pan Freud, zinterpretowałaby to, że w Święto Systemu Programowania Obywateli kobieta, która nie przepada za miastem-masą-maszyną ani za państwowym nadzorem nad życiami ludzi, z pomocą dziecka zniszczyła dużą elektronikę i trochę papieru, służącego przymusowej nauce języka obcego.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂

Autor: Urszula

Kobieta, Żona, Matka. Poszukiwaczka Prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *