Kiedy wreszcie z dziećmi jest lżej Mam odpowiedź

Kiedy wreszcie z dziećmi jest lżej? Mam odpowiedź

Kobiety dzielą się na dwa obozy w kwestii oceny matek, zajmujących się dziećmi. Jedna część uważa, że matki siedzą w domu, nic nie robią, lenią się i to jest zuo. Druga część z kolei lituje się w tonie o, jaka ty biedna jesteś, sama z dwójką dzieci, że to wysiłek nadludzki i te de. Dzisiaj pogadamy właśnie z tymi drugimi.

Nieraz w rozmowach z osobami i bardzo bliskimi, i średnio bliskimi, i obcymi, przewinął się u mnie temat kiedy wreszcie z dziećmi jest lżej.

No bo noworodek, to wiadomo, nosić i nosić. Półroczniak sam sobą się nie zajmie. Trochę starszy wszystko ściąga z szafek i trzeba uważać. Roczniaka prowadzić za rękę. Siku pilnować. Karmić. A w tym wieku to tacy rozbrykani. A w tym wieku to ciągle coś chcą albo pytają. W każdym jednym wieku COŚ przeszkadza i uwiera dorosłego (ponoć).

W tym wyliczeniu dojrzała kobitka próbuje dojechać do wieku, w którym w końcu matce lżej. I sama się dziwi, że jedzie, i jedzie, dojechać nie może.

– No, jak do szkoły pójdzie, będziesz miała spokój.

– Ja odpoczęłam dopiero jak poszły do szkoły.

Voila.

Kiedy wreszcie z dziećmi jest lżej? Kiedy się ich pozbędziesz!

A nie mówiłam, że szkoła/przedszkole z punktu widzenia rodzica to przechowalnia, do której można z ulgą wrzucić bachora, którego mamy dość i zamknąć, nieważne z kim, na parę ha?

Mówiłam, tekst: Podstawowa funkcja szkoły z perspektywy rodzica.

Kiedy wreszcie z dziećmi jest lżej Mam odpowiedź Kiedy wreszcie z dziećmi jest lżej Mam odpowiedź


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.