Już wkrótce: A Ty, czy w jakimś temacie przeszłaś już na emeryturę?, Za co lubię minimalizm, Zdrowe podejście do świata cyfrowego, a nie bycie offline
Zapisz się do Newslettera, a raz w miesiącu przypomnę o nowych publikacjach :)

jestem zdrowa

Dlaczego jestem zdrowa bez soku z mlecza?

Zdrowie - duży temat. Wielu wierzy, że bierze się je z jedzenia. Inni że ze sportu. Trzeci że z kombinacji czynników, czyli ogólnie ze stylu życia. A może ze zdrowej psychiki i wyczyszczenia traum własnych oraz rodowych? Z odpowiedniego oddechu. Ze śmiechu. Z medytacji. Z odpowiedniego poustawiania emocji, umysłu, tętna. Z suplementów albo ziół i homeopatii. Z nastawienia do życia i z dobrych relacji z innymi.

Może prawd jest wiele, wiele ścieżek do miejsca, zwanego zdrowiem?

Co wiosnę od paru lat jest wysyp internetowych panien, które sok z mlecza, sok z mlecza. Inne z pokrzywy, później z bzu, z brzozy, pędów sosny i w ogóle.

Lubię naturalne metody. Kocham przyrodę. I ciągnie mnie do starych, dobrych sposobów na życiowe sprawy. A jednak żyję w bardzo dobrym zdrowiu bez syropu z mniszka.

.

Po co ja to chciałam pisać? Po to żeby dać znać, zauważyć, przypomnieć, że nawet jeśli coś jest dobre, skuteczne, ma sens, to może nie jest Tobie potrzebne, może nie teraz, może w ogóle nie w Twoim życiu?

Wiesz, warto mieszkać w Grecji, dobrze mieszka się we Włoszech, wspaniałe są rozwiązania w Norwegii, zachwycające sprawy w Finlandii i cudni ludzie na Karaibach. Co nie znaczy, że musisz z tego wszystkiego skorzystać. Co nie znaczy, że to akurat dobro jest potrzebne akurat Tobie.

To że syrop z rośliny leczy gardło jest dobre i cudne. Ale może go nie potrzebujesz bo... nie chorujesz raczej na gardło? Albo dlatego że... radzisz sobie z chorym gardłem inaczej, a równie skutecznie.

.

Sok z mlecza jest cudny. - Prawda.

Bez soku z mlecza raczej nie umrzesz. - Też prawda.

.

Ja sama sobie się dziwię, że nie robię i nie trzymam takich mikstur, bo to byłoby w moim stylu takiej naturalności i bez-lekarzowości. Tylko po co, skoro moje choroby to głównie lekkie, trzydniowe objawy powiedzmy dwa razy w roku? I ja chorobę przechodzę, nie przeskakuję. Na ogół nawet niczego specjalnego nie stosuję... Nawet witaminy C... Przechodzę. Przechodzi mi. Ale zwalniam, pozwalam sobie pochorować, a pozaniedbywać poważne sprawy. Nie jadę jak taran, jak gdyby nigdy nic.

Ponoć choroby przychodzą do nas na przykład właśnie po to, by nas zatrzymać. Jeśli trzydzieści razy nie pozwolisz sobie na przechorowanie, pochorowanie, tylko wypijesz miksturę z apteki, zaciśniesz zęby i będziesz dalej jechała przez codzienność jak czołg, to może Życie uzna, że trzeba Cię zatrzymać czymś większym, mocniejszym. Oby nie! Ale i takie historie ludzie opowiadają.

Więc daj sobie pochorować.

.

Ja swoje niechorowanie lub łagodne przechodzenie widzę jako pochodną swojego ustawienia umysłu. Takiego głębokiego przekonania, programu. Po prostu pewnych rzeczy nie przyjmuję. Nie rezonują ze mną, jak to się dzisiaj mówi. Mam z przeziębianiami tak dalekie od siebie częstotliwości, że rzadko się w ogóle widzimy lub spotykamy na dłużej.

Podobnym uparciem ustawiłam sobie płeć pierwszego dziecka. Tak mocno, że przeszło i na drugie.

.

Co do diety...

Od jakiegoś czasu pojawiają się kobiety, zajmujące się poprawą stanu twarzy... w sensie masaży, ucisków, ćwiczeń.

Jedna z nich jasno mówi, że nie jest w stanie doprowadzić twarzy wegetarian do takiego stanu, do jakiego by można, gdyby jedli wszystko...

Mamy XXI wiek. Nie czarujemy się, że życie może być jedynie różowe i przyjemne, i że nasze wybory mają wyłącznie pozytywne konsekwencje. Że można opracować i wdrożyć plan idealnego świata i życia. Chodząc po chodniku, rozwalasz stawy, a chodząc po trawie - depczesz trawę. Jeśli chcesz się prezentować kulturalnie, to myjesz buty, ale wtedy nie jesteś taka eko, bo przecież to tylko buty, po co lać tę wodę. I tak dalej.

A czarujemy się, że możemy przejść przez życie nie krzywdząc innych? Innych istnień, w sensie świni? Krzywdzisz dzieci z ciepłych krajów, bo tam one pracują w fatalnych warunkach przy kopaniu metali do ajfonów, przy zbiorze kakao, czekolady i szyciu ciuchów. Krzywdzisz szpinak, pszenicę, bawełnę, pomidora i fasolę, bo przecież w XXI wieku wiemy, że rośliny i mają przeczucia, i komunikują się, i mają inteligencję.

Co tak uparcie konkretnie świni bronić i kuraka?

Dla pełni zdrowia swego ciała musisz zjeść świnię. Skóry nie doprowadzisz do optymalnego, najlepszego możliwego stanu bez mięsa i tłuszczu zwierzęcego. Skóra to potężny i ważny organ. Bezmięsni osłabiają go sobie na własne życzenie.

No i założę się, że analogicznie sprawa się ma z kondycją reszty ludzkiego ciała.

.

Niech zostanie z Tobą z tego tyle, że warto samodzielne myśleć i szukać różnych stron danej sprawy. Szczególnie wtedy, gdy wydaje się, że wszyscy mówią tym samym głosem.

Przyjmij, że każda rzecz i działanie mają dwa końce kija - plusy i minusy. Dążmy do zwiększania mocy plusów, a ograniczania minusów. Do zlikwidowania chowu klatkowego ptaków, do zmniejszenia poziomu trującości materiałów remontowych i tak dalej. Ale to już jest robota dla cywilizacji, nie dla jednej Uli, Hani czy Heńka.

Zastanów się też nad tym, czy to nie jest tak, że w świecie jest dużo dobrych i korzystnych rzeczy, ale nie ze wszystkich możesz/musisz skorzystać. Wybieramy na tej swojej ścieżce. Góry są dobre, i morze, i jeziora, i pola, i lasy. Ale trudno mieszkać jednocześnie w górach, nad morzem, jeziorem, na polu i w lesie.

.

Regularne wsparcie i 🗝️ dostęp do wszystkich tekstów.

Jednorazowe wsparcie blik/przelew lub paypal - bo u mnie czytasz bez reklam 🙂