Gmła

Ten rok upływa mi pod znakiem… Znasz taką zabawę, że stoisz i trzymając ciało sztywno zaczynasz upadać do tyłu i ktoś ma Cię złapać? Testuję to zaufanie, że za mną są silne ręce lub najprzyjemniejsza na świecie pościel na porządnym materacu… tak ogólnie-życiowo.

Biblia ponoć mówi nie lękaj się tyle razy, że starczy na każdy dzień roku. Niuejdże śpiewają o tym, że strach jest przeciwieństwem miłości. Biblia znów nadaje o tym, że nie troskaj się, bo Bóg daje ptakom, które nie sieją to i człowiekowi da (choć w innych miejscach ta sama księga chyba zaleca planowanie i magazynowanie…). Znów niuejdże wzdychają o byciu tu i teraz… Wezwania do pozytywności, np. wdzięczności, na każdym kroku, z każdej strony, włącznie chyba z fizyką kwantową i inną, które stwierdzają, że myślami/uczuciami wpływamy na rzeczywistość – materię, wydarzenia (a nie tylko topornym protestanckim-amełykańskim planowaniem i zakasywaniem rękawów). Nawet istnieją mordki łod biznesu, które mówią, że nie musisz planować, co chcesz robić za 15 lat, bo i tak wszystko się zmieni, jak wejdziesz na nową drogę – wystarczy, że widzisz pierwszy krok lub trzy, a czas na resztę przyjdzie później.

Do tego w tylu latach mojego lęku, bania się, przeciwdziałania temu, co może wyjść na złe – nic złego się nie ziściło. Było i jest dobrze, niezależnie od moich strachów, niezależnie nawet od rozumu.

W takim właśnie zaufaniu do Boga / Życia, a nawet Męża ćwiczę się.

To jest nienaturalne i trudne dla mnie. Uczę się, że jestem tu chciana, opiekowana, że po prostu może być dalej dobrze bez moich dziwnych wysiłków – głównie umysłowo-emocjonalnych.

I taka sytuacja. Idziemy na bardzo konkretny szczyt. Idziemy już ponad godzinę, ale wciąż jest rano. Wrzesień. Mgły podnoszą się znad lasu, z niższych miejsc. A może to chmury nadlatują. Najpewniej jedno i drugie.

W pewnym momencie naszło tyle mgły, że widziałam może na dwadzieścia metrów. Miałam szlak, w sensie drogę, swoich ludzi blisko, znałam kierunek, a widziałam tylko kawałeczek przed sobą i za sobą (choć widzenia za chyba nie używałam). I nie przyszło mi do głowy bać się. Było dobrze. Wiedziałam, co robić. To, co od początku zamierzałam. Brak dalekiego widzenia niczego nie zmienił w docieraniu do celu.

A właściwie to i lepiej mi było niż z dobrą widocznością. Wiesz, wszędzie naokoło była mgła. Zero widoków też tych na wysokie drzewa, miasteczka czy okoliczne grzbiety górskie. Trochę ścieżki do przodu, a poza tym biała dziura. To było uspokajające.

Uspokajające dokładnie tak, jak ograniczenie bodźców. Mgła ograniczyła mi to, ile elementów widzę. To daje cudowny spokój, cudowne nie-muszenie analizowania, myślenia, oceniania reszty, która właściwie w tej chwili nie jest nam potrzebna, niezbędna. Jest dodatkiem, dekoracją. Wzrok i głowa odpoczywały wtedy tak, jak mózgi i zmysły potrzebują odpoczywać od ciągłych bodźców – smartfona, miasta, innych ludzi.

A żył też przecież taki filozof, który twierdził, że istnieje tylko to, co widzisz. Jeśli odwrócisz się tyłem do drzwi, drzwi nie istnieją. Nie do końca się to trzyma kupy na rozum, bo np. gdzie ten pan zgubił inne zmysły? Czy jeśli za Twoimi plecami ryknie niedźwiedź albo ktoś postawi intensywnie pachnące danie, których to elementów nie widzisz… – czy one też nie istnieją?

Jednak co u tego pana jest mądre i działa: ważne jest to, co tu, co życiem jest. O tym myśl, tym się zajmuj. Twoje życie, proste, rodzina, dom, śniadanie, obiad, kolacja, spacer.

Jeśli większość z nas uznałaby, że Irak i Jennifer Lopez nie istnieją – czy coś by się stało dla nas na minus? Nie. A czy mózg byłby mniej obciążony i mielibyśmy więcej mocy przerobowych na nasze własne życia? Tak. Zauważ, ile spraw tak naprawdę dla nas nieistniejących generuje tiwi i inne media. Wiesz, co masz z nimi zrobić?

No i polecam góry we mgle. Bez widoków, za to z białą dziurą, kilkunastoma krokami przed Tobą i Twoimi ludźmi w kręgu tych kilkunastu kroków. Czy nie to – dwa kroki i swoi Ludzie – jest w życiu najważniejsze, a może jedynie ważne?

Ok, jeszcze herbata w plecaku.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz obdarować mnie symboliczną kawą 🙂

Autor: Urszula

Kobieta, Żona, Matka. Poszukiwaczka Prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *