Dom, Rodzina i Coś Jeszcze

Ostatnie miesiące upływają mi pod znakiem Domu i Rodziny. Zaczęłam zauważać te rzeczywistości. Oraz ich brak, tam gdzie ich nie ma. I trochę je dokarmiać.

Dom. Czy Ty masz dom? Nie że ściany, kanapę i blat kuchenny. To jest w każdym hotelu. Czy masz żywy, żyjący, charakter mający, bezpieczeństwem obdarzający Dom przez duże D?

Bo zobaczcie. Facet idzie do pracy, oddając swoje najlepsze godziny po przebudzeniu się, ze świeżą głową i rześkim ciałem – jakiejś tam firmie. Babka idzie do pracy, oddając swoje najlepsze godziny jakiejś tam firmie. Robi komuś firmę. Robi komuś dochód. Albo nie robi dochodu, ale uwalnia właściciela, by ten dochód robił (większość pracowników w PL nie zarabia na swoje pensje, zatrudnia się ich, bo trzeba, bo np. właściciel nie chce lub nie wyrobi być na sklepie cały czas, do tego jeżdżąc po zamówienia, robiąc marketing, księgując i prawnikując, serio). I se wracajo po nieludzki czas trwających dojazdach. Facet włącza mecz. Kobitka jeszcze pojechała odstresować na shopingu, plotkingu czy innym manikiuringu.

A kto robi dom? Ano nikt. Nikt nie inwestuje w Dom. Nie inwestuje czasu, energii ciała własnego, kreatywności, czyli duszy swej a i umysłu.

Może Wy jeszcze spędzaliście wakacje na wsi u Dziadków. Tam był Dom czy tylko sypialnia?

Oj, i ja sypialniowa byłam. Mieliśmy mieszkanie, nie mieliśmy Domu. Obojgu nam wisiało, jak wygląda, czy jest funkcjonalnie. Aby nie stracić energii. Po pracy: laptop, kanapa, lodówka. Wanna czysta. Było git.

To były czasy, kiedy potrafiłam powiedzieć, że obiad to strata czasu. W sensie jedzenie. Nie mówię już o gotowaniu. I nie mówiłam tego buńczucznie, zadziornie, buntowniczo. Nie, ja w to wierzyłam. Więcej: tak u mnie było, w mojej rzeczywistości tak było wtedy. 30 minut zmarnowane na spożywaniu to zaniedbanie firmy. Kropka.

My się z tego obudziliśmy, a przy dzieciach to w ogóle trudno nie zacząć robić Domu, to samo wychodzi. Chociaż… gdybym wywoziła dzieci do baraków zaraz po śniadaniu i odbierała po 18, wciskając im deserek ze sklepu, może i dłużej pociągnęlibyśmy na zaniedbaniu.

Tak czy inaczej, na dzień dzisiejszy widzę wartość Domu, który żyje i o który ktoś dba, poświęcając się. Tak, to brzydkie słowo: poświęcając się. Kobieta się poświęca, feministkom krew się gotuje.

A to lepiej firmie obcego gacha albo obleśnej budżetówce siebie poświęcać?

Możecie współbudować firmy obcych ludzi. A możecie inwestować w swój dom. Dom z dużą działką, taką min. pół ha to by było życie! I jeszcze nie w Polsce, żeby nie trzeba było ukrywać się przed kopcącym sąsiadem.

Bo widzicie, firmy istnieją. Sklepy. Rosmany. Widzicie je. A Domy czy nadal istnieją?

Czy są tylko szybkie sypialnie, bo tej jednej potrzeby człowieka nie udało się jeszcze ominąć albo sprzedawać w innej formie?

I potem wychodzisz z sypialni, tam masz pracę, potem płacisz za benzynkę do tej pracy, za warzywka w sałatce, za wyprasowanie koszul, za batonika tu i kanapkę tam, za wszelkie rozrywki, odstresowywacze i siłownie. Współbudujesz siłownie i kanapkownie, a Domu ciągle nie masz.

Bo to trzeba coś dać, żeby zbudować, coś poświęcić.

Plus, swój Dom masz dla paru osób, najbliższych. Nikt naookoło, nikt z zewnątrz, nikt z tłumu nie pochwali Cię za Twój Dom, tak jak mogą lizać Ci stopy pozornie za zdobycie tytułu czy zakończenie prjojektu.

A zrób se projekt garaż, projekt domek na drzewie, projekt odmalowanie nadrdzewiałej balustrady. Projekt kiszone ogórki i projekt kwiaty, i własne ziemniaki. To wszystko jest do zrobienia.

I miej to, i dbaj, i pielęgnuj, i pomnażaj, i przekaż dzieciom.

Ino klops jest w tym taki: jak budować Dom, jak się mu poświęcać, kiedy nie masz Rodziny?

Jeśli tego nie dostrzegasz, powiem wprost: w dzisiejszej kulturze nie ma miejsca na rodzinę, na mężczyznę i kobietę, na męskość i kobiecość, na wolne dzieciństwo, na małżeństwo po grób.

Obejrzyj sobie pierwszy z brzegu serial reklamę, zechcij znaleźć na Unsplashu darmowe foto na bloga w tematyce: rodzina.

Temat seriali to związki, oczywiście z ludźmi – przepraszam – z odzysku, bo wszyscy tam tacy są. I te dramy: czy ona ma wrócić do eks, tamten fajny ale ma dziecko z inną i tak dalej. Foto, które możesz sobie ściągnąć do własnego użytku np. na bloga przedstawiają rodzinę ustawioną sztywno jak do zdjęcia sto lat temu albo… jak jest fun, to z kolegami, czyli ludzie radośnie wyciągający ręce w górę, w kabrio, nad brzegiem morza, kilka młodych kobiet, som koleżanki, jest zabawa. Dzieci niet.

Żyjąc w takiej kulturze, nie chce Ci się budować Domu, bo dla kogo? Jesteś niepewny, niepewna współmałżonka, jeśli plotkujesz, oglądasz seriale i otaczasz się ludźmi, skaczącymi z kwiatka na kwiatek. Jeśli z takiego towarzystwa masz męża, nie dziwię się, że nie masz poczucia bezpieczeństwa, nie jesteś pewna przyszłości, może przez to nawet nie chcesz dzieci, no i wolisz inwestować w siebie, w jak najlepsze płaszczenie się przed obcym gachem w pracy niż budowanie Domu o niewymiernej wartości. Dziwię się tylko, dlaczego za niego wyszłaś.

Po co feministki biorą ślub? Czy po to, żeby osobiście zniszczyć jednego osobnika płci męskiej? Dla sukienki, imprezy, tych wszystkich przygotowań i opini koleżanek, i fot na insta?

Zrozumcie: jeśli uznamy, że chłop i baba są tacy sami, to po co się parować chłop z babą, po co się w ogóle parować? Idźta do klubu, każdy z każdym, niezależnie od narządów (żeby dyskryminacji nie było!) niech się wymizia, a potem budźcie się w sypialni jakiejkolwiek i zapylajcie do kołchozów i tak w koło. Po co sobie komplikować to jakąś umową?

Świetnie jest, jeśli facet jest w miarę niezależnym facetem, tzn. i dom na drzewie zbuduje, i obiad sobie zrobi. Świetnie jest, jeśli kobieta umie i umyć okna, i złożyć szafkę.

Ale gdy się parujemy, możemy się pięknie podzielić zadaniami, cechami, by się uzupełniać, a nie ze sobą rywalizować (!!!). I tak się tworzy nowa Jakość. Nowy Byt. Nowe coś. Małżeństwo. Coś większego niż chłop i baba postawieni obok siebie.

Przy okazji: czy wiecie, jak ciężko prowadzi się firmę, gdy nie kapitana głównodowodzącego i podziału obowiązków, tylko są dwa gołąbeczki, które chcą tak razem, i ustalać, i obgadywać, i kompromisować, i każdy swoje dodać? Ciężko.

Po co jest mąż takiej X, która to udowadnia, jak to pracuje, jak to z dziećmi na luzie postępuje, żeby się nie namęczyć, jak to ona odpoczywa, bo jej się należy, a chłop sam sobie robi kanapki? Tym bardziej, że przy męskiej babce mąż babieje, przestaje być męski, zaczyna być miękki, kapciowaty, okrąglutki – na co jej to mięso w domu?

Jakiś czas temu blogierka Y chwaliła się, że zrobiła dzieciom niespodziankę i wyjechali gdzieśtam na kilka dni. I ona jest tako bosko matko (matką-boską?), bo wymyśliła i zapłaciła. Ale następnym razem – jej słowa – na więcej niż trzy dni bez animatora, który się zajmie dziećmi, ona nie jedzie.

Ja pjerdziu. Może trzeba było nie rodzić? Albo oddać?

Ja wiem, że dzieci bywają bardzo męczące, ale zadaniem matki i ojca jest sobie z tym radzić.

To samo jest z małżeństwami. Ludziom wydaje się, że parują się, żeby byli szczęśliwi. Nie. Małżeństwo jest pewną rzeczywistością, pewną relacją, w której będzie i dobrze, i źle. A ile kobiet bierze rozwód, bo nie są szczęśliwe? Za dużo kina, za dużo seriali. No ale o kierunku, na jakim jest kultura, pisałam wyżej.

Dzieci wywalić do szkoły, a w wakacje do animatorów, bo dzieci zawadzają. Męża brać, ale jak już chory i stary byłby, to won, feministka musi być szczęśliwa.

Wróćmy do tej blogerki. Ja mam radę dla jej męża. Bo skoro ona zatrudnia animatorów, bo jej dzieci tyłek zawracają i przeszkadzają, to może i dla ciebie, męzu blogerki, skapnęłoby parę(naście) stówek na jakąś miłą panią nierządnicę? No wiesz, ty swojej żonie też przeszkadzasz, niech cię gdzieś wyśle, ona do wyższych rzeczy została stworzona, nie będzie ludzi obsługiwać, nawet najbliższych, musi zrobić te foto na Instagrama i odpocząć przede wszystkim.

Także teges. Dom i Rodzina i mocny już ich brak, i coraz mniejszy procent osób, posiadających jedno i drugie.

Czy wiecie, że żeby dziecko było zdrowym na głowie dorosłym, wchodzącym w zdrowe relacje, budującym swoje życie szczęśliwe na ile się da, musi doswiadczać miłości mamy, miłości taty i widzieć miłość pomiędzy rodzicami?

A miłość nie jest uczuciem, moja droga, egzaltowana feministko. Jest robieniem. Kotletów, spacerów, wspomnień, całonocnych lulań i wielu, wielu innych.

Coraz więcej mamy ludzi bez rodziców lub z poharatanymi relacjami. Coraz więcej gapienia się w ekrany, w których kulturka, jak pisałam wyżej. I będzie z tego coraz więcej nieszczęść, depresji, zabójstw, samobójstw, aborcji, jeszcze chorszych relacji i różnego rodzaju niewolnictwa. Człowiek bez rodziny, i tej za sobą (pokolenie rodziców) i tej swojej (małżonek, dzieci), to człowiek słaby. Otwarty na przedziwne ideologie, uległy. Będą narkotyzowani, będą wykorzystywani. (The Strzelec Nostradamus)

A Trzecie Coś, poza Domem i Rodziną to mój – chyba? być może? – powrót do Boga w wersji judeochrześcijańskiej, aczkolwiek drogą nie tą, która u nas w kraju popularna, tylko, a jakże: amerykansko. Konkretnie, chodzi mi o amerykańskich protestantów. Chodzą mi po głowie bardzo.

Jakby ktoś z Polaków, niby kraju katolickiego, że papież wszyscy wzruszali się, śluby kościelne koniecznie, i pogrzeby, jakby ktoś z katolików, nawet wyznawców Radia M przeczytał to, co piszą, w co wierzą, zwykłe babki i zwykłe chłopy amerykanske, oczywiście te, które chcą słuchać Jezusa, to te nasze polskie katoliki i babcie od ojca by posikały się przed ekranem, dostały torsji i nie wiem co jeszcze, poprosiły o litr wódki, żeby zapomnieć, żeby odzobaczyć, że istnieje jeszcze Kościół, który nie sprzedał się tak, jak ten znany nam polskokatolicki.

Widzicie, nasz Kościół dość mocno kopuluje z aktualnie panującą kulturą, jaka by nie była, i z państwem, jakie by nie było.

I Stary, i Nowy Testament mówią, żeby nie miziać się z ludźmi niewierzącymi, bo kto z kim przestaje…. A my mamy Kościół w szkołach, które na lekcjach wosu mówią, że homoseksualizm jest spoczko, że świat powstał nie-wiadomo-skąd, ale na pewno nie bozia i tak dalej… Mamy Kościół, który z papieżem naszym najdroższym jotpedwa kupuje opuszczanie dzieci przez matki i te matki zamiast uczyć dzieci o Bogu, co jakby byłoby naturalne, mają pokazywać swoje wartości w miejscu pracy. A dzieci w żłobeku komunistycznym, ateistycznym. A młode dziewczeta niech na uniwersytetach edukujo się, świecą swą pięknością, na dzieci będzie czas, jak już będziecie bezpłodne, doktorat to taka piękna rzecz! Podpisano, Wasz Pasterz, JotPeDwa.

Jeszcze taki fakt Wam zapodam, bo niby religia przez całą szkołę plus każda niedziela, a tak naprawdę mało który katolik w Polszy wie, o co kaman w tym zgromadzeniu. Otóż w katechizmie przeczytacie, i mię na religii ksiądz tak uczył, w bardzo katolickiej szkole, że kościół katolicki ma jakieśtam filary. Być może jednym z nich jest Biblia, nie pamiętam. Jednym na pewno jest tradycja apostolska. Czy pod tym sformułowaniem mieści się coś więcej niż my władzę mamy, i nie oddamy? Bo chodzi o to, że niby oprócz Pisma była też jakaś tradycja ustna, jak co interpretować, i to niby nasze pijackie i średniowieczne pijackie ksiundze tę tradycję od czasów Jezusa przechowują. No puk puk w głowę, kto w to wierzy.

Kolejny fakt: katolik nie ma prawa czytać Pisma, interpretując je, tak, jak jemu się zdaje, jak on to widzi. Nieważne, że kościół napisał w dokumentach, że przy tłumaczeniu, i przy lekturze Biblii uczestniczy Duch Święty. Nieważne. Tylko ksiundz, co napisze książkę o tym, co w Biblii, ma rację. Ty, Gienek, nie.

I serio tak jest, kiedyś u spowiedzi usłyszałam, że nie powinnam czytać Biblii tylko komentarze do Biblii.

Nie wszyscy takie mętne tłumaczenia kupują, i tak się zrodził Luter i inne ruchy czyszczące w kościele.

I mamy protestantów, którzy czytają Biblię i już. I co z tego wyciągną, to jest Prawda i Słowo Boga. Nieco prostsze niż katechizmy, adhortacje i kongregacje.

Wyobrażacie sobie, że było jakieś zgromadzenie biskupów, na którym nadali oni Chrystusowi tytuł Króla Polski czy czegotam? Że też On nie je**ł ich piorunem! Jaką trzeba mieć czelność, żeby będąc małym, leniwym, grubym pijakiem (albo innym małym człowieczkiem ułomnym) nadawać jakikolwiek tytuł Stwórcy?! Że: Ok, Dżizas, grzeczny byłeś, to ja, biskup Pierniczek, podpisuję, że ty od dziś będziesz Królem Czegośtam. Wodafak?!

Ale już w Piśmie św. Paweł bodajże napisał coś w stylu: my razem z Duchem Świętym ustaliliśmy, że będą takie i takie zasady. Więc tupet mieli zwierzchnicy kościoła od początku. Tzn. ja przynajmniej nigdy nie wierzyłabym do końca swojej głowie, że to na pewno była myśl od Ducha Świętego. Może jak to jest Duch Święty, to się wie i już? Chociaż nie. Mam dowody, że nie, ale o tym może przy innej okazji.

Dodam, że w Biblii jest o tym, że Pismo ma być nie zmieniane, czyli jakby jest kompletne i nie czeba pisać katechizmów.

Dodam, że już w Biblii, po śmierci Jezusa jego uczniowie, czyli powiedzmy biskupi ówczesnego koscioła, żarli się między sobą i każdy miał swoją rację. O ile jeszcze samą Biblię można jakoś przełknąć jako zamkniętą już całość, to jak można przełknąć tradycję apostolską chłopów, którzy już dwa tysiące lat temu się ze sobą nie zgadzali, choć nawet wielu z nich znało i słuchało żyjącego Jezusa…? To jak można brać na serio dzisiejszych księży i dwa tysiące lat mające spory i meandry tradycji apostolskiej?

Dlaczego Kościół katolicki wykreślił z przysięgi małżeńskiej posłuszeństwo żony wobec męża? Jest mądrzejszy od Biblii? Sprzedał się kulturze feminizmu, aborcji i dolara? Tak.

Wyguglajcie sobie christian wife. W ogóle wyimaginujcie sobie, że kogoś w kraju CocaColi, epla i rozpędzonego konsumpcjonizmu interesuje bycie jak najlepszą chrześciajańską żoną.

Christian wife. I macie zwykłe babki. Młodsze, starsze. Piszą o tym, jak ubierać się skromnie (polskie blogerki pjarentingowe, którym się należy, i mąż mopuje, i one muszą odpocząć, wybuchają i rozpadają się na małe, kłujące kryształki). Na pintereście mają tablice ze strojami do kościoła. Chcą wzrastać w posłuszeństwie wobec swoich mężów. Rozwijają się w byciu pomocą swojego męża. Są chłopy, które szukają niewytatuowanych (moje ciało, mój wybór!!) dziewic bez długów (czyli po liceum, ale bez studiów). Są rodziny, cieszące się wieloma dzieciaczkami. Są chłopy, kierujące duchowością swojej żony. Są chłopy, które gotowe są wybrać cięższą i mniej płatną pracę, żeby tylko nie pracować w niedziele bądź w środowisku zbyt zakobieconym, by nie ulec… (rozumiecie to?!). Są kobiety, które mając ograniczoną ilość znaków na przestawienie siebie na Instagramie, obok ciuchów, wina i macierzyństwa umieszczają info, że są Jesus follower czy dzieckiem Boga.

Zazdroszczę im. Takiej pewności. Takich zasad życiowych. U nas jest inteligenckość, Mickiewicz, magistry, wszystko relatywne, o wszystkim można dyskutować do us*ania, a rozwiązania nie znajdziesz najlepszego, człowiekowi nie pomożesz, ale masz rację, znasz stolicę Mozambiku i ogólnie mundry jesteś. Tamci ludzie znają Biblię i mają odpowiedzi na sytuacje życiowe. Nie dyskutują.

Mają gotowe odpowiedzi i recepty. Mają punkt odniesienia. Mają oparcie, mają jakąś skałę nieprzesuwalną.

Wiarę, nadzieję, może poczucie bezpieczeństwa nawet w pozornie beznadziejnej sytuacji?

I tera popacz na owoce:

Biblię biorą na serio Żydzi i protestanci. USA, Izrael, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Skandynawia…

Katolicyzm mętny króluje wraz z korupcją, chaosem, biedą i brakiem jakiejkolwiek organizacji i planowania w Polsce, Włoszech, w Ameryce Południowej, gdzie przykładowo w Brazylii 1/3 kobiet wycięła sobie macicę, żeby się móc w tych klubowych kiblach codziennie z kim innym bez konsekwencji w postaci nowego życia, które byłoby jej trudem, ale i radością, i oparciem na stare lata.

Ile znacie małżeństw, które się rozwiodły? Ile z nich ma dzieci? Mi na szybko do głowy przychodzą 3 pary rozwiedzione bezdzietne i 1 dzietna.

Czy dzieci jednak spajają? Są jednym więcej argumentem do bycia odpowiedzialnym i – co dzisiaj coraz rzadsze – dorosłym?

Bez podsumowania, bez zakończenia, bez konkluzji urywam.

I tak w ogóle to ja nie wiem, czy to jest najlepsze owoce dające w życiu spojrzenie. Wiem tylko po siedmiuset pięćdziesięciu innych sprawach, że rozwiązania, które są oczywistymi w naszej kulturze, w schemacie, w domyślności, są beznadziejne, i w siedmiuset pięćdziesięciu innych sprawach działam inaczej lub nawet na odwrót niż schemat i czuję się z tym lepiej niż z rozwiązaniami domyślnymi. Więc może i tu trzeba zawrócić do tyłu, podobnie jak z relacjami, recyklingiem i naprawianiem rzeczy, niekupowaniem badziewa i jedzeniem domowych obiadów z własno-ogródkowych składników?


Herbs & Essential Oils Super Bundle
Jest już nowa, 2019 edycja Paczki Wiedzy Zioła i Olejki Eteryczne.
- jeśli chcesz być zdrowa naturalnie,
- jeśli chcesz leczyć swoją rodzinę naturalnymi metodami,
- jeśli interesują Cię przepisy na domowe kosmetyki,
- jeśli chcesz sprzątać swój dom bez chemii,
- jeśli kochasz zioła, olejki, babskie czary, mocne ciało i aromaterapię.
Ta Paczka ebooków, ekursów i przepisów na pewno Ci się przyda!

Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.