dochód podstawowy w Polsce - czy to realne, czy nas stać

Dochód podstawowy. On już tu jest!

Od paru lat nie tylko u nas wprowadza się duże finansowanie socjalne dla ludzi i eksperymentuje się z dochodem gwarantowanym. Czy dochód podstawowy w Polsce to realna wizja?

Jak by to było, gdybyś dostawał pieniądze tylko dlatego, że żyjesz?

Jak by to było, gdybyś za słowami Jezusa patrzył na te lilie i ptaki, co nie przędą i nie sieją, a są ubrane i najedzone?

Do niedawna byłam całą sobą za kapitalizmem. Może nadal jestem? Dostrzegam jego minusy. Przede wszystkim zagrożenie, że mogą powstawać monopole czy oligopole i wolny rynek tak naprawdę przestaje być wolny. Ale poza minusami to w kapitalizmie każdy ma tyle, ile sobie wypracował. Choć każdy startuje z innego punktu - może mieć łatwiej bądź trudniej.

Nie upieram się przy kapitalizmie. Nie ufam też z hip-hip-hura komunistom. Nie wiem, co i jak będzie oraz czy to, co będzie, wyjdzie ludziom na dobre czy na złe. Ale przyglądam się zmianom. I ich kierunek jest teraz taki: dajmy ludziom co miesiąc gwarantowane wypłaty za nic.

Pierwsze eksperymenty pokazały, że ludzie wcale nie staczają się w wyniku przepijania tych kwot, czego niektórzy się obawiali.

I teraz kontrowersyjnie, w tej Polsce, na którą wszyscy narzekają, że kijowo zarządzana i ciągle zbyt biedna, ja Wam powiem, że nas stać. Na wypłacanie każdemu obywatelowi co miesiąc.

Argumenty?

Pan od wosu a dochód podstawowy w Polsce

Wiedza o społeczeństwie. Nie pamiętam, czego dotyczyła lekcja, ale pamiętam, że nauczyciel powiedział nam coś w tym stylu:

- Coraz więcej pracy sprawnie wykonują maszyny. Część ludzi zostałaby bez pracy. Można wysłać ludzi na zieloną trawkę i dać im zasiłki, albo można wynaleźć im pracę w urzędach.

Tą wykrętną logiką działano w ostatnich dziesięcioleciach. Władze chyba bały się mas wolnych ludzi w domach, na ulicach i na tej zielonej trawce. Więc przymknęli ich w bunkrach, kazali uwierzyć w ważność formularzy i te formularze sprawdzać.

Na kij nam urzędnicy?

Po pierwsze, wystarczyłoby nam prostsze prawo, wtedy formularzy byłoby mniej, tych wszystkich pozwoleń, zezwoleń, deklaracji, wniosków, certyfikatów - byłoby mniej pracy dla urzędników.

A po drugie, czy nawet przy skomplikowaniu prawa rzeczywiście potrzebujemy tych wszystkich pań i panów w bunkrach?

Zobacz, jak działają banki. Przychodzisz raz na jakąś wyspę w korytarzu galerii handlowej. Zakładasz konto, po prostu przychodząc ze swoją twarzą, podając swój dowód oraz jakikolwiek numer telefonu. Później latami bank może Cię nie oglądać, a Ty możesz obracać w nim pieniędzmi, zakładać kolejne konta, brać kredyty, a nawet załatwiać sprawy urzędowe!!

Jak to się dzieje? Co to za cud?

Bank chce zarobić, więc ogranicza liczbę wypłat i podatków za ewentualnych pracowników. Weźmie paru dobrych informatyków, raz zbuduje dobry, bezpieczny system, milion razy czytelniejszy i milion razy lepiej działający niż państwowe śmiechu warte profile zasiusiane.

Przecież jak raz podałeś pesel, to on tam jest zapisany. W banku. W urzędzie tym bardziej, bo on Ci go nadał!

Jeśli chodzi o banki - to, że to Ty coś robisz, sprawdzą hasłem i telefonem. Widocznie prawnie się to spina, że wystarczy. Możesz wysyłać grube tysiące za granicę bez odwiedzania żadnej pani w żadnym bunkrze.

A żeby paszport dostać, to musisz ładnie umówić się na dzień i godzinę wizyty, opłacić samemu i wydrukować, bo pani urzędnik nie może mieć terminala, pójść, wypisać na kartce te pesele, które pani i tak ma w kompie, ale gdybyś nie wypisywał tego na żywo, jej by się roboczogodziny skróciły, podpisać, pokazać dowód i twarz, nawet w srajdemii twarz pokazać ryzykownie i nieprzepisowo, a za parę tygodni przyjść znów z dowodem, twarzą i podpisem, i najlepiej jeszcze z jakąś kartką po odbiór...

Także płacimy

Pan od wosu, czyli oficjalny człowiek systemu, lata temu otwarcie i na spokojnie mówił, że praca dla urzędników jest wymyślona na siłę, jest nikomu niepotrzebna.

A jednak im płacimy. Tysiącom. Dziesiątkom tysięcy!

Mamy pieniądze, by płacić na życie ludziom, których nie potrzebujemy do pracy! Już, od lat płacimy im co miesiąc!

Jeśli do tego weźmiesz pod uwagę koszty utrzymania i remontów okupowanych przez nich osiem godzin na dobę budynków... Mamy na to pieniądze, płacimy za to wszystko. I za kartki na te formularze! Segregatory, monitory, biureczka, toalety, ułatwienia dla niepełnosprawnych, długopisy, drukarki, niszczarki, sejfy, sprzątanie, ogrzewanie, prąd...

A jakby oni serio nic nie robili? Czy możemy im płacić?

A co kurka robiło państwo w srajdemii? Pracownicy państwowych teatrów, szkół przez pewien czas nie robili NIC, a pensje były przelewane, emeryturki rosły, zusy były opłacane. Lekarze zaczęli przychodzić do pracy co drugi dzień, bo nie było pacjentów. I wypłaty dostawali, jeszcze z dodatkami, że są tak narażeni czy coś. Bibliotekarze, panie z ośrodków kultury, biurowa obsługa uczelni i tak dalej. Siedzieli w domu, nie wykonując żadnej pracy, a pensje wpływały na konta.

Ktoś może smęci, że dziś m.in. przez tamto mamy niby kryzys. No nie wiem. Ludzie, włącznie z tymi, co ponoć uciekli spod ostrzałów, telewizory kupują, maski helołinowe, sukienki w cekinki, nakładki na telefony po 200 zł, alkohole i domy budują...

Pińcat i inne plusy

Już wypłacany jest dochód gwarantowany w postaci pińcat plusa oraz dodatki socjalne (komunistyczne?) w postaci pieniędzy za urodzenie dziecka, za posłanie dziecka do szkoły, za kaloryfery, za wakacje...

Dochód podstawowy w Polsce: Wniosek

Mamy w budżecie pieniądze na wypłaty ludziom za nic.

Już płacimy zastępom niepotrzebnych urzędników plus za utrzymanie i wyposażenie ich stanowisk pracy w budynkach.

Już płacimy ludziom na konta, nazywając to jeszcze dopłatami "za coś".

Już płaciliśmy ludziom za niepracowanie i siedzenie w domu. Kraj przez to wcale nie stanął w karambolach ani innych dramatach z powodu niepracowania przez znaczny procent ludzi.

Przypomina mi się też argument z Rozmów z Bogiem Neale'a Walscha: jeśli przestaniemy finansować zbrojenia, będziemy mieli pieniądze, by wszystkich wykarmić, zapewnić im dom, higienę i ubranie.

Czy dochód podstawowy jest eko?

Tak mi przyszło na myśl. Bo jak o czymś pisze, to mózg mi o tym gdzieś pod spodem myśli i czasem wyrzuci z siebie coś więcej niż planowałam, pójdzie dalej.

Zobacz, że jeśli znikłby przymus pracowania na jedzenie, dach nad głową i jedne wakacje w roku, znikłby przymus wymyślania i ciśnięcia produkcji czegokolwiek, co by można komuś na siłę wciskać. Skończyłoby się wymyślanie na siłę pomysłu na firmę z d*py, pomysłu na wyróżnienie się na rynku zalanym przez wszystko, na bycie kłamliwie pomocnym społeczności, tworząc kolejne i kolejne treści, w sumie robiące papkę z mózgu odbiorcom.

Czy dochód podstawowy w Polsce i nie tylko mógłby uciąć niepotrzebną produkcję (czy jest eko?) i niepotrzebny konsumpcjonizm, który powoduje gorsze samopoczucie i dlatego, że kogoś nie stać, i dlatego, że dowiadujesz się, że Twój sweter zły i sylwetka zła, i włosy, i skóra, i sposób odżywiania?

...

A do otwarcia się na temat dochodu gwarantowanego poza własnym sercem kapitalistkę zainspirowała także Rachela Agnieszka i jej artykuł Marzysz, by odejść z pracy? Rzucić etat? Nie chcesz pracować? Wielka Rezygnacja stała się światowym trendem.

.

Zyskaj 🗝️ dostęp do wszystkich tekstów.

Dobrze, że jesteś! To dzięki Czytelni(cz)kom mam motywację, by prowadzić to miejsce systematycznie. Możesz dać o sobie znać komentarzu albo w mailu do mnie. Lub dać znać o mnie podobnie myślącym znajomym. Do kolejnego przeczytania!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W przygotowaniu: Koszmar nocy zimowej, czyli szkoła polska, c.d. cyklu Ułatw Sobie Dom
This is default text for notification bar