dlaczego warto czytać Biblię - blog Pani Strzelec

Czytajcie Biblię (dlaczego?)

Pisałam już Wam (tutaj), że czytam Biblię. Zakupiłam taką w innym tłumaczeniu, nie tym powszechnym, żeby moje myśli nie jeździły schematami, nie pomijały jakichś miejsc, bo się je zna. Zresztą w ogóle fajnie jest przeczytać inne tłumaczenie. Nieraz coś człowieka uderzy z takich innych stronic.

No i w ogóle dla porządku dodajmy, że tak jak o Biblii, znając coś tam z hebrajskiego, mówi ksiądz-gwiazda Langust, to wychodzi na to, że w naszej Biblii napisane jest mocno i ostro co innego niż w oryginalnej. Ale to duży temat. Jest jak jest.

Mimo wszystko zachęcam. Czy wierzysz, czy w to, czy w tamto, czy wcale. To jest tekst, który budował naszą kulturę. To jest tekst stary, jakiegoś tam społeczeństwa, które spisało wiele prawd o życiu, o naturze człowieka.

W szkole pakujecie w dzieci jakąś Granicę o ludziach, którzy mieszkali w piwnicy, jakichś HarryPotterów, jakieś Rozdziobią nas kruki-wrony, jakichś Ludzi bezdomnych, obozy koncentacyjne, Juranda co mu oczy wyłupili… (I weź tu miej zdrowy psychicznie naród, którzy może w dodatku urodziłby nowego Forda czy Steve’a Jobsa). Jako dorosły czytasz popowe pimdraszki o niby-rozwoju autorstwa jakichś dziwnych, pogubionych pań starych panien oraz singli kawalerów, którzy doradzą Ci wszystko, tylko że stosując ich systemy będziesz sam, a banknoty ani udziały, ani sława nie zaopiekują się Tobą, kiedy – odpukać – będziesz stary i chory.

Jak masz czas na takie bzdury, to masz czas, i warto, Biblię przeczytać.

Jak i po co ja czytam Biblię?

Czy ja jestem szaloną katoliczką? Zdecydowanie nie. Chciałabym, ale Bozia oprócz papieża i katechizmów dała mi także rozum, sumienie, intuicję i po prostu w niektóre rzeczy nie dam się wrobić. (A może i nie mam racji ja).

Nie wykluczam, że Bóg z Biblii to jedyny, prawdziwy Bóg. Nie wykluczam, że Boga osobowego nie ma. Nie wykluczam, że Bóg jest jeden, ale jest do niego siedemset milionów dróg – każda religia i każda osoba zna kawałki prawdy, a kawałków innych nie zna, a może wszystkie kawałki są prawdą, nawet tylko część prawdy jest prawdą…

Obok Biblii na półce mam Agnieszkę Maciąg, astrologię, książki o męskości i kobiecości napisane przez prostestantów i jednego katolika, Bieganie metodą kogośtam, Magię sprzątania z gadaniem do skarpet i ich energii chi i Biegnącą z wilkami, która jest nieźle odjechana, w sensie daleka od rozumowego i logiczno-katolickiego obrazu istnienia, a mówi o naturze kobiety, bardzo głęboko, aż za bardzo.

Czy ja szukam duchowości? Nie. Tak jak sobie wyobrażam duchowość, to nawet jej nie chcę, nawet nie chcę tego pokoju otwierać, nie chcę w to wchodzić. I bez tego mam co robić każdego dnia, a kłopotów nie chcę.

No ale czytam. Coś mnie do tego przyciągnęło.

A rodząc się w religii teoretycznie przynajmniej wynikającej z Biblii, czy jesteś teraz w tym Kościele czy absolutnie nie, myślę, że warto przeczytać i mieć swoje zdanie. Tym bardziej że cała Biblia jest czymś zupełnie innym od fragmentów wyciąganych w Kościele i ichniejszej interpretacji. Przynajmniej z mojego doświadczenia

Ja mam taką intuicję, by czytać Biblię jako instrukcję obsługi człowieka. Jako zbiór prawd o naszej człowieczej naturze.

Z jednej strony, jeśli wierzysz w Boga i w to, że Biblia to jego Słowo, sprawa jest prosta. Mówi On do nas o nas. Chyba by nie kłamał? Skoro nas stworzył, zna nas na wskroś, wie o nas wszystko, a psychologowie to przy nim małe śmieszne głupeczki.

Z drugiej strony, jeśli nie wierzysz w Biblię jako Słowo Boga, to czytaj ją, babeczko i chłopie, jako ważne, święte, cenne, przekazywane z pokolenia na pokolenia i cenione stare pisma starego ludu. W tych literkach musi być wiele mądrości. Tej mądrości ludzkiej, takiej jakby od prababci. Tylko u nas te mądrości od prababć zostały zmiecione przez politykę, wojny i zmiany w kulturze. Więc możemy pożyczyć skrawki mądrości od prababć innych ludzi. Ale też ludzi.

Ja tak trochę na to patrzę, że to jest spisana mądrość, wiedza i porady zyciowe ludzi, którzy żyli tysiące lat temu, czyli żyli bliżej… bo ja wiem? Bliżej dnia powstania człowieka, czyli bliżej naszej natury, prawdy o nas… dla mnie: żyli lepiej. Mniej zboczyli, mniej skręcili w zboczenia. Więcej czuli, byli bardziej połączeni z prawdą, z tym, jak być powinno (dla nas, zgodnie z naszą naturą), z tym, jak jest dobrze.

Ale może ta wiara, że stare i bliższe ziemi to moja osobista, chora mitomania? Bo piszę to ja, babka, która wierzy, że rodzina powinna jak najwięcej czasu spędzać razem, babka, która nie chodzi po centrach handlowych, ubrania kupuje, jak poprzednie już się zaczną rozpadać, która nie szaleje za modą, imprezami, serialami, która widzi pustkę konsumpcji, widzi niewolę, w jakiej stawia nas współczesna kultura-polityka, babka, która wygląda zaje, nie smarując się kosmetykami, babka, która nie robi sobie samej zdjęć ani na insta, ani na pamiątkę, która nie czai idei wesela, ale kocha ideę małżeństwa, nawet takiego jak dawniej: wybranego przez rodziców, babka, która widzi i pielęgnuje różnice między płciami, która wierzy w moc i jedyno-słuszność rodziny bez rozwodów, trójkątów, zmian partnerów i innych patchworków… I tak dalej.

Czyli, Kochani, spijamy życiową mądrość jakiegoś starego ludu. Ludzi. Którzy nie mieli drukarek i nie mogli drukować byle-czego w ilościach każdych, jak dziś drukujemy książki na przemiał. Zapisy na pergaminie czy co tam mieli były szczególne, cenne. Nie marnowali materiałów piśmienniczych na bzdety. Bzdetów nie chronili. Dostaliśmy raczej coś dla nich cennego.

No i bierzcie, i czytajcie. Tak zrobili protestanci i zbudowali Amerykę! Olali papieża i katechizmy, czytali Pismo, żyli w miarę według tego, jak to Pismo rozumieli i są teraz Ameryką, i są Niemcami, Wielką Brytanią, Australią, Francją. Żydzi też są mocni. Może więc to w Biblii ta moc, mądrość i dobre (skuteczne) rady?

Tak więc czytam. Po trochu, powoli. Żeby zrozumieć każdy wers, a nie przelecieć i odhaczyć.

Jest tam wiele fragmentów niezrozumiałych, dziwnych, szalonych, i tej krwi, wojen, chorób i genealogii.

Ale jest dużo (dużo!) tak wprost, prosto, jak krowie na rowie, pisanych porad życiowych, konkretnych instrukcji. Nie wiedziałam o tym!

Dużo o życiu. Raz słodko, raz gorzko. Dużo o ludziach. Raz takich, raz takich. Dłub sobie i szukaj. Zobacz np. jak św. Paweł dbał o PR chrześcijaństwa – o to, co o tej społeczności myślą ludzie z zewnątrz.

Jest o kobietach, mężczyznach, dobrej i złej żonie, o wychowaniu dzieci, o porządku w rodzinie… Cud, miód. I prawda.

Jeśli nie chcesz opowieści o wojnach ani za dużo o Bogu, polecam na początek Księgę Mądrości Syracha. I listy z Nowego Testamentu fajne są.

A u Syracha dużo mądrości życiowych. Nazwałabym to Drugą Księgą Przysłów. Zaskoczyło mnie np. to, że chyba jedna trzecia tej sporej księgi to są porady, jak nie dać się zrobić w bambuko. Jak nie dać się oszukać. Zwykła, ludzka, praktyczna, proizaiczna, czysto ziemska informacja o tym, że jest kupa złych ludzi, którzy będą chcieli Cię oszukać. I jak ewentualnie się nie dać. Wiedzieliście, że takie rzeczy są w Biblii (bo o nadstawianiu drugiego policzka to nie omieszkali Wam księdze powiedzieć)?

Polecam. Na zdrówko. I smacznego.

Jeszcze raz: Biblia w innym tłumaczeniu.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.