Higiena jamy ustnej to nie tylko mycie zębów

Dzisiaj tekst z konkretnymi punktami do odhaczenia każdego dnia. Higiena jamy ustnej. Moja mała obsesyjka. Mąż się śmieje, że non stop szczotkuję zęby. Rzeczywiście możliwe, że myję je dłużej niż biorę prysznic. Bo zwyczajnie nie lubię ubytków i plomb!

Po kolei. Pewnie każdy chciałby mieć zdrowe zęby, w kieszeni pieniądze, których nie wziął dentysta, no i może znośny oddech, żeby móc się całować z Dżordżem Klunejem czy inną Sandrą Bullock, jeśli nadarzyłaby się okazja.

No więc sprawdź, czy codziennie odhaczasz wszystkie punkty.

Poranna higiena jamy ustnej

Co robimy po wstaniu i zrobieniu siusiu:

1 | Czyszczenie języka

Można to robić łyżeczką lub specjalnym ustrojstwem, kupionym w drogerii. Trzeba po prostu ściągnąć nalot, a trochę się tego zbiera. Z bakteriami. A to dlatego, że podczas snu ślinianki niemal nie pracują, czyli proces oczyszczania jamy ustnej poprzez ślinę jest wtedy wstrzymany.

I wyczyść ten język naprawdę od razu po siusiu. Jeśli to połkniesz, żołądek przepali bakterie. Ale czy chcesz to połykać?

2 | Mycie zębów

Po wstaniu, nie po śniadaniu. Niech punkt wyżej obrzydzi Ci Twoją poranną jamę ustną na tyle, żebyś naprawdę po otwarciu oczu najpierw zajęła się porządnie buzią, wymiotła wszystko, co nie pachnie i nie wygląda dobrze.

Jaką pastę do zębów wybrać?

Jak dla mnie – przede wszystkim bez fluoru i bez substancji mocno ścierających.

Dlaczego bez fluoru? A dlaczego z? Znasz badania, które potwierdzają zasadność dodawania fluoru do pielęgnacji zębów? Czy tak się utarło, że flułor to higiena jamy ustnej, podobnie jak cukier krzepi?

Ja słyszałam, że:

  • fluor jest trucizną
  • połknięcie fluoru jest na tyle niebezpieczne, że tego tematu dotyczy pół etykiety, pełnej ostrzeżeń typu w razie połknięcia jedź do lekarza
  • fluor wchodzi w zębach w miejsce wapnia, a naturalnym jest, żeby w zębie jednak był wapń, czyli coś tu kombinujemy z naturą – czy w korzystnym kierunku?
  • brzydkie ludzie w czasie wojny kazały dodawać w obozach pracy fluor do wody niewolników, bo ponoć działa on na mózg tak, że człowiek robi się bierniejszy, posłuszniejszy i się nie buntuje.

reklama – stała współpraca ambasadorska

Ja używam tej pasty:

aloesowa pasta do zębów bez fluoru (2)

Ponieważ zawiera aloes i propolis pszczeli, działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo, a do tego regeneruje komórki. Pomaga eliminować bakterie, które powodują próchnicę.

Do tego i aloes, i propolis mają właściwości odżywiające i naprawiające komórki, czyli robią bardzo dobrze dziąsłom.

Podczas każdego mycia zębów uwzględniamy też resztę jamy ustnej:

myjemy wewnętrzne strony policzków, to co pod językiem oraz podniebienie.

Mój sposób na domycie ósemek – ponoć są ludzie, którzy nie mogą do nich dosięgnąć i nic z tym nie robią. A wystarczy wejść w posiadanie najmniejszej szczoteczki do zębów, takiej dla dwulatka. Mała, krótkie włosie – dotrze w głębsze zakamarki niż dorosła.

Jesteśmy przy poranku. Przypomnę więc, że po śniadaniu też myjemy zęby i zakamarki!

Wieczorna higiena jamy ustnej

Mam nadzieję, że od południa udało Wam się umyć zęby jeszcze z raz!

1 | Nitkowanie

Nadal wiele osób nie nitkuje zębów. Moja dentystka mówi, że jak masz nie nitkować, to możesz w ogóle nie myć.

Myć 3 powierzchnie zęba, a 2 pozostawiać losowi i bakteriom…

Mnie też się nie chce, ale…

Jeśli jeszcze nie nitkujesz zębów, to zacznij. Utrzymaj ten nawyk z pięć dni i gwarantuję Ci, że kolejnego po prostu nie dasz rady wejść do łóżka z tym, co będziesz czuła w buzi bez nitkowania. To po prostu już jest ble uczucie.

Jeśli nie wierzysz w sens czyszczenia powierzchni międzyzębowych, możesz zrobić tak: umyj zęby. Miej je świeże, miętowe czy jakie tam lubisz. I teraz wjedź nitką między trzonowce. Wyjedź. Poczujesz taki ble kwas. Bo on tam został.

Porządek musi być, dokładnym trzeba być – mówi mój ascendent w Pannie!

2 | Mycie zębów

Po nitkowaniu myjemy zęby. Oraz wewnętrzne strony policzków, podniebienie, język, pod językiem…

A które mycie zębów, o jakiej porze, jest najważniejsze?

W sumie… każde.

Z punktu widzenia chemii, nocą, gdy wydzielanie śliny jest mocno ograniczone, ślina nie usuwa i nie neutralizuje bakterii. Stąd ważne, by myć zęby przed spaniem – by jak najmniej bakterii zostało na noc, kiedy straże nie działają oraz zaraz po wstaniu – by usunąć bakterie po okresie ich najmocniejszego, bo niemal swobodnego namnażania.

Z punktu widzenia fizyki natomiast ważne, by czyścić zęby po posiłkach. Dlaczego? Bakterie łatwiej przyczepiają się do chropowatych powierzchni niż do śliskiego szkliwa. Także gdy mamy kamień lub osad z jedzenia na zębach, ułatwiamy im działanie.

W tym miejscu warto nadmienić, że pasta do zębów z propolisem nie tylko pomaga wyczyścić zęby podczas szczotkowania, czyli te osady pousuwać, ale pozostawia też na zębach śliską warstewkę, która już na wstępie utrudnia życie bakteriom, a do tego utrudnia przyklejanie się kolejnego osadu w ciągu dnia.

Dodatkowo dla higieny jamy ustnej

Poza tym, co wyżej, dla higieny jamy ustnej i zdrowia zębów możesz rozważyć:

  • płukanie jamy ustnej olejem – Internet jest pełny wskazówek na ten temat,
  • unikanie cukru,
  • mycie zębów po każdym posiłku, czyli… niepodjadanie.

Chwiluś, chwiluś. Nie napisałaś o płukaniu drogeryjnym płynem do płukania?

Ano nie napisałam. Jako wieloletnia minimalistka, zainteresowana ekologią i mechanizmem turbokonsumpcjonizmu wciąż pamiętam informację, że znane płyny na literę L. zostały stworzone do mycia podłóg w przestrzeniach przemysłowych. Płyn tam nie zdał egzaminu, ale że był wyprodukowany i inwestor chciał mieć zwrot… to wymyślono alternatywne zastosowanie, by wcisnąć produkt na rynek i odzyskać włożoną mamonę.

A poza codziennym szurandem tkanka zębów potrzebuje też dostawać z krwi odpowiednie ilości składników, by zachować swoje funkcje i najlepszy możliwy stan.

Sporo tego jest, czego zęby potrzebują, witamin i minerałów.

Jeśli masz wątpliwość, czy dostarczasz w swojej diecie wszystkiego, czego potrzebują zęby, możesz przez jakiś czas wspomóc się preparatami.

Oto zestawy witamin i minerałów proponowane, by zapobiegać chorobom zębów:

  • pyłek pszczeli (ok 1,57 zł na dzień przy 2 tabl. dziennie) na zmianę z
  • Daily (ok. 3,44 zł na dzień)
  • sok z miąższu aloesu ze względu na obecność witaminy C oraz kompleksowe wspomaganie jelit, które przyczynia się do większej wchłanialności potrzebnych składników z jedzenia i suplementów.

O tym, jak sprawić, by składniki suplementów rzeczywiście wchłaniały się do naszego ciała, służyły nam i uzdrawiały, a nie w wuce lądowały, pisałam tutaj.

Bibliografia:

  • Enrique Garza, O zdrowie zadbaj sam,
  • Giulia Enders, Historia wewnętrzna. Jelita – najbardziej fascynujący organ naszego ciała (możesz kupić używaną i wesprzeć gotówką jakąś Ankę, a nie wielkie, źle ludziom robiące korpo, do tego aparat państowy poprzez podatki od sprzedaży i dyrektorów w innym kraju).

Żyj długo i zdrowo – sto lat to dopiero start!

Nie jestem lekarzem ani specjalistą medycznym. Informacje zawarte w moich tekstach są wyłącznie opinią i nie zastępują porady lekarskiej.

Co postanowiłam domówić w Forever + zakupy pierwszych Klientek

Moje pierwsze klientki w nowej działalności. A niech to będzie pamiętniczek mojej drogi w firmie, która produkuje suplementy diety i kosmetyki na bazie naturalnych substancji.

Otóż wiedząc, że zaczęłam współpracę z Forever, zgłosiły się do mnie najpierw bliskie mi kobiety. Nawet nie namawiałam ich na żaden zakup, nawet nie chciałam zaczynać im opowieści o produktach, choć takie praktyki wciąż są normą w marketingu sieciowym.

Cóż, ja, jeśli już, to wolę przyciągać niż naciskać. Pokazywać, co robię, wspominać o swoich powodach, czyli dlaczego według mnie, dla mnie jest warto coś robić, jakoś myśleć, czegoś używać.

Ale okazuje się, że to ze mnie taka minimalistka, szukająca wiecznie argumentów, żeby czegoś nie kupić. Większość ludzi chyba jednak ma inaczej. Bo te kobiety, moje pierwsze klientki, same zaczęły pytać, co mam, a czy jakieś dobre to, a czy coś na to, czy na tamto. Albo że wcześniej używały jakiegoś typu suplementu i czy u mnie mogłyby kupić podobny.

reklama – stała współpraca ambasadorska

I tak do jednej poszły:

  • pomadka na bazie aloesu, olejku jojoba i propolisu
  • aloesowa pasta do zębów z propolisem, a bez fluoru
  • krem propolisowy, dla mnie boski na suche dłonie i na cienką skórę oraz zmarszczeczki wokół oczu
  • butelka aloesu, czyli miesięczne doładowanie zdrowia jelit, odporności, wyglądu skóry i nie tylko.

Druga wybrała:

A ja już po miesiącu od zakupienia dużej paki, dzięki której zapoznaję się z produktami, dokupiłam:

Nie chcę być z tych, które na insta tańczą, podniecają się i zachwalają albo nawet straszą, że bez tego to łumrzesz. Nie żeby to nie działało. Mają swoich klientów. Ale to nie mój styl.

Będę Wam tu krótko, prosto, lakonicznie, a czasem po blondynkowemu (choć wiedzę o suplach i skórze też sumiennie zdobywam!) opowiadać, z czego korzystam albo jak czym można sobie pomóc. Na pewno bliskim nie poleciłabym czegoś, co nie jest warte zachodu. A wyżej wymienione rzeczy z czystym sumieniem pozwoliłam im zakupić.

Z kosmetyków to czuję się przede wszystkim Królową Kremu Propolisowego. Kiedy w skrócie mówię, że skóra po nim jest gładka, nawilżona, śliska, taka bez chropowatości, to to nie oddaje jeszcze sedna. Zawsze po nasmarowaniu czymkolwiek skóra jest śliska. Chodzi o to, że ja tę moją skórę matki i kury domowej 24/7 w domu, która co i rusz zmywa, myje coś przy przygotowywaniu jedzenia, sprząta i płucze te ścierki po kurzu… Ja te dłonie smarowałam rano przez cztery czy pięć dni. Później nie musiałam, bo skóra była jak z żurnala i po kilku tygodniach bez smarowania efekt wciąż jest – ta gładka, jednolita w dotyku powierzchnia bez przesuszeń. Ta skóra się naprawiła. Moje pierwsze klientki też już mają swoje efekty.

A używam więcej rzeczy z Forever, bo i pasty, i dezodorantu, i balsamu do ciała, i czasem świetnie pachnącego żelu pod prysznic, i pomadki, i żelu z czystego aloesu na ranki, poparzenia czy po depilacji. I mydła w płynie, szamponu, odżywki…

Jeśli chodzi o suplementy, to najchętniej codziennie piłabym białko waniliowe, ale skończyło mi się. Za to sumiennie dożywiam się aloesem, tzn. piję go raz dziennie. Leci czwarta butelka – w tym porcje dla dzieci. Pierwsze klientki też zaufały jego możliwościom kompleksowego wsparcia zdrowia..

👍🏻 Poza dostarczaniem wielu witamin i minerałów,

👍🏻 i byciem adaptogenem – samo to to już dużo! –

👍🏻 aloes wspiera układ pokarmowy. Po pierwsze, pomaga usunąć toksyny, w tym metale ciężkie, po drugie, wspiera pożądaną mikroflorę w jelitach, a to wszystko sprowadza się do tego, że ciało się odtruwa i jest w stanie przyswoić, wchłonąć więcej pożądanych substancji z tego, co jemy. Nie sztuka zjeść steka czy wątróbkę na żelazo, jeśli ciało jest zapchane toksynami, a jelitka tak słabe, że wcale tego żelaza dużo nie wciągną, choć dostały.

👍🏻 No i jeszcze po tym aloesie poprawia się odporność. To zawsze się przyda.

👍🏻 I jeszcze pobudza on produkcję kolagenu. I ja to u siebie obserwuję jako wzmocnienie się struktury skóry i delikatnie spłycenie zmarszczek, choć najbardziej zadziwiło mnie to, że bruzdy nosowo-wargowe zaczęły się spłycać. Nie sądziłam, że to można zrobić bez operacji czy masażów.

Ostatnio zauważyłam, że jestem w stanie przeżywać dni z mniejszą ilością słodyczy. Może to dzięki temu aloesowi. Gdy planowałam sobie, co będę robić, gdy Mąż z dziećmi wyjadą i zostanę sama, widziałam siebie, jak pierwszego dnia jadę do cukierni, kupuję ciasto z mocno kakaowym kremem, prawie torta, a w sklepie dużo słodyczy czy czipsów. I w sumie tego wcale nie kupiłam, a przez ponad pięć dni zjadłam jedną czekoladę i pół paczki ciastek. Ciasto z gościem się nie liczy, prawda? 😉

Także tak to otworzyłam sobie kolejne okienko w moim życiu, działam tam, obwąchuję, rozgaszczam się i urządzam. Cieszą mnie te pierwsze klientki bardzo.

Inne nowe okienko – zlecenia korekt i innych Exceli – też jest super. Tyle że w przypadku osobistej pracy, sprzedaję swój czas. I widoku na emeryturę lżejszą niż dzień dzisiejszy – nie bardzo.

A w marketingu sieciowym, jak ładnie stawia się kolejne kroczki, to można sobie wypracować różne fajne bonusy na przyszłość.

Nie jestem lekarzem ani specjalistą medycznym. Informacje zawarte w moich tekstach są wyłącznie opinią i nie zastępują porady lekarskiej.

Pozostańmy w kontakcie! Raz w miesiącu wyślę Ci maila z listą nowych tekstów -> zapisuję się .
Dostaniesz tajne hasło do ebooka o minimalizmie 🙂

Moje pierwsze zakupy w Forever: detoks ciała i naturalne podstawowe kosmetyki

Wiecie już, że rozpoczęłam współpracę z firmą, która produkuje kosmetyki na bazie naturalnych składników, kosmetyki najwyższej jakości. Kupiłam ich pakiet startowy. Tutaj pisałam i niektóre produkty nawet pokazywałam.

Dzisiaj tak pamiętniczkowo zapisuję sobie, co tam było w pierwszej paczce i jakie miałam wrażenia.

Chcąc z korzyściami dołączyć do firmy, działającej w formie marketingu sieciowego, na ogół na początku kupuje się pakiet produktów. Robi się te pierwsze zakupy, by wiedzieć, co produkuje ta firma, przetestować te rzeczy i wiedzieć z własnego doświadczenia, co można o nich mówić potencjalnym klientom.

Ja na swój start wybrałam pakiet, w którym jest pełen zestaw suplementów oraz informator, potrzebne do przeprowadzenia kilkudniowego detoksu i dożywienia ciała. Ponoć ten program nie tylko oczyszcza, ale pomaga też utrzymać później zdrowe nawyki żywieniowe. No jestem ciekawa tych efektów! Ale żeby tak całkiem na zawsze z kawy albo ciast i karmelu z puszki zrezygnować, to chyba nie 😉

Poza zestawem detoksowym miałam tam też jedno opakowanie soku z miąższu aloesu. Odżywia i delikatnie oczyszcza. Zaczęłam go pić od małych porcji, bo to na nim oparty jest ten duży detoks. Niech ciało już kojarzy tę substancję. A efekty oczyszczania widziałam już po trzech dniach samego picia niewielkich, początkowych porcji soku. Ale o tym kiedy indziej, kiedy może napiszę w końcu grubiej o samym aloesie.

Druga kategoria produktów, które dostałam, to codzienna pielęgnacja. Do tej pory jeszcze wszystkiego nie użyłam.

W ogóle planowałam wyjąć trzy produkty, używać ich i zorientować się, co można o nich mówić. Tak żeby nie wszystko na raz.

Co się okazało? Że od razu musiałam wyjąć cztery, nie trzy. Bo z czego miałam zrezygnować: z dezodorantu i pasty do zębów, na które bardzo czekałam, z aloesowej naprawczej galaretki na skórę, której byłam dość ciekawa i dla której widziałam od razu zastosowania w rodzinie, czy z naturalnej, wręcz leczniczej pomadki? Dobrze, będą cztery, nie trzy, uznałam, by siebie nie męczyć ograniczeniami.

Ale co się okazało następnego dnia? Że przydałoby się umyć włosy. Od paru lat mam problem z dobraniem szamponu i ze stanem włosów. Próbuję różnych typów i marek szamponów. W domu nie miałam żadnego, którym byłabym zachwycona, więc czemu nie dać szansy temu nowemu, z paczki? Znów sięgnęłam po pakiet startowy. Może ten szampon będzie dobry, chcę się o tym przekonać!

Za kilka dni doszkoliłam się o tych kosmetykach i ich zastosowaniach, i uznałam, że poza naprawczą galaretką, to ja jednak wyjmę na pewne potrzeby mleczko do ciała.

Kolejnego dnia pomyślałam: mam w pudle lepsze kosmetyki, dlaczego pod prysznicem mam stosować zwykłe, chemiczne, wysuszające mydło?

Do trzeciego mycia włosów dołożyłam odżywkę.

I tak ja, i tak minimalistka, uświadomiłam sobie, ile tego wszystkiego stosujemy na co dzień lub czasem w celach naprawczych czy mocniejszego nawilżenia konkretnych partii skóry w razie potrzeby. Robi się z tego więcej niż palców jednej ręki kosmetyków. Na co dzień. Pozwalamy im wnikać w naszą skórę. Tym bardziej uważam, że warto wybrać te o lepszych, mniej drażniących, a może wręcz korzystnych składach.

Tak zaczęła się moja przygoda z nową pracą. Rozpoczął ją pakiet startowy, czyli paczka, w której wszystko pachniało słodko, nawet dokumenty. Chyba propolisem, o ile dobrze namierzyłam zapach. Albo jednak waniliowym koktajlem białkowym. Zaczęłam od tej paczki i od takiej ilości wyznaczonych dla mnie oraz dostępnych opcjonalnie szkoleń, że trzeciego dnia głowa zaczęła mi wybuchać, a po tygodniu musiałam dokupić zeszyty, bo pisałam równocześnie w czterech i w dwóch spokojnie byłam przy końcu.

Niech tu będzie zapisany ten pamiętniczek.

Pozostańmy w kontakcie! Raz w miesiącu wyślę Ci maila z listą nowych tekstów -> zapisuję się .
Dostaniesz tajne hasło do ebooka o minimalizmie 🙂

Dlaczego od 12 lat unikam drogeryjnych kosmetyków? I o tym, że znalazłam wysokiej jakości naturalne

Kosmetyki naturalne – czy warto? Uświadomiłam sobie, że minęła dobrze ponad dekada, od kiedy zainteresowałam się zdrowszym stylem życia i ekologią, od kiedy zaczęłam myśleć i czytać o składach tego, co jemy, co trzymamy w domu i co nakładamy na naszą skórę.

W zwykłych kosmetykach pielęgnacyjnych i tzw. kolorowych zaczęłam widzieć zagrożenie. Bo ono tam jest.

Zagrożenia i kontrowersje w popularnych kosmetykach

Fluor w pastach do zębów. Uznawany za truciznę, stąd na normalnych pastach tyle ostrzeżeń, żeby nie połykać, a w razie czego jechać do lekarza. Ponoć w czasie drugiej wojny światowej był dodawany przez złych ludzi do wody więźniów w obozach, by… byli potulniejsi, posłuszni, bezrefleksyjni, nie myśleli samodzielnie. Ponoć fluor wchodzi w zęby w miejsce wapnia, a jednak zęby oryginalnie składają się z wapnia. Kto chce, ten poklika i doczyta.

Aluminium w dezodorantach skorelowane jest ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka piersi. Podobnie jak noszenie biustonosza. Jesteśmy też ostrzegani przed aluminiowymi patelniami, puszkami na żywność czy foliami aluminiowymi. Bo chyba okazało się, że to przedostaje się do żywności i wtedy jest dla nas szkodliwe. Więc jeśli smarujesz tym pachę, nie przepuszczając substancji nawet przez wątrobę… Kto chce, ten poklika i doczyta.

Do tego antyperspiranty – a wymyśla się coraz mocniejsze, nie na 24, a na 72 godzin działania, albo w ogóle na miesiąc – blokują wydzielanie potu, a to nie do końca o to chodzi. Poprzez pot ciało pozbywa się niepotrzebnych substancji, w tym toksyn. Jeśli nie pozwolisz im wyjść, będą siedzieć w środku! A kiedy nazbiera się dużo… może być źle. Do tego… nasz zapach przyciąga partnerów, nasze ciała rozpoznają się po feromonach i innych takich. Szkoda sobie to zablokować, oszukać i znaleźć gorzej dopasowanego samca 😉 Dobry dezodorant niweluje zapach, a dokładniej przeciwdziała rozwojowi bakterii na pocie. A żeby brzydko nie pachnieć, warto po prostu zdrowo żyć, zdrowo jeść, a najlepiej byłoby się od czasu do czasu oczyścić. Ja pierwszy raz zrobię taki solidny program oczyszczający, zaczynając od drugiego tygodnia czerwca. Oczyszcza się po pełni, pamiętajcie 😉

Kremy przeciwsłoneczne też budzą coraz więcej kontrowersji. Kto chce, ten poklika i doczyta.

Przez te około dziesięć lat zdarzyły się pojedyncze razy, kiedy użyłam zwykłego dezodorantu, zwykłej pasty do zębów czy standardowego kremu, również przeciwsłonecznego.

Szukałam naturalnych substancji lub prostych przepisów na środki, które dadzą mi pożądane efekty (umyte zęby, niepachnąca pacha 😉 , czasem dodatkowe nawilżenie czy ochrona skóry). I znajdowałam te substancje i przepisy. Efekty raz były słabe, raz świetne. Przygotowanie czy forma stosowania raz wygodna, raz mniej.

Przez tę raz mniejszą wygodę w ostatnich miesiącach testowałam pasty z drogerii lub kupowane przez Internet, ale bez fluoru. Podobnie jak z suplementacją witaminy D3 – coś, co te naście lat temu uznawane było za wiarę w teorie spiskowe, dziś jest zalecane przez lekarzy i reklamy (witamina D3) lub leży w coraz większej ilości w drogeriach (pasty bez fluoru).

Przez wiele lat unikałam więc tych drogeryjnych kosmetyków. Bo bałam się zniszczeń, bałam się toksyn i plastiku (wiesz, że ciała dzisiaj rozkładają się o wiele dłużej niż sto lat temu, bo mamy w sobie plastik?).

Wysokiej jakości kosmetyki naturalne

przypadkiem trafiłam na markę premium, na firmę, oferującą najwyższej jakości kosmetyki oparte na naturalnych substancjach. Więcej: bazą większości ich kosmetyków jest aloes (nie np. woda), a jest to cudowna roślina, która poza przyspieszaniem gojenia oparzeń i ran, w kosmetyce ułatwia wchłanianie przez skórę także innych substancji aktywnych – witamin i pozostałych cudów, zawartych w produktach. I wspiera nawilżanie.

Może nie będę dziewczyną od serum, toników, masek i aktywatorów. Ale jeśli znalazłam kremy, mydła, produkty naprawcze po ukąszeniach czy przy zajadach, dezodorant, pastę do zębów i tym podobne podstawy, to cieszę się, że mogę korzystać z pozytywnych efektów, a nie muszę bać się chemii zwykłego mydła. Kosmetyki naturalne – tak, warto.

Tak, szkolę się z tego, jak działa skóra i jak działają na nią różne substancje. Nowy świat się otwiera 🙂 Nowa wiedza, większa świadomość.

O aloesie też będzie więcej, bo już widzę efekty. A stosuje się go nie tylko na zewnątrz.

Dzisiaj na szybko przedstawiam Wam moją nową podstawową pielęgnację. Są to produkty na bazie aloesu, świetnej jakości i z super dodatkami, ale wszystkiego na raz nie napiszę, to nie wykład, tylko teksty na blogu 😉

Poza tym, że mają świetne właściwości, rozpoczynając od solidnego nawilżenia i dają efekty, chcę zwrócić Waszą uwagę na to, jak duże są to opakowania. To są produkty na miesiące. Tu w porównaniu z popularnymi markami drogeryjnymi i aptecznymi:

reklama – stała współpraca ambasadorska

Kosmetyki naturalne – czy warto? Ja już zdecydowałam. Jeśli też chciałabyś zamienić swoją codzienną pielęgnację na zdrowszą, bezpieczniejszą i skuteczną, podaję linki do sklepu:

W sklepie jest też odżywka, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu na testy, żebym wiedziała, czy polecać.

W razie pytań, po tylu szkoleniach, ile przechodzę w firmie, służę pomocą i doradztwem 🙂

Możesz napisać do mnie na blog@panistrzelec.pl lub na Instagramie @ula.panistrzelec .

Rozwijam temat:

Pozostańmy w kontakcie! Raz w miesiącu wyślę Ci maila z listą nowych tekstów -> zapisuję się
Lubię poznawać Czytelników i wiedzieć, do kogo piszę. Napisz śmiało komentarz albo maila na blog@panistrzelec.pl 🙂

Moje suplementy po trzydziestce

Pozwól, że będziemy kontynuować temat… efektów odłożenia się w ciele lat i stylu życia. Albo odłożenia się tylko czasów, w których żyjemy. Bo one oddziałują, obciążają, odkładają się. W formie niekorzystnych substancji ze smogu, z konserwantów i innych dodatków w jedzeniu czy w kosmetykach. O skórze i siwych włosach już było. Dziś o wnętrzu ciała. Czyli suplementy po trzydziestce.

W tej chwili mój w miarę zdrowy styl życia polega na tym, że wprawdzie korzystam z ekranu późną porą, a niby powinnam zakończyć dwie godziny przed snem, ale… Planuję położyć się po dwudziestej drugiej, a nie po północy. W salonie jedzą czipsy, a ja po odczekaniu czasu od kolacji popijam teraz ziemię okrzemkową, a nie wino ani nie kawę.

Ja jestem w takim stanie, że może nic szczególnego mi nie dolega (i za to jestem wdzięczna), ale powera takiego jak w liceum to nie mam. Zmęczona, zamulona, zacukrzona, zatoksynowana? Nie wiem. Od roku złapałam też kilka przeziębień, po których kaszel i delikatny katar pozostawały tygodniami. Ja, która zawsze chwaliłam się, że nie choruję.

Dostrzegając takie sprawy albo niesprawność fizyczną ciała w zetknięciu z drabinkami, staram się coś poprawić.

Ćwiczę regularnie już dwa i pół roku. Z hantli przeszłam głównie na pilates, co działa cudownie na sylwetkę, kręgosłup, wzmocnienie ciała, rozciągnięcie oraz na samopoczucie psychiczne.

Od jakiegoś tygodnia staram się nie siedzieć po nocach z tym komputerem, za to powoli wstawać wcześniej. I wstaję.

Poza zmianami w stylu życia, tymi, które są realne, widząc ten odłożony czas w ciele, czasem idę po konkretniejszą pomoc.

Moje suplementy po trzydziestce

Po ziemię okrzemkową poszłam z polecenia w Internecie. Dostarcza kilku ważnych pierwiastków i ponoć też oczyszcza. Wiecie, powoli, z… robaków i innych elementów, które niepotrzebnie zalegają w układzie pokarmowym. Uznałam, że nawet jeśli oczyszczanie nie zadziała, to przynajmniej będę miała mocniejsze paznokcie i włosy. I mam! Tzn. paznokcie mam w porządku odkąd nie używam lakieru 😉 , natomiast włosy po ziemi okrzemkowej lepiej trzymają się głowy. I nawet rosną nowe. Mam też wrażenie, że sińce pod oczami zmniejszają się w okresach, kiedy to piję.

Teraz doczytałam, że ziemia okrzemkowa nawet zabija niekorzystne mikroorganizmy, usuwa metale ciężkie, wzmacnia stawy, kości, a nawet skórę i poprzez odtrucie umożliwia ciału skuteczniejsze wchłanianie pożądanych substancji z pożywienia.

Jeśli chodzi o moje suplementy po trzydziestce, z początkiem roku z polecenia bliskich ludzi poszłam po adaptogen i coś na mózg. Możliwe, że te dwie rzeczy pozwoliły mi w ogóle przetrwać te miesiące i nie paść na tle nerwowym.

Adaptogeny to substancje, znane przez ludzi od setek lat, a bardziej współcześnie badane przez radzieckich naukowców. Pomagają w adaptacji ciała do warunków takich, jakie są. A bywają niekorzystne. Adaptogeny regulują, normują. Komu trzeba coś obniżyć, obniżają, komu podnieść – podnoszą. Dają ulgę w stresie.

Coś na mózg miało wzmocnić pamięć, jasność myślenia. No sprawić, by przy dwójce dzieci mózg nie osiwiał i bym nie zawiesiła się raz na wieki. Bo myśli mi się urywały, serio.

Do tego zimą jem witaminę D. Nie wiem, czy pamiętacie, że 10+ lat temu suplementowanie witaminy D3 było uważane za coś w rodzaju wiary w teorie spiskowe? Lekarze tego nie zalecali. Dzisiaj firmy i medycy reklamują i prześcigają się, kto ma większą dawkę.

Są też krótkie okresy, kiedy łykam żelazo. Anemia wraca, by mnie potrzymać, a lekarze… są ograniczeni. Wiem, że jeśli popołykam, to wynik mi wzrośnie. Lekarz wpisze w papierach, że mnie wyleczył i od tego momentu wynik zacznie mi spadać. Dla mnie to nie jest utrzymywanie organizmu w zdrowiu. To jest wsypywanie piasku do worka Grzesia zamiast zastanowienia się, dlaczego piachu ubywa.

No dobra, niektórzy lekarze widzą kawałek dalej. Ci twierdzą, że może źle miesiączkuję, podczas czego może tracę za dużo krwi czy za często, czy za długo, więc… jedzenie żelaza rzeczywiście jest głupie, zatem lepiej jedz hormony, regulujące układ rozrodczy!

Dobra, znam pewne sposoby i – znów – delikatne zmiany w stylu życia, dzięki którym ta anemia odsuwa się na dalszą odległość. A jednak żeby w gorszych okresach nie zbliżać się za bardzo do granicy zagrożenia życia, czasem to żelazo łykam.

Ponieważ w sumie i tak jeszcze jest ze mnie zamulony zamuł (choć i zmiany w myślach wpływają na ciało oraz poziom energii! – zerknij o czym mowa tutaj i tutaj), planuję zrobić sobie badania krwi, potem przejść porządny, ułożony nie przeze mnie, sprawdzony proces oczyszczania, a później ponowić badania i oczywiście ocenić swoje samopoczucie. I może jeszcze lepiej dobrać suplementy po trzydziestce.

Tak za dwa-trzy tygodnie. Po pełni.

Zasad ogólna: po nowiu zasiewamy, rozwijamy, budujemy. Po pełni dokańczamy zadania lub oczyszczamy, usuwamy, odgracamy, wyrywamy, leczymy.

To tyle w skrócie o stanie mojego zdrowego przecież na oko i szczupłego ciała chwilę po trzydziestce. Może komuś się przyda.

Po szumie fal i świergocie ptaków dla wyciszenia rodziny, gdy pracuję na kompie, przyszedł czas na dźwięki deszczu i burzy. Jak to mnie relaksuje i rozluźnia!

Zdjęcie – Adrien Olichon.

Pozostańmy w kontakcie! Raz w miesiącu wyślę Ci maila z listą nowych tekstów -> zapisuję się .
Dostaniesz tajne hasło do ebooka o minimalizmie 🙂