Analogowo po górach + o nadmiarze

Wiem, że mamy 21. wiek. Ludzie robią wszystko w telefonach, na maluśkich ekranikach.

Jedną z największych dla mnie rozkoszy w życiu jest chodzenie po górach. Sporo miejsc znam, a jeśli jedziemy w nowe...

Internet pełen jest blogów z opisami miejsc, wycieczek i tras. Z dziećmi, z rowerami, zimą, w deszczu i od tyłu. Mapy też masz w Internecie, z których możesz przeklikać się do opisu, mieć obliczone przewyższenia, czasy, w jakich ludzie to przechodzą, wybrać punkty pośrednie i porównać 17 możliwych tras, prowadzących w jedno miejsce.

Po pierwsze - dla mnie to za dużo informacji. Przejrzeć to - za dużo czasu, przeanalizować - mózgu brakuje mocy przerobowych, wybrać - nie da się.

Po drugie - oczy się męczą.

Po trzecie - telefon z mapami czy zapisanymi informacjami może się rozładować albo może gdzieś w lesie nie być połączenia z siecią.

Po czwarte - chodzić tam czyimś śladem zamiast samemu wydeptać, czasem potknąć się, zgubić, nadrobić trasy albo odkryć jakieś cuda - dlaczego miałabym to tak robić?

...

Ja w komputerze szukam noclegu i zamawiam. Mam wciąż tygodniami przed sobą ten komputer (na telefonie nie będę ściubić, oczu, głowy, palców i mózgu maltretować) i wciąż tygodniami nie szukam w nich tras, miejsc, cudów, wycieczek, atrakcji.

Jak dojeżdżam do miejscowości, wprowadzam się z gratami, robię jedzenie, po czym idę do najbliższego straganu, sklepiku, kiosku i kupuję papierową mapę turystyczną.

Po pierwsze, ona się nie rozładowuje.

Po drugie, jest na tyle ograniczona, że mózg mój nie cierpi.

Po trzecie, są tam trasy z orientacyjnymi czasami przejścia, są do odczytania ilości kilometrów i wartości oraz układ przewyższeń. Nazwy ulic... To wszystko, czego trzeba.

Reszta to proste choć pod górę - ścieżki, krzaki, drzewa i kamienie.

...

Bywa, że pierwsza wycieczka zamorduje nam nieco rodzinę, jeśli nie wyczujemy skali mapy 😉 Ale od tego się nie umiera. Od tego ma się wspomnienia i staje się coraz bardziej Rambem, czyli przeciwieństwem tłustego kluska, który uznaje tylko to, co przewidziane i zaplanowane tak, żeby się nie zmęczył.

...

Niech żyje nerwowe szukanie tabliczek z nazwami ulic, przekonywanie rodziny, że 5-godzinna wycieczka trwa trzy godziny. Niech żyje niespoglądanie na ekran. Niech żyje orientowanie się w przestrzeni 3D.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz obdarować mnie symboliczną kawą 🙂 Natomiast jeśli zdecydujesz się na regularne wspieranie bloga, odblokujesz sobie dostęp do wszystkich tekstów 🗝️

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *