przedświateczny slow life - szacunke do siebie, odpoczynek dla ciała zamiast sprzątania i gotowania

Jestem padnięta. Jestem matką + panią domu + przedsiębiorcą. Sama od śniadania do położenia Dziecka do snu i trochę dłużej. Przez siedem dni w tygodniu. Padam.

Chcę się lepiej czuć, chcę odpocząć. Chcę naładować baterie nie tylko ze względu na przemęczenie, ale i z myślą o Świętach, by w te piękne dni nie straszyć bladością ani nie słaniać się na nogach, ani nie omdlewać na stół.

Dlatego daję sobie całkowity luz.

Nie sprzątam nic ponad to, co ja uważam niezbędne na co dzień (nie: na święta).

Nie gotuję, chyba że poczuję się wybitnie przepełniona energią i pragnieniem czarowania w garach.

Nie udaję dzielnej ani nie zamęczam się w imię niezależności, kiedy mogę prosić o pomoc.

Śpię, kiedy mogę.

Robię, co chcę.

Nie robię, czego mi się nie chce (nie licząc spraw elementarnych i niezbędnych. Przyszycie urwanego wieszaczka do kurtki nie jest niezbędne.)

Pozwalam sobie na to bycie padniętą. W przeciwieństwie do sporej liczby znajomych mi ludzi nie mam wbudowanego etosu pracy dla pracy, oceniania swojej wartości liczbą wykonanych zadań albo przepracowanych godzin, oceniania swojej wartości poziomem zmęczenia, godzin bez jedzenia czegokolwiek itp.

Jestem człowiekiem.

Jestem głodna, to jem. Chce mi się siusiu, to idę do łazienki. Jestem brudna, to się myję. Boli, to przyglądam się, dbam i oceniam. Jestem zmęczona, to odpoczywam.

Takiego prostego bycia człowiekiem życzę wam w te Święta.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: