Cześć, to ja jestem tą nienormalną matką (a Mąż nienormalnym ojcem), która ogranicza dzieciom prezenty! Jak i dlaczego? Przeczytaj, szczególnie, jeśli jesteś ciocią lub ciocią-babcią.

Dlaczego ograniczam prezenty dawane moim dzieciom przez rodzinę?

1. Lata minimalizmu nauczyły mnie, że rzeczy to tylko rzeczy, a ich nadmiar powoduje problemy. Sprzątanie, dbanie. Bierzemy odpowiedzialność za każdy przedmiot, który przyjmujemy do domu. To ile tej odpowiedzialności uniesiemy, na ile uwagi i dbania o przedmioty mamy czas?

2. Lata życia i chcenia pewnych rzeczy czy funkcjonalności w moim życiu nauczyły mnie, że rzecz rzeczy nierówna. Coraz bardziej cenię jakość. Mydła, płaszcza, mebla.

3. Lata macierzyństwa nauczyły mnie, że rynek zabawkowy to misz-masz rzeczy świetnych i żałosnych, wywołujących uśmiech i wkurzających, ładnych i brzydkich, zajmujących i nudnych, rozwijających i ogłupiających. Coraz bardziej cenię jakość.

4. Ostatnie miesiące macierzyństwa wskazują mi palcem na kwestię szacunku dzieci do przedmiotów, a także wdzięczności, która – co z radością stwierdzam – w tym roku stała się moim powietrzem, oddycham nią! Krótko mówiąc: bywa że dzieci nie doceniają tego, co mają, niszczą rzeczy, marudzą, że prezent nie taki.

5. Ostatnie lata w Polszy, a dokładniej to w całej Jewropie zwiększają nam zagęszczenie cioć i cioć-babć przypadających na jedno urodzone dziecko. Coraz mniej par ma dzieci. Coraz więcej dziadków, czyli naszych rodziców, teściów marzy o małych krasnoludach, nie ma ich w bliskiej rodzinie, więc obsypują kogo tam znajdą w dalszej. I się zbiera :)

Biorąc to wszystko do kupy, a szczególnie dwa ostatnie punkty, wykonałam nieraz dziwne i niewygodne telefony do rodziny obdarowującej naszych Chłopców i przedstawiłam im wraz z powodami, nasze zasady obdarowywania dzieci. Z prośbą, że jakby zechcieli wziąć pod uwagę naszą sugestię, to bylibyśmy wdzięczni.

Aha. Jak się w ogóle zaczęło?

Taki moment, który trzepnął i mną, i moim Mężem, bo może zastanawiacie się co ona pierdzieli, prezenty są fajne, co ona dzieciom ogranicza?! Otóż last December po Świętach, które zakańczaliśmy 160 km od naszego domu, ledwo zapakowaliśmy się do samochodu. I to nie jest żadna przenośnia. Poważnie brałam pod rozwagę to, że prawdopodobnie nie dam rady wcisnąć wszystkiego do auta i już myślałam, że Dziadkowie będą wysyłać kurierem czy coś. Nie jeździmy tirem, ale smarcikiem też nie ;)

No ale matka praktyczna, mistrz logicznego myślenia, matematycznej analityki, a w dodatku nie lubię, jak jakieś sprawy się za mną ciągną – wcisnęłam wszystko.

Wróciłam z parkingu do Rodziców, usiadłam z Mężem z kartką i ołówkiem.

Wypisaliśmy wszystkie osoby, które obdarowują Chłopaków.

Wypisaliśmy wszystkie możliwe prezentowe okazje.

I podzieliliśmy ludzi między te dni.

W ten oto sposób stworzyliśmy grafik prezentowania. Każda osoba ma w nim miejsce na jeden duży prezent dla Chłopaków w roku.

U nas wygląda to teraz tak:

Urodziny: Chrzestni (brat może dostać coś małego przy okazji).

Dzień Dziecka: yhmmm… nie obchodzimy. Rili.

6 grudnia: słodycze od Rodziców.

Boże Narodzenie: Dziadkowie.

Odwiedziny: nic, naprawdę, rili-rili nic, albo coś małego, symbolicznego, albo ciasto dla wszystkich.

Chodzi też o to, by dzieci nie kojarzyły każdej wizyty u kogoś lub każdej wizyty kogoś u nas z tym, że coś dostają. Zaczną oczekiwać, a potem żądać.

Czy tak pozostanie na zawsze?

Niekoniecznie. W tym momencie maluchy są na etapie zwierzęco-dewastujacym, trudno też znaleźć dużo różnych rzeczy, które mogłyby zainteresować dwulatka, a mieć osiemnaście straży pożarnych, to bez sensu. Jak podrosną, poszerzą się ich umiejętności, będą mogli bardziej rozwijać zainteresowania, więcej czytać, czytać samodzielnie, grać, składać, budować, lepić, nie zjeść tego ani nie zdewastować tym domu ani domowników… Dzisiaj to nawet trudno mi podpowiedzieć rodzinie, co kupić.

Maluchy to królowie prostoty. Dzieci naprawdę nie potrzebują cudów na kiju. Wiem, bo cuda na kiju są u nas nieużywane.

I znów wraca temat jakości: niezniszczalności.

Z drugiej strony, w tym roku luzuję, mięknę, zaokrąglam swoje kanty, wycofuję się z radykalizmów, bezczelnie i radośnie skacząc ku środkowi. Zaczynam rozumieć i akceptować to, że inni chcą obdarowywać moje dzieci, że sprawia im to radość.

Oczywiście dla radości innych nie dam sobie wejść na głowę ani zasypać pokoju Chłopaków tak, że zwariują.

Środek.

A tak ku podpowiedzi co na prezent, radzę podpytać rodziców dziecka lub pmedytować nad tym, że może wspólne wyjście gdzieś z tymi dzieciakami byłoby frajdą wystarczającą za prezent.


Jeśli czujesz, że poprzez ten tekst otrzymałeś wiedzę lub inspirację, daj znać i przekaż dobrą energię dalej!
Odpal wdzięczność ku Wszechświatowi, wyślij link do tego tekstu ważnym dla Ciebie osobom, wesprzyj bloga PS.
Daj jakiegoś znaka, wrzuć jakiś uśmiech w świat, podejmij działanie z intencją, by zaczerpnięte stąd wiedza i pomysły zmieniały Twoje życie.