Nie jestem typem z obsesją wszyscy mnie śledzą i zrobią z tym coś złego. O nie. W takim wypadku przecież nie prowadziłabym bloga.

Z drugiej strony mam jednak określone granice tej swojej obecności w internecie.

To jest dziedzina, w której warto szukać swojego złotego środka. Doprowadzić do sytuacji, w której internet jest twoim narzędziem. Ty go używasz, nie on ciebie.

I nie mówię tylko o wylogowywaniu się, wyłączaniu, czyszczeniu maila i śmietników w social mediach. Dzisiaj tematem jest także nasza prywatność. Takie czary-mary jak kategoryzowanie ludzi i wrzucanie cię do jednej z iluś tysięcy szufladek. Takie czary-mary jak określanie twojej przynależności etnicznej na podstawie polubionych stron. Takie czary-chamy jak pokazywanie różnym osobom reklamy tej samej rzeczy z… różnymi cenami.

Ostatnio natknęłam się w tym temacie na dwa krótkie kursy.

Jeśli nadal potrzebujesz się ograniczyć i wyłączyć, zapisujesz się na prościutki newsletter minimalisty, Anthony’ego Ongaro TU.

Jeśli nie chcesz wierzyć w teorie spiskowe, ale poznać fakty odnośnie naszej prywatności w internecie, wysłuchaj TEGO podcastu.

Pomyślałam, że może komuś się przyda – pomoże albo otworzy oczy, a o świadomość chodzi na tym blogu przecież.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: