To już czwarta publikowana tu analiza moich nabytków z miesiąca. Przedstawiam te listy, aby pokazać, że minimalizm jest możliwy i fajny, ale też, że minimalista to człowiek z krwi i kości, który coś tam jednak kupuje, a czasem nawet dokonuje głupich wyborów. Jak to w życiu.

Nie zamieszczam tu wydatków takich jak rachunki, benzyna, zakupy spożywcze i zakupy prywatne Męża.

Co kupiłam w kwietniu?

Przedmioty

Filtr wody – wkład. Według niektórych zbędny, według innych niewystarczający. Dwadzieścia lat temu tego nie było i było ok, i więcej miejsca na blacie. Jeśli ktoś chciał pić zimną wodę – nalewał przegotowaną do dzbanka, do wystygnięcia. Dzisiaj się woła, by pić prosto z kranu. Inni z kolei tylko mega zdrowe nie-wiadomo-co (woda strukturyzowana lub wybranych marek, kupowana w szklanych butelkach). Filtr jest złotym środkiem między moim kran lub przegotowana a Mężowym tylko z plastiku.

3 koszulki. Aaa! Jak to brzmi? Nic, nic, taka minimalistka, a tu bach, trzy na raz, czytelnicy mi zejdą na zawał lub tylko z bloga odejdą. No co? Tak wyszło. Stare koszulki zaczynają nie-wyglądać i dziurawić się, więc zaszalałam, kupując jedną nową. A potem była Wielkanoc. I nie miałam siły wyglądać z dwójką maluchów, w tym jednym karmiącym się, w eleganckiej sukience, a nie chciałam też w swetrze, w związku z czym w sklepie skleciłam komplet ze zwykłego białego topu i czegoś koszulo-podobnego. Do tego dżinsy i już, i ale ładnie wyglądasz.

Prysznic. Ta część z sitkiem. Mężowi poprzednia przestała pasować. Więc zaczął coś przy niej robić. I tym razem poległ, trzeba było wymienić.

Śrubka czy cuś. Nie muszę wiedzieć. Do naprawy wózka.

Nowe siedzisko na krzesełko Starszego.

Boraks i drugi składnik o długiej nazwie jako proszek do prania. Z przepisu Kasi z bloga Ograniczam Się.

2 szczoteczki do zębów.

Zeszyt. Mam mało rzeczy. Nie mam obsesji niezwykłego uczucia do artykułów papierniczych. A jednak za zeszytem chodziłam tygodniami i nie znalazłam idealnego. Idealny to kołonotatnik czysty lub w kratkę, bez marginesów, ze sto kartek, twarda okładka, ułatwione wyrywanie i te koła muszą być na tyle duże, żeby do środka wszedł długopis ;)

Woda utleniona.

Prezent.

Usługi

Telefon. 19zł/msc z internetem.

Lekarz + lekarstwo. Szkoda i bosko. Szkoda, że zdarzyła się sytuacja, wymagająca pomocy lekarza. Bosko, że zgłosiliśmy się na czas i że pierwsze zaproponowane lekarstwo zadziałało. Przy czym wtrącę swoje trzy grosze o tym, że lekarka pięknie pokierowała leczeniem… objawu. A skąd problem się wziął, czyli jaka przyczyna, czyli pomysł, jak zapobiegać? Niet. Po dwóch tygodniach Mąż-zupełnie-nie-medyk skojarzył, co mogło tam zaburzyć odporność, zastosowaliśmy doładowywanie tej odporności i jest jeszcze lepiej.

Darowizna. Dla kogoś, niosącego ważne treści dla innych.

Całkiem nieźle. Do tego kwiecień był u nas miesiącem naprawiania zamiast kupowania nowego, postaram się o tym więcej napisać w kolejnym tekście.


Otrzymuj email o publikacji nowych tekstów.
Wpisz swój adres email: