dieta karniwora efekty, dieta wysokotłuszczowa, blog Pani STrzelec

Dieta karniwora czyli mięsożercy – efekty po 6 tygodniach stosowania

Kto mnie dłużej zna, ten wie, że nie żyję schematami i nieraz mam naprawdę niezłe odpały (lifestyle experiments jeśli wolicie), jak niekupowanie rzeczy przez pół roku, poród w domu, nieposyłanie dzieci do przedszkola, w przyszłości do szkoły czy dopuszczanie ewentualności że astrologia może się sprawdzać, aż po nieużywanie sklepowej pasty do zębów.

I co ta Wasza Pani Strzelec mogła wymyślić z początkiem marca, około Środy Popielcowej, jak nie spróbowanie zachwalanej przez Katarzynę diety, składającej się wyłącznie z produktów odzwierzęcych?

Nie na przekór Kościołowi, choć mam do niego swoje dąsy, ale jednak akurat do Wielkanocy i jeszcze po niej jadłam prawie samo mięso.

A zrobić coś odwrotnego do tego, czego chce od nas władza i rynek? Bardzo chętnie. A nie wiem, czy zauważyliście, że dieta wegańska zaczyna być mocno promowana. Go vegan w biedro i takie tam. Wzięli to od strony wiary w różowy, jedynie słodki i dobry świat i od strony ekologii. Myśleli, że nie skumacie, że to, że nie zabijecie świnki, ale kombajnem do zbóż wciągnięcie parę myszy, a wcześniej wykarczujecie środowiska życia saren i orangutanów, to to jakoś specjalnie etyczne ani eko nie jest. W każdym bądź razie spodziewajcie się dalszego wciskania nam jedzenia samych roślin. Amerykanie skapnęli się już, że nie tędy droga, ale całe firmy i marketingi z nalepką vegan upadać nie chcą, będą szukać naiwnych tutaj, wśród zakompleksionych.

Ale zejdźmy z dużego świata. Oto moje doświadczenia, obserwacje, oto co złe mięseło może zrobić z ciałem jednej małej kobietki.

Mój eksperyment z dietą karniwora trwał ponad sześć tygodni. I to jest pierwszy fakt warty zanotowania, bowiem wcześniej, gdy chciałam zmienić swoją dietę, na przykład wyeliminować tylko cukier albo tylko gluten, byłam w stanie wytrwać w postanowieniu maksymalnie dwa i pół dnia, już od drugiego dnia mając nastrój, przybliżający mnie do zabicia własnej rodziny. Działały u mnie jedynie powolne zmiany, i to raczej wprowadzanie pożądanych produktów niż rezygnowanie z niezdrowych. A tu przez ponad sześć tygodni rzeczywiście 80-90% tego, co jadłam, to było mięso, tłuszcz zwierzęcy i trochę nabiału.

Dieta karniwora zaczyna być popularna w Stanach, gdzie ludzie chorują mocno, masowo, na wszystko. Cukrzyce, depresje, anoreksje, bulimie, problemy skórne, hormonalne, otyłość, nie wspominając nawet o straszniejszych rzeczach. Są tacy, którzy się poddają i jedzą leki dożywotnio, chociaż w US to sporo kosztuje. A są tacy, którzy w poczuciu wolności i odpowiedzialności zaczęli poszukiwać, kombinować, eksperymentować, obserwować… Paru z nich stanęło na diecie w stu procentach odzwierzęcej. Dodajcie do tego Internet: Ci ludzie podzielili się swoimi doświadczeniami, poznajdywali siebie nawzajem, popodpowiadali sobie, inni ludzie zaczęli ich znajdywać… I tak mamy nową dietę, chyba całkiem bliską najstarszej diecie człowieka. Ale po kolei.

na czym polega dieta karniwora?

Każdy realizuje ją trochę inaczej, ale ogólnie rzecz biorąc:

  • zero roślin (owoców, warzyw, ich przetworów, mąki, orzechów, przypraw…),
  • jemy mięso z naciskiem na tłuste mięso lub do mięsa dodajemy masło smalec, idealnie by minimum 80% kalorii pochodziło z tłuszczu,
  • większość mięsożerców je też jaja, z naciskiem na żółtko,
  • większość mięsożerców dopuszcza używanie dobrej soli,
  • wielu je także mleko i jego przetwory, znowu: im tłustsze, tym lepsze,
  • wielu zwraca uwagę na to, by jeść organy, podroby, skórę, no te wszystkie brzydkie części
  • oczywiście wszystko jak najmniej przetworzone, czyli mięso tak ale nie kiełbasa.

dlaczego zdecydowałam się spróbować tej diety?

Od dłuższego czasu, dobrze ponad roku, wiedziałam, że nie czuję się dobrze na przeciętnej, normalnej diecie. Jadłam jak każdy, tylko mniej czipsów, zero mikrofali, więcej warzyw i owoców, prawie zero alkoholu, miałam okresy słodyczowe i niemal bezsłodyczowe.

Wtedy praktycznie non stop myślałam o jedzeniu. Serio. Jadłam, i juz w głowie planowałam, co potem zjem. Co mam smacznego, co mam do dojedzenia, co mam atrakcyjnego. Wracałam z dziećmi ze spacerów głodna. Godzinę po posiłku, jeśli nie pół, myślałam o jedzeniu. Podczas każdej czynności rozpraszały mnie myśli o tym, co zjem później. Gdybym mogła, byłabym w stanie jeść cały czas. Serio.

Zawsze byłam szczupła łamane na chuda i wyglądałam sporo młodziej niż mówi metryka, ale dla mnie samopoczucie i zdrowie są ważne, nie sam wygląd, nie waga.

Więc przez ponad sześć tygodni 80-90% tego, co jadłam stanowiły:

  • mięso (jak najtłustsze), w tym wątróbka,
  • tłuste ryby,
  • masło,
  • smalec,
  • tłusty ser żółty i biały,
  • masło,
  • mleko,
  • jaja,
  • śmietana 36%.

W praktyce najwięcej boczku, wędzonego i nie oraz steków. I masła.

Na początku było trudno zrezygnować z owoców, bułek i chudego mięsa. Przyzwyczajenia.

Największą trudnością w tym czasie było to, że w towarzystwie chciało mi się zjeść coś spoza mojej listy.

Ale wiecie co? Efekty tej tłustej mięsnej diety dla wyglądu i samopoczucia są ogromne. Były zauważalne już po pierwszych trzech dniach od zmiany diety, kiedy jadłam ledwie w 50-60% karniworsko (taki etap wprowadzający, uczący organizm nowych spraw, jeszcze przed tymi 6 tygodniami bardzo mocno karniworskimi). No, i przyzwyczajenia przyzwyczajeniami, trudności trudnościami, a ja naprawdę nie chcę stracić tych efektów.

Nie będę się tu wypowiadać o słuszności tej diety, bo się nie znam.

Nie będę tu pisać o jej zdrowotności, bo nie wiem, dokąd mnie zaprowadzi.

Podzielę się tym, co zauważyłam w swoim ciele i nastroju po zmianie diety na niemal wyłącznie odzwierzęcą. Oto ta lista:

efekty stosowania diety karniwora przez 6+ tygodni

  • lepsza energia fizyczna tzn. stała energia przez kilka godzin po posiłku,
  • rano wyskakuję z łóżka bez jęcznia, że o nie, jeszcze nie
  • rano nie muszę jeść, mogę działać, czując się dobrze i zjeść o 11 czy nawet 13
  • zmniejszyła się mgła umysłowa, myślę jaśniej, bardziej konstruktywnie, nie pochłania mnie chmura milionów głupich, rozpraszających myśli; myślenie jest jaśniejsze i jakby bardziej użyteczne – bardziej używam go, a mniej ulegam nawałom nastrojów czy innego mentalnego obciążenia nie-wiadomo-czym; to ponoć skutek ostawienia zbóż i zwiększenia ilości zdrowych tłuszczów, które przecież budują nasz mózg i ukłąd nerwowy
  • mam mniejsze ciągoty do słodkiego i przekąsek, nawet jeśli coś jednak przekąszę, nie chce mi się zjadać całej paczki (to u mnie nowość, bo wcześniej: ja to ciasto i ciasto to ja)
  • prawie nie potrzebuję przekąsek; jestem najedzona, nie jestem głodna, nie nachodzą mnie co trzy minuty myśli o tym co bym zjadła albo co zjem później, co było moją normą; kurka, niemyślenie o jedznie jest tak uwalniające! nie potrzebuję przynosić do pokoju przegryzek, kiedy coś robię przy komputerze, czy oglądam, czy czytam; po prostu naprawdę nie chce mi się jeść cały czas; tak uwalniające
  • jestem stabilniejsza emocjonalnie; rzadziej wpadam w furię, tracę cierpliwość później niż kiedy jadłam wszystko, w tym dużo węglowodanów; częściej jestem w stanie zatrzymać się zanim zareaguję i wybrać moją reakcję
  • mam mniej negatywnych myśli, myślenie jest jaśniejsze
  • myślę bardziej praktycznie, konstruktywnie, życiowo, o dzisiaj i do przodu (powtarzam się? ale to ważne)
  • i pierwsza rzecz, którą zobaczyłam już po trzech dniach zwiększania ilości mięsa w diecie: moja skóra wygląda o wiele lepiej; nie była zła, zawsze wyglądałam bardzo młodo, dopiero dwa lata temu (a może rok?) moja skóra utraciła jędrność pośladka niemowlaka; także źle nie było nigdy, ale teraz zbliżam się do efekty photoshopa bez photoshopa i bez makijażu; spod oczu zeszła mi duża część fioletowości i lekkiej opuchlizny – wcześniej myślałam, że po prostu tak wyglądam, a jednak dało się to wyfotoszopowić, boczkiem; skóra na całym ciele jest jakby… grubsza? bardziej nasączona, jędrna, bogatsza, nasycona – nie wiem, jak to określić; odżywiona i silna; niewielkie zmarszczki na czole zanikają, te bruzdy od nosa w dół już były u mnie widoczne – zmniejszają się; tego nie mogłam nawet oczekiwać, nie spodziewałam się, nie pragnęłam; skóra nie jest sucha ani szorstka, nawet na dłoniach, a piorę, zmywam jak zawsze, a nawet więcej – bo mam siłę porządniej zająć się domem; o wiele lepiej niż w poprzednich latach reaguję na słońce, a siedzę na nim dłużej (na nim :D )
  • zeszła mi opuchlizna z twarzy (nikt by nie powiedział, że jakąś miałam, a jednak), czyli lekko uwydatniły się kości policzkowe i mam dołeczki w policzkach – to ponoć jest tak pierwotnie biologiczne atrakcyjne, czyli i świadczy o zdrowiu
  • stopy, miałam suche podeszwy i bałam się, że zaczną boleśnie pękać, a nie chciałam głupio uzależniać się od kremów; skóra pięknie się odbudowała, jest nawilżona, mocna, gładka (gładka! ja miałam szorstkie pięty), miękka zdrowa; bez kremów; naoliwiona od środka (widzicie to hasło dieta, która leczy pękające pięty w miesiąc, na billbordach?)
  • i co mogę przypuszczać: skoro moja skóra doświadczyła takiej odbudowy, wzmocnienia, odżywienia i ulgi, prawdopodobne jest, że pozostałę organy też odbudowują się i mi dziękują
  • lepiej śpię i w czasie snu nabieram więcej energii niż przy poprzedniej diecie
  • jedzenie jest prostsze; jem mniej rodzajów produktów, nie czuję obowiązku, by było różnorodnie i szałowo; mniejszy wybór, ograniczenia często nam służą w różnych sprawach – znamy to z minimalizmu, nie? mniej sprzątania po przygotowywaniu posiłków, mniej czasu spędzonego na przygotowywaniu, bo i mniej posiłków trzeba w ciągu dnia, i mięso smaży się raz-dwa, to nie ziemniaki z obieraniem, gotowaniem i krojeniem sałatki; zakupy jedzeniowe są prostsze; wyrzucam mniej jedzenia, typu owoce i warzywa, które niezjedzone zepsuły sie czy wyschły
  • zaczęłam mieć ochotę, siłę i jasnym umysłem znajdować czas na ćwiczenia, nawet wróciłam na siłownię.

I teraz tak. To jest lista spisana po eksperymentowaniu w marcu, kwietniu, początku maja. Wtedy naprawdę ostro wpychałam w siebie mięso i naprawdę ostro ograniczałam inne rzeczy.

Przez część maja i czerwiec znacząco zeszłam z tej diety. Tzn. stanowi ona może połowę mojego jedzenia, trudno powiedzieć, nie zapisuję wszystkiego, nie śledzę, nie analizuję.

Dlaczego zeszłam z tej diety? Ano dla smaków. Zwyczajnie. Są smaki, które lubię i za którymi mi się tęskniło. A dieta karniwora to taka, na której ciało czuje się chyba idealnie, ale… kultura już nas nauczyła smaków, wybierania smakiem, pocieszania się smakiem, świętowania ze smakiem. Dieta karniwora jest smaczna. Wystarczająco smaczna. Bez fajerwerków. Taka purytańska. Jak czarna suknia. Jedzenie jest trochę jak czynność wpisana na to-do-listę, do odfajkowania, bez tej celebracji, bez radochy ze smaków. Ciało to kocha, psyche nasze, tak a nie inaczej nauczone, chce inaczej.

Chcę wrócić do jedzenia wyłącznie odzwierzęcego, bo wiem, jak mi służyło. Lista na pewno nie obejmuje wszystkich moich spostrzeżeń. Zostawić kanapki, ciastka, piwo malinowe czy tam żurawinowe i lody, i cukier w kawie, i kawę nawet, i ziemniaczki młode z łyżką masła…

Zobaczymy, jak będzie.

Co do efektów, teraz jak jem pół na pół, skóra pozostaje mocno boska, samopoczucie i umysł lepsze, ale już nie tak boskie jak na samym odzwierzęcym, wstaje się ciężej.

Jeśli chcielibyście spróbować czegoś podobnego, ale nie aż tak ekstremalnego, to chyba najlepiej paleo, gdzie jecie wszystko oprócz rzeczy przetworzonych i zbóż, z naciskiem na jak największy udział tłuszczów zwierzęcych i mięseła.

Dieta ketogeniczna też ma coś z tym wspólnego, bo bardzo mocno ogranicza węglowodany, też ludzie chwalą. Tylko nie róbcie tego na orzechach! Jeśli nie wiecie, dlaczego, to poczytajcie o stosunku kwasów omega 3 do 6.

Dieta karniwora wciąż jest niszowa, ale jeśli chcielibyście coś tych tłuszczów odzwierzęcych sobie zwiększyć dla skóry end mózgu, pomocą mogą być przepisy i gotowe plany posiłków w Paczce Wiedzy: Planowanie Zdrowych Posiłków. Zawiera ona m.in.

  • 4-tygodniowy plan bezglutenowych obiadów
  • 2-tygodniowy plan bezglutenowych śniadań
  • 4-tygodniowy plan ketogenicznych obiadów
  • 4-tygodniowy plan obiadów paleo
  • 2-tygodniowy plan śniadań paleo.

Cała paczka zawiera ponad 1000 przepisów, zaindeksowanych m.in. wg rodzaju diety.

Do tego nauka planowania posiłków, plannery posiłków i list zakupów.

Więcej informacji tutaj i tutaj.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.