wreszcie naprawde odpoczywam - prywatnosc pani strzelec

Jeszcze nie jestem zupełnie rozluźniona, ale dostrzegam, że to nadchodzi. Powoli opuszczają mnie napięcia, uciski, ściskania… takie nabudowane łupiny zbroi, które nosiłam od dawna, właściwie bez przerwy.

Tak naprawdę dopiero teraz zaczynam oddychać, zaczynam bywać spokojna i rozluźniona. Do dochodzenia do stanu zupełnego rozluźnienia jeszcze trochę mi zostało, ale wszystko idzie powoli w tym kierunku.

Przepis? Bezrobotny mąż. I ja niemalże prawie też.

Kilka lat prowadzenia firmy to doświadczenie nie do przecenienia. Ale zjadała nas ta firma. Za dużo czasu, za dużo stresu, za dużo utraconej wiary w ludzi, za mało dobrego jedzenia, za mało snu, za mało uwagi dla tego, co poza firmą, za mało cierpliwości i ciepła dla siebie nawzajem. Wypisaliśmy się z tego układu. Bogatsi o nowe cechy, umiejętności i szerzej otwarte oczy (świadomość).

Mamy czas gotować i jeść obiady. Mamy czas i takie możliwości organizacyjne, by spacerować z dziećmi. Zaczynamy dogadywać się w sprawach domowych. Uczymy się ustawiać dzień tak, by chłopcy nas nie zamęczyli. Wspólnie planujemy zakupy i posiłki. Oszczędzamy. Mamy czas na naprawianie rzeczy, zamiast kupowania nowych. Mamy czas i spokój w głowie, by dłużej pobyć z naszymi rodzinami. Ustaliliśmy sobie ilość czasu, którą każde z nas codziennie ma tylko dla siebie. Mamy szansę się wysypiać i nieraz z niej korzystamy. Jestem ogromnie wdzięczna.

Mam nadzieję w tym przejściowym okresie nauczyć się prawdziwego spokoju i rozluźnienia, by od tej pory częściej mi towarzyszyły. Bardzo tego potrzebuję.


Otrzymuj email o publikacji nowych tekstów.
Wpisz swój adres email: