Wieszaj firanki

W którejś z książek Małgorzaty Musierowicz przeczytałam zdanie, mówiące o tym, że w czasie każdej wojny czy innej dziejowej zawieruchy, zawsze znajdą się kobiety, które upiorą i powieszą w oknach firanki.

Dlaczego ja jako nastolatka nastawiona zgodnie z panującym systemem jeno na rozum, logikę, użyteczność i sukces to zdanie sobie zapisałam i zapamiętałam? Chyba był w nim obraz ciepłej, babcinej kobiecości, a jednocześnie jakiegoś uporu, niezwyciężoności… Pewności, że będzie dobrze? Czy jak kiedyś od kogoś usłyszałam – że zawsze było jakoś, zawsze ludzie jakoś żyli – nawet w najtrudniejszych czasach, jakie sobie wyobrażamy?

Dzisiaj to zdanie mam w sobie, czuję od środka i wykonuję na zewnątrz. Jest w nim po pierwsze kobiecość. Kobieta jako pewna siebie i radosna istota, krzątająca się to tu, to tam, dbająca o gospodarstwo, żeby było funkcjonalnie, porządnie, pięknie i „jak należy” – zgodnie z rytuałami.

Po drugie, głębsze, jest tu pełne zaufanie do Boga / Losu / Życia. Że jest dobrze i będzie dobrze. – Przejść na tę stronę mocy, to był mój krok tego roku, choć dumałam nad jego słusznością od dobrych kilku lat.

Nie boję się, nie wymyślam sobie nowych lęków, nie szukam, czemu powinnam zapobiegać. Jestem spokojna, robię, co należy, jeden dzień na raz. A i firanki powiesiłam po raz pierwszy od kilku ładnych lat.

Ze swojego doświadczenia, patrząc na to, jakie miałam owoce, strachając się, zapobiegając, planując, analizując, a jakie owoce mam żyjąc w ufności, mogę powiedzieć, że ta druga postawa jest i przyjemniejsza, i nie mniej korzystna niż pierwsza. Polecam spokój, zaufanie, wiarę, że jest i będzie dobrze.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz obdarować mnie symboliczną kawą 🙂

Autor: Urszula

Kobieta, Żona, Matka. Poszukiwaczka Prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *