Jak ty nie wariujesz z dziećmi w domu - blog Pani Strzelec - proste, świadome życie i macierzyństwo

Nie ma realnej potrzeby takiego kierowania dzieckiem, by wyrosło na odpowiedzialnego człowieka.

Jak ja daję radę, jak nie wariuję?

Albo:

– Ja cię, Ula, podziwiam.

– I ty tak siedzisz w domu z tymi dziećmi?

– A myślisz o pracy? – Jakiej? Na przykład że co? – No, normalnej, jak inni ludzie.

Słyszę podobne stwierdzenia i pytania od znajomych, nawet całkiem bliskich osób. A ilu jeszcze ludzi zadaje te pytania i wykrzyka te wykrzyknienia niemo, w swoich głowach, to tylko się domyślam. Majo problem.

Ale po kolei.

Dla mnie w moim całym życiu najważniejszy jest człowiek. Niezwykła istota. Czująca, silna i bezbronna, tajemnicza. Jak ja. Istota świadoma swojego istnienia, bezsilna wobec nieuchronnego końca.

Zawsze przedkładam człowieka ponad konwenanse, schematy, pieniądze, ładne mieszkanie i co tam jeszcze. Współczuję. Nie w takim sensie, że komuś źle. Współczuję, czyli odczuwam to samo. Czuję drugiego człowieka i słucham go.

Człowiek to skarb. Bezbronna perełka. Taka jak ja. Mojego gatunku.

Dziecko to dla mnie człowiek. W dodatku mój człowiek

Dziecko to dla mnie o wiele więcej niż element, który wypada odfajkować gdzieś pomiędzy pierwszą pracą, pierwszym kredytem, pierwszym mieszkaniem i ślubem.

Dziecko to człowiek. Dziecko to skarb.

Zawsze będzie dla mnie ważniejsze od mojej wygody, ważniejsze od psa, kury, samochodu i kariery, którą masa ludzi nazywa zwykłe zajmowanie stanowiska, się znaczy siedzenie, się znaczy np. bycie urzędnikiem, pracownikiem biurowym, przedszkolanką, asystentką, kierownikiem zespołu czy projektu (a dzisiaj projektem nazywa się nawet włożenie pięciu kartek do segregatora).

Nie oddam ani jednego uśmiechu mojego dziecka, ani chwili jego szczęścia, ani grama mojej obecności przy nim za… możliwość przekładania przedmiotów, klepania głupich tekstów, i to wszystko w sosie czekania na piąteczek-piątunio.

Lud się mię dziwi, że nie pracuję

A dziw się. Moje życie, moja decyzja. A to że dzisiaj nie pracuję, nie znaczy, że nie zacznę pracować jutro, pojutrze albo za dwa lata.

A to że pracuję dla siebie, w niewielkim wymiarze godzin…? Zarabiam, a się nie urabiam po pachy i umowy z pracodawcą nie mam, bo jak to – sama ze sobą…?

Lud się mię dziwi, że wytrzymuję w domu z dziećmi

A co mam zrobić?

Powtórzę: dziecko to człowiek i dziecko to mój skarb.

Moje dzieci. Sama ich chciałam. Kto ma się nimi zająć?

Mam ze ślinotokiem czekać na moment, kiedy będę mogła wyekspediować swoje dziecko do placówki, w której obce kobiety zajmą się delikwentem? Nie. To moje dziecko. Nie państwowe. Nie dla społeczeństwa. Gdybym chciała oddawać swoje małe dziecko obcym ludziom to, chwila! – po co w ogóle je sobie sprawiłam? Trzeba było nie płodzić.

Opony letnie zostawić na przechowanie przez zimę w warsztacie – rozumiem. Ale jak już pisałam, człowiek jest dla mnie najwyższą wartością, ergo jest dla mnie ważniejszy niż opony. Nie oddaję na przechowanie.

Potomstwo

Znacie jakiś gatunek zwierząt, którego samice zostawiają swoje dzieci samicom z innego stada, by… zarobić sobie na apgrejd elementów dekoracyjnych schronienia?

Lud się mię pyta o emeryturę

To ja nawzajem się luda pytam. Jaką ktokolwiek może mieć pewność co do otrzymania swojej emerytury? Nie będę tu rysować elementów rzeczywistości społeczno-polityczno-gospodarczej, które stawiają otrzymywanie emerytur, na które lud liczy, pod wielkim znakiem zapytania.

Wiecie, co było emeryturą, zanim w XIX wymyślono emerytury? Dobrze wychowane dzieci. Dobre wychowanie dzieci (niełatwe!) było pracowaniem na swoją emeryturę.

Współczesne emerytury zdjęły właściwie z rodziców faktyczną potrzebę dobrego wychowania dzieci. Każdy chce dobrze, ale jak już coś pójdzie nie tak, i drugi raz, i dziecko już mocno skręci w dziwne rejony, to spisuje się je na straty, przecież dorośnie, niech robi co chce, niech sobie radzi. Nie ma realnej potrzeby takiego kierowania dzieckiem, by wyrosło na odpowiedzialnego człowieka.

Ok, nawet jeśli postępowanie dziecka w dorosłym życiu nie zawsze od ciebie zależy, to wciąż (nie licząc na emeryturę ze wspólnej kasy) masz szansę na nieprzymieranie głodem na starość. Otóż, drodzy państwo, można, ekhhhmmm… pracować i inwestować. Zarobić pieniądze. Mieć pieniądze. Pracować do późnych lat życia. Albo czerpać ze źródła dochodu, które wcześniej się zbudowało.

Cholerka. Minimalizm, kontrola wydatków, nieuleganie modom i marketingom, i nawet zarabiając niewiele – odkładasz. Oszczędzasz. Masz. Norrrmalnie masz pieniądze.

A zresztą jedząc to, co jemy, żyjąc, jak żyjemy, pędząc, jak pędzimy, wsmarowując w siebie, co wsmarowujemy, to wielu z nas ma marne szanse na dożycie tej domyślnej emerytury.

No i że ja tak siedzę

Ano siedzę.

Już tyle osób w różnych miejscach tłumaczyło, że małe dziecko samo się nie ubiera ani nie przyrządza sobie posiłków, że nie będę się na ten temat produkować.

Ale podkreślę tylko: placówki, które domyślnie zajmują się małymi ludźmi są projektowane, sprzątane, mają dostawy jedzenia, zmywarki, dobrane do wieku i bezpieczne sprzęty, zabawki, meble oraz zatrudniają serwis sprzątający. Jeśli decydujesz się spędzać czas ze swoim potomstwem w domu, musisz wam zapewnić te elementy. Yyyy…? Codziennie. Własnoręcznie lub własnomózgowo.

Leniwa

Lud pomrukuje, żem leniwa. Wiadomości mówią, że pieniądze na dzieci rozleniwiły kobiety i kilka kobiet zrezygnowało z pracy.

Po pierwsze, nie oceniałbym poziomu lenistwa stosunkiem do pracy zarobkowej.

Po drugie, akurat nam dzisiaj żyjącym lenistwo by się bardzo przydało. Lenistwo chyba nie podlega ocenie moralnej. Nawet w kościelnym spisie grzechów głównych oryginalnie lenistwa nie było.

Ale wracając do tematu: według obiegowego przekazu powinnam (- brzydkie słowo) pracować. Pracować żeby pracować. Kult pracy. Protestancki z nas naród! Wiadomości sugerują ze powinnam pracować, ale nie tłumaczą, dlaczego. I ludowi nasuwa się, że praca zarobkowa jest słuszna i moralnie boska.

To ja teraz wytłumaczę, dlaczego Wiadomości chcą, żeby jak najwięcej ludzi pracowało. Mamy matkę. Matka idzie do pracy. Dostaje 2k na rękę. Niańce daje na czarno też 2k. Podnieca się, że ma nazwę stanowiska i nie ma przerwy w cv. To jej zdecydowanie pozafinansowe motywy zostawiania swojego dziecka pod opieką innej samicy. Finansowo wychodzi na zero. Obywatelce matce. A państwo? Tu jest plusik. Państwo się uśmiecha. Matka wzięła 2k, państwo 1330. Jest plusik? No jeest.

Także tego. Wytrzymuję, daje radę, kocham, ściskam, cenię, całuję, a robienia na odwrót ni w ząb nie kumam.

Komentarze są zatwierdzane przed publikacją. Zasady komentowania.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: