Strona może zawierać linki afiliacyjne.

Dzisiaj tekst krytyczny wobec samej idei posyłania potomstwa do placówek. Edukacja domowa, homeschooling czy wręcz unschooling – oj, wciąż nowy to, kontrowersyjny i zabijany w zarodku temat w Polsce, brany na poważnie zdecydowanie mniej niż wszelkie teorie spiskowe. No ale jako babeczka, która zdecydowała się na poród w domu, nie boję się i kolejnego dziwactwa.

W szerszym świecie idee kiełkują, rosną, ewoluują, rozmnażają się i mieszają w znacznie większym stopniu niż nad Wisełą. W takich Stanach kupa ludzi homeschooluje, mają do tego kupę źródeł i podejść do tematu tyle, ile słoików z oliwkami masz w Leclercu. Jako unschoolerka jeszcze mało doświadczona, bo matka ledwie 3,5 i 1,5 latków, posłużę się tekstem pana Leo Babauty, minimalisty, osoby żyjącej bardzo świadomie, która bez szkoły wychowała czwórkę dzieci.

Poniżej moje tłumaczenie tekstu Leo Babauty dotyczącego unschoolingu (nieposyłania dzieci do szkoły i w ogóle nieuczenia dzieci systemem szkolnym). Zdjęcia, podkreślenia i pogrubienia dodane przeze mnie. Dodam, że pan Leo daje na wszystkie swoje teksty, a nawet książki uncopyright, czyli każdy może sobie robić z jego tekstami, co chce. To info dla tych wszystkich nadgorliwców, którzy chcieliby w imieniu pana Leo założyć mi sprawę o prawa jakieśtam intekektucośtam.

Swoją drogą, tak a propos bycia dziwadłem i nienormalnym, i nawiedzonym, i bycia wariatkom. Kiedy byłam dzieckiem, mieliśmy sąsiadkę, mamę moich koleżanek i pielęgniarkę, która wprowadziła dietę bezcukrową dla swoich normalnych, zdrowych dzieci. Ciasta bez cukru piekła. No wariatka! Kto to naście lat temu by uznał za normalne i w ogóle za poważne zachowanie?! A dzisiaj, myślę, że niemal każdy jeśli nie próbował, to przynajmniej słyszał, że raczej powinno się cukier ograniczać. Także miejcie mnie za wariatkę. Może płynąc z domyślnym prądem za dwadzieścia lat mnie dogonicie.

Unschooling, czyli edukacja bez szkoły - edukacja domowa na blogu Pani Strzelec - minimalizm, proste życie (3)

blog | archiwum | about | followuj | czytaj z Legimi

Dobra, koniec dygresji, oddaję głos. Teraz już Leo Babauta:

Edukację trzeba postawić na głowie

Nasza kultura kłamie. Mówi się, że chcemy promować i nagradzać indywidualność i kreatywność, ale w praktyce próbują odrywać odstające części i zawstydzają odmienne elementy.– Sandra Dodd

Uczestniczenie w tradycyjnym systemie szkolnym (w Kalifornii, Waszyngtonie i Guam) nigdy nie było moją ulubioną rzeczą jako dziecka, ale jako rodzic, dojrzałem do zorientowania się, że cały system stoi na głowie.

Nie system jakiegoś poszczególnego stanu czy narodu, ale sama idea systemu edukacyjnego.

Tradycyjnie, szkoły stosują następujący model:

1. Zadecydować, co dzieci potrzebują wiedzieć, by być przygotowane do dorosłości.
2. Przygotować oparty o powyższe program nauczania.
3. Dać uczniom rozkład zajęć oparty na programie.
4. Kazać nauczycielom przekazywać dzieciom informacje, których potrzebują i wyćwiczyć w nich umiejętności.
5. Uczeń czyta, uczy się na pamięć informacji, uczy się umiejętności i staje się przygotowany.
6. Uczeń musi przestrzegać zasad lub jest karany. To jest w rzeczywistości ważniejsze niż informacje i umiejętności, chociaż nigdy się o tym w ten sposób nie mówi.

Niestety, to nie jest świetny model. Przede wszystkim dlatego, że opiera się na idei, że istnieje we władzach mała grupa ludzi, która będzie mówiła ci co robić i co potrzebujesz wiedzieć, i musisz ich słuchać i stosować się, jak robot. I nie możesz myśleć za siebie albo próbować robić to, co ty chcesz robić. To spotka się z bolesną karą.

To jest idealne, jeśli zamierzasz być pracownikiem korporacji i potrzebujesz konkretnych umiejętności, żeby pracować dla korporacji – tak naprawdę, przede wszystkim umiejętności bycia posłusznym. Ale to nie jest idealne dla miejsc pracy nadchodzącej dekady, kiedy ludzie rzadziej będą zatrudniani przez wielkie korporacje, a raczej będą pracować dla siebie. I muszą myśleć za siebie. I zorientować się, dla siebie, co chcą robić. I nauczyć się nowych rzeczy dla siebie, bez nauczyciela.

Rzeczy zmieniają się szybciej niż kiedykolwiek w przeszłości. Każdego miesiąca, przedstawia się nową technologię, która wpływa na sposób, w jaki ludzie pracują lub będą pracować w przyszłości i musimy potrafić uczyć się i adaptować do tego nieustannie zmieniającego się krajobrazu.

Jak to zrobimy, albo jak nauczą się tego nasze dzieci, jeśli nie będą mieli żadnej władzy, mówiącej im co muszą wiedzieć albo jak się nauczyć, albo co robić?

Ludzie często dorastają, ucząc się, jak się uczyć i osiągają wielkie rzeczy po przejściu tradycyjnego systemu szkolnego. Ale dochodzą tam pomimo systemu, a nie dzięki niemu. Jesteśmy ludźmi, którzy potrafią się adaptować, jesteśmy ciekawi i potrafimy uczyć się bez władzy, ale dzisiejszy system szkolny próbuje to zniszczyć. Zwykle nie udaje mu się do końca, ale w tym stopniu, w jakim mu się uda, krzywdzi ludzi.

Szkoły ponoszą porażkę nie dlatego, że nie przekazują wiedzy czy umiejętności, ale dlatego, że zabijają ciekawość, dławią ekscytację nauką, z wściekłą brutalnością niszczą nasze pragnienia bycia niezależnym, myślenia za siebie i uczenia o rzeczach, które faktycznie nas interesują.

edukacja domowa, homeschooling po polsku

Podejrzewam, że to dlatego, że niemal wszystkie dzieci chodzą w dzisiejszych czasach do szkoły i mają wszystko zaaranżowane dla siebie, że wydają się tak rozpaczliwie niezdolne do tworzenia własnych pomysłów – Agatha Christie

Ale nauczyciele są wspaniali

Tak, zgadzam się, są. Moja żona była nauczycielką angielskiego i pracowała wytrwale, mając na względzie zainteresowania swoich uczniów. Naprawdę chciała nauczyć ich kochać czytanie i robiła wszystko co w jej mocy, by tego dokonać. Niestety, była sfrustrowana autorytatywną naturą szkolnej administracji i zrezygnowała z tej pracy. Teraz uczy w domu nasze dzieci i próbuje dawać im wolność do samodzielnego uczenia się.

Moja babcia była nauczycielką przez dekady. Moja ciocia jest nauczycielką, początkowo w szkole podstawowej, teraz w zakładzie poprawczym dla nieletnich i wspaniale przekazuje dzieciom miłość do czytania. Mój ojciec jest artystą, uczącym innych kochać sztukę i robić ją dobrze. Kocham nauczycieli i mam do nich najwyższy szacunek.

Po prostu uważam, że oni są w systemie, który nie działa. Nie może działać, biorąc pod uwagę naturę tego, czym stał się świat.

Jak możemy przygotować dzieci na przyszłość, której nie możemy przewidzieć? Skąd możemy wiedzieć, jakich umiejętności będą potrzebować, jaka wiedza będzie ważna za 10 czy 15 lat? Nie mamy pojęcia, jaki wtedy będzie świat. Ja na pewno nie mam. A ty? Czy ktoś wie, jak ludzie będą pracowali za 15 lat?

Sądzę, że to niemożliwe. I co więcej, to zawsze było niemożliwe. Miejsca pracy są teraz mocno inne niż kiedy latałem w krótkich spodenkach dookoła szkolnego boiska, trzy dekady temu, wycierając smarki z nosa i ucząc się o zimnej wojnie. Ludzie wtedy nie mieli komputerów w pracy, przynajmniej nie większość z nich, a ci którzy mieli komputery, nie mieli niczego przypominającego to, co mamy dzisiaj. Większość ludzi używała elektronicznych maszyn do pisania i w biurach jeszcze nie było faxów. Faxy.

Więc tak, kocham nauczycieli i myślę, że są wspaniali w tym, co robią. Co powinni moim zdaniem robić jednak, to jest nie bycie nauczycielami, a osobami sprzyjającymi, wspierającymi, pomagającymi.

Nie kieruj procesem uczenia się, bo kiedy uczniowie dorosną, nie będą kierowani w uczeniu się, będą sami się uczyć. Pomyśl: kiedy teraz uczysz się rzeczy, jako dorosły, czy uczysz się od nauczyciela, czy uczysz się samodzielnie? I czy samodzielna nauka nie jest większą frajdą? Czy nie uwielbiasz uczyć się nowych rzeczy? Czy to nie sprawia, że nauczone rzeczy pozostają w pamięci dłużej niż kiedy musiałeś nauczyć się materiału na pamięć w szkole?

To, czego uczymy się w szkole, nie jest w najmniejszym stopniu nawet tak ważne jak sposób, w jaki się uczymy, bo to, jak się uczyć, jest lekcją ze szkoły.

Unschooling, czyli edukacja bez szkoły - edukacja domowa na blogu Pani Strzelec - minimalizm, proste życie

Ojcowie założyciele w swojej mądrości zdecydowali, że dzieci są nienaturalnym obciążeniem dla swoich rodziców. Dostarczyli więc więzienia zwane szkołą, wyposażone w tortury zwane edukacją – John Updike

Jak się uczyć

A sposób, w jaki jesteśmy uczeni uczyć się to odbieranie informacji, bez myślenia. Stosuj się do zasad. Przeczytaj strony 100-132. Zrób ćwiczenia. Naucz się na pamięć informacji. Wypluj je na teście. Zrób ten projekt, bo my ci każemy, a nie bo jest zabawny albo interesujący.

Sposób, w jaki potrzebujemy być uczeni uczenia się, jest zupełnie inny. Jest taki: ucz się o tym, co cię interesuje, co sprawia, że jesteś ciekawy, co cię ekscytuje. Dowiedz się, skąd weźmiesz informacje, których potrzebujesz. Czytaj o tym, porozmawiaj z kimś o tym, dowiedz się o tym. Spróbuj tego. Zrób to, popełnij błędy. Dowiedz się, jak poprawić błędy. Dowiedz się, jak rozwiązywać problem, które napotykasz. Powtórz.

Innymi słowy, znajdź problem, które cię interesują i dowiedz się, jak je rozwiązać.

Czasem będziesz musiał rozwiązać problemy, które nie są tak interesujące po to, żeby rozwiązać problemy, które cię interesują. To jest w porządku. Tak działa świat.

I oto tajemnica: my już wiemy, jak to robić. Od urodzenia. Ta metoda nauki jest nam wszystkim przyrodzona. Jest wbudowana.

Kiedy małe dziecko chce coś zrobić, na przykład dostać do schowka na czekoladę, który ukryliście na górze lodówki, dowie się, jak to zrobić. Znajdzie sposób, by przysunąć krzesło do lodówki albo wespnie się na blat w pobliżu lodówki, aby dostać słodkości. W międzyczasie nauczy się coś niecoś odnośnie drzwi szafek i drzwi lodówki, i dlaczego nie powinno się wychylać za daleko w jedną stronę, stojąc na krześle, jeśli nie chce się spaść i zranić.

Kiedy dziecko chce zagrać w grę video, nauczy się jak ustawić i włączyć playstation, jak poruszać się po menu, jak rozpocząć grę, jak przekonać mamę, że posprząta swój pokój później i że praca domowa jest w całości zrobiona, więc może teraz pograć.

Dzieci wiedzą, jak rozwiązywać problemy, kiedy chcą coś zrobić.

Nie musimy uczyć ich uczenia się. Musimy im zejść z drogi!

I to jest problem ze szkołami. Nie potrafią motywować dzieci do nauki, bo ją wymuszają. Próbują nadać im sztywny system władzy, przeciw któremu dzieci z natury się buntują. W rzeczywistości, to jest główny problem, z którym mierzą się dzieci i wymyślają wiele niesamowicie twórczych sposobów, by go rozwiązać, od wagarowania i palenia trawki przez rysowanie niesamowitych gryzmołów w zeszytach zamiast słuchania wykładu z historii po wynajdowanie pomysłowych sposobów komunikacji z rówieśnikami, przez technologie takie jak wiadomości i iPhony, i przez stare technologie jak przekazywanie karteczek i tak dalej.

Kreatywność jest ciągle żywa w naszych dzieciach. Jest żywa, ale jest używana by zwalczać siły, które ją zabijają.

unschooling artykuł

Nie ma sensu krzyczeć na nich, by uważali. Jeśli sytuacje, materiał, problemy przedstawiane dziecku nie interesują go, jego uwaga ucieknie do tego, co go interesuje i żadne przypominanie o karach jej nie przywróci. – John Holt

Postawić edukację na głowie

Więc jak przygotować nasze dzieci na jutro? Mądrzejsi niż ja o tym pisali. Poszukaj terminu uschooling – już to wynaleziono i to jest to, co bym polecał.

To jest właściwie po prostu zejście dzieciom z drogi. Pozwólmy im się uczyć tego, czego chcą się uczyć i wiecie co? Będzie ich faktycznie obchodziło, czego się uczą, bo wybrali to samodzielnie. Będą się ekscytować – w osiągnięciu tego szkoły na ogół polegają.

Nauczą się, jak radzić sobie ze słodkim problemem wolności, problemem, którego większość dzieci dzisiaj nie doświadcza. Będą mieli trochę praktycznego, brudnego doświadczenia wolności, czegoś, czego będą doświadczać wiele jako dorośli.

A co jeśli oglądają telewizję lub grają w gry video cały dzień? Co jeśli nie interesują się matematyką albo naukami ścisłymi i nigdy się ich nie uczą? Co jeśli są zupełnie nieprzygotowane do podjęcia pracy?

To są nowe pytania w świecie unschoolingu i nie odpowiem tutaj na nie wszystkie. Będziecie mieć ich więcej w komentarzach, jestem pewny. Nie jestem osobą, która odpowie na te pytania. Wygugluj unschooling i przeczytaj, bo wielu mądrych ludzi już odpowiedziało na twoje i inne pytania.

Powiem tylko kilka rzeczy. Po pierwsze, potrzebujemy się zrelaksować i nie patrzeć na dzieciństwo jako na czas, w którym każda minuta musi być wypełniona ścisłymi zasadami i uczeniem się. To jest czas, którym dzieci powinny się cieszyć, kiedy powinny się bawić, a przez zabawę nauczą się. Nauczą się dobrze bawić i dobrze pracować ze sobą nawzajem. Nauczą się, jak samemu zrozumieć, jak samemu rozwiązać problem. Nauczą się kochać piękną wolność i jej kompanów: autonomię i odpowiedzialność, i wybór, i zarządzanie czasem, i, tak, pasję.

Po drugie, pamiętajcie, o czym mówiliśmy wyżej: nie mamy pojęcia, czym będzie praca przyszłości, więc przestańmy martwić się o przygotowanie do niej. Naprawdę przestańmy się tyle martwić. Pozwólmy dzieciom uczyć się, jak się uczyć i uczyć się, jak ekscytować się różnymi sprawami. To przygotuje ich do przyszłości.

Po trzecie, uświadomcie sobie, że nie musimy być nieobecni. Możemy się włączać, jeśli jesteśmy wsparciem zamiast dyrektorami czy dyktatorami. Możemy pomagać dzieciom odnajdywać rzeczy, które ich interesują, wystawiać ich do światów zabawy (nauk ścisłych i matematyki), uczyć ich gier, które mogą im się spodobać, pomagać w rozwiązywaniu problemów, tak że nauczą się, jak robić to samodzielnie, kierować ich do źródeł i ludzi, którzy dadzą im tony informacji. Być dla nich przewodnikami.

Unschooling, czyli edukacja bez szkoły - edukacja domowa na blogu Pani Strzelec - minimalizm, proste życie (3)

To jest obszerny temat i taki, którego nie mogę odpowiednio wyczerpać w jednym tekście. Napiszę kiedyś kolejny tekst o nauczaniu domowym i unschoolingu, opiszę, jak my to robimy i jak sprawić, by działało to u ciebie. Ale na dzisiaj, chciałem po prostu rzucić kilka myśli odnośnie szkolnictwa i trochę was pewnie zdenerwować. Wszyscy moglibyśmy stosować dobre wkurzanie innych od czasu do czasu, tak sądzę.

Aby zaufać dzieciom, najpierw musimy zaufać sobie… a większość z nas jako dzieci nauczono, że nam nie można ufać. – John Holt

Link do oryginalnego artykułu.

Unschoolerzy/homeschoolerzy do podejrzenia:

Kornelia Orwat
Aga
Tom Hodgkinson
Unschoolery – strona stworzona przez Leo, poświęcona uschoolingowi (EN)

blog | archiwum | about | followuj | czytaj z Legimi


Lubisz moje pisanie i nie chcesz przegapić nowych artykułów? Zapisz się na powiadomienia mailowe.

Pomagaj blogowi.

Na blogu nie ma komentarzy. Kontakt via insta or mail.


Jeśli czujesz, że poprzez ten tekst otrzymałeś wiedzę lub inspirację, daj znać i przekaż dobrą energię dalej!
Odpal wdzięczność ku Wszechświatowi, wyślij link do tego tekstu ważnym dla Ciebie osobom, wesprzyj bloga PS.
Daj jakiegoś znaka, wrzuć jakiś uśmiech w świat, podejmij działanie z intencją, by zaczerpnięte stąd wiedza i pomysły zmieniały Twoje życie.

blog | sklep | powiadomienia email | ciastko dla Twojej blogerki :)