jaki order nosisz, kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi

A Ty, jaki order sobie przypinasz?

Strona zawiera linki afiliacyjne.

Kojarzysz taki typ słodkiego małego człowieka, który zawsze jest czysty, wszystko kojarzy, zawsze w szkole ma piątki (no chyba że dostanie szóstkę), nigdy nie zapomni przeczytać lektury na czas, ma wzorowe zachowanie, proste plecy. Taka dziewczynka zawsze dumna z bycia zawsze wporzo (a nawet bardziej) w nałożonym na nią systemie. Chłopcy jakoś znacznie częściej mają na takie sprawy wyrąbane.

Ot, taka postać. Czasem można ją spotkać w prawdziwym świecie, ale nawet jeśli takiej nie widzieliście, myślę, że pojmujecie ten konstrukt. Zawsze na czas, czysto, równo, w rządku i z paskiem.

Istnieją takie fenomeny, i jakbyś ich nie oceniała, można przełknąć, że jakieś dziecko do jakiegoś momentu takie jest.

Ale czy wiesz, że są dziewczynki, które z tego nie wyrastają i jadą takim grzecznieniem przez dorosłość? I jeszcze oczekują uznania.

W ciągu ostatniego roku spotkałam dwie kobiety, praktycznie mi obce, z których każda zechciała podzielić się ze mną opowieścią o swoim orderze.

Obie z tych kobiet miały więcej niż dwoje dzieci i ich orderem było to, że całe życie pracowały, nie miały przerwy, kiedy dzieci były małe, poza przysługującymi im urlopami macierzyńskimi. Tak od osiemnastego roku życia, a jak przechodziła z pracy do pracy to też przerwy nie miała. Druga miała nawet różne prace w jednym czasie.

W pokoleniu moich Rodziców są takie egzemplarze. Z czego to? To nie są już kobiety, które przeżyły wojnę, a ich mężowie nie, żeby to te kobiety musiały na traktorach kraj budować od zera.

Czy w PRLu była propaganda kobiet pracujących? Nie wiem, nie badam tego tematu. Ale kobietę pracującą, która żadnej pracy się nie boi kojarzę. To może była propaganda?

Oceńcie sobie same, czy ten order powinien być rzeczywiście powodem do dumy.

Na pewno były w życiu tych kobiet sfery, które kulały z powodu tego, że sfera pracy była gloryfikowanym namber łan. Którym namberem był mąż i czy na drabince był wyżej czy niżej niż Szef? Ile mamy dostały dzieciaki? Ile córki i synowej mieli być może potrzebujący opieki starsi ludzie?

dzieci bez matek

Tłum.: Mieć robota ssącego, wyciągającego z ciebie mleko, kiedy przysiadasz w kiblu w pracy, żeby było cię stać na płacenie obcym za to, żeby ignorowali twojego niemowlaka, jest szczytem feminizmu.

No nie jestem fanką feminizmu, to fakt.

(Tak w ogóle, dlaczego dzieci z domu dziecka uciekają do – nawet patologicznych – matek, a dzieci nie uciekają od matek do pań do przedszkola czy szkoły? Bo matka to jest MATKA. Bogini i Moc. Jedyna.)

I to całe bez-przerwy. Obserwując sobie ludzi bliższych i całkiem dalekich widzę, że sporo rozsądnych ludzi robi sobie przerwy, kończąc jedno zatrudnienie i planując nowe. Co w tym złego? Że ZUS w szwach zaczyna mocniej skrzypieć? Że zamiast zawsze perfetto działającej maszynki widzimy Człowieka, który czasem musi odpocząć, czasem odsapnąć, czasem zastanowić się, zatrzymać, zobaczyć, gdzie jest i zapytać siebie, dokąd zmierza?

Czy sto procent obecności jest naprawdę dobrą miarą tego, jak świetny jest człowiek?


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.