Spacer to co najmniej trzy w jednym + o życiu lokalnym

Widzisz babkę, może z dwójką dzieci, która w dowolną pogodę wybiera się na piechotę kilometr czy dwa od domu, choć mogłaby podjechać.

Głupia? Mądra? Zaproponujesz podwózkę?

Ja podwieźć bym się nie dała. Umyślnie wybieram sklep czy paczkomat nie najbliższy i załatwiam trzy w jednym:

  • zakupy
  • wybieganie dzieci (które jest mitem, ale o tym może innym razem; mimo wszystko ruch jest potrzebny) lub posłuchanie własnych myśli, pobycie w jakimś rodzaju ciszy – gdy wędruję sama
  • rozchodzenie łydek i ud, gdyż ponieważ ćwiczyć lubię, a rozciągać się po – się nie chce.

W ogóle urosła we mnie idea, mówiąca, że ogromną część „eko”-problemów można by załatwić poprzez ograniczenie transportu.

A promuje się jednak inny styl życia: samochody, podwożenie dzieci od drzwi do drzwi, zagraniczne wyjazdy i loty. Z powodu przemieszczania się ludzi tak często i tak daleko mamy wycinki lasów, niszczenie innych środowisk, benzynę, kubki na jednorazową kawę, folie na kanapki ze sklepu, części samochodowe, ogrodzenia ulic, smród, wypadki i coraz mniej miejsca na sąsiedzkie pogaduszki.

Idea pozytywna to coś w rodzaju małej ojczyzny, ale rozumianej inaczej niż nas w szkole łuczyli.

Pomyśl, co by było, gdyby ludzie nie mogli podróżować daleko, gdyby to nie miało sensu, jak przez większość historii, gdy wyprowadzenie się po ślubie do męża 6 km dalej było ogromnym i trudnym przeżyciem? Jak by to było?

Ano nie mielibyśmy tandety z Azji. W promieniu kilku kilometrów każdy miałby kilku stolarzy, szewców, krawcowych, piekarzy, pszczelarza. Na obszarze powiedzmy około jednego powiatu musiałoby być wszystko, czego człowiek potrzebuje w życiu: i ten stolarz z szewcem, i rzeka, i las, i święta góra albo źródło, i miejsce na potańcówki, i na rozmowy… Jeśli nie mielibyśmy możliwości pojechać w malutkie przecież obszarowo Tatry, Mazury czy na Łysą Górę, to musielibyśmy szanować obszary wokół siebie. Nie zaśmiecać, nie pozwolić na chore inwestycje. Jakby to było jedyne co mamy, to może więcej ludzi zaczęłoby szanować… miejsca, dobra wspólne, przyrodę?

Mniej byłoby też anonimowości, bo ludzie mieszkaliby i kręcili się po tym samym terenie. Każdy każdego zna… A to by oznaczało większe ryzyko dla wandali i innych złoczyńców. Bo zostaliby napiętnowani porządnie, do głębi i na długo. Wioska, społeczność, wspólnota, współpraca, szacunek – bo musimy ze soba wytrwać wiele, wiele lat, a może wszystkie lata.

Zachęcam, byśmy odklejali się od aut. Pokazywali język stacjom benzynowym i producentom samochodów oraz części.

Poznaj swoją okolicę. Odkryj swoje ulubione miejsca – czy to w przyrodzie, czy ładnie ukształtowane przez człowieka. Znajdź sobie wszystko, czego potrzebujesz – blisko. Byle nie za blisko. Kilometr do sklepu. Na bazar spacerem. Do biblioteki na rowerze. A auto od święta. A tak dla pokazania, że możesz sama (bez wyciągaczy ropy spod łoceanów), że jeżdżenie nie jest niezbędne, że chodzenie kilometr do sklepu robi Ci lepiej niż jeżdżenie sąsiada do sklepu i na siłownię 😉

Ograniczyć się w odległości, a rozwinąć w głębokości znajomości tego kawałka świata.

Dreptaj, dreptaj. Ruszaj limfę, ruszaj łydy. Oddychaj. Patrz na drzewa, patrz w niebo.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz obdarować mnie symboliczną kawą 🙂

Autor: Urszula

Kobieta, Żona, Matka. Poszukiwaczka Prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *