Rolnik szuka żony uczy

Jedna z niewielu rzeczy które oglądam z tv w ciągu ostatnich (wielu) lat.

Wstępem niech będzie to, że w tych ludziach jest coś innego. Coś troszku mojego.

Ważna jest dla nich rodzina. Nie to co w mieście. Spotykają się, pomagają z kuzynami czy braćmi. Mieszkają nieraz z rodzicami-dziadkami. Babcia nie jest od tego by zastąpić matkę, ale fajnie gdy jest czasem do pomocy.

Cenią pracę kobiet w domu. Cenią śniadanie i obiad. O Bozi nie wstydzą się gadać, nawet panowie.

Chcą dzieci.

No nie to co w mieście, a w mieście jak wiemy deprecha, rozwody i wzajemne pretensje.

(Pisząc to na szybko generalizuję, każdy z Was wie, że ani tam nie jest różowo, ani tu nie całkiem depreściasto).

Ale jeden gościu. Wybaczy brak imienia.

Lat 42, zaprezentował się, ze rolnik, szuka żony i może być to kobieta z dzieckiem/dziećmi.

Spodziewał się ewentualnie przygarnąć fajną młodszą z dziećmi.

A napisały do niego w większości panie z dwudziestoletnimi dziećmi.

Dzie ty, chopie, przez te dwadzieścia lat byłeś?!

Nie, nie chodzi mi niego.

Ale sam stwierdził że jego sytuacja może być nauką dla innych. Jemu wydawało się ze wciąż jest młody. A inni postrzegają go… już inaczej.

Czas płynie, koledzy się ogarnęli, zajęli czym trzeba kiedy trzeba. A on sam.

Dzisiaj co innego jest „schematem”, „normą”. Wyszalej się. Pomiziaj na lewo i prawo do trzydziestki minimum. Podróżuj! Tanie loty (klawiatura wpisała mi: poty)! Edukacja! Sracja! Kariera! Etat! Złap etat bo potem musisz naciągać obcych ludzi na maciunrzynsky (co by zawsze mieć własny choć cudzy hajs i opcję odejścia od męża)! A jak chłopak – nabzykaj się za przeproszeniem!

I to potrafi ci powiedzieć najbliższa rodzina. Ze się wyszalej. Ze szkoda jak przed 40stką się zenisz wychodzisz za mąż. Dziecko przed 30stką – wpadka, tragedia, przeca kariera i podróże, zapomniałaś?!

I powiem Wam tak. Żadna religia/kultura wcześniej (chyba) nie wymyśliła czekania z małżeństwem do 70tki.

Żadna tez religia, kultura, społeczność (chyba) nie wykształciła tej chu*ozy jaką mamy teraz z ludźmi będącymi po rok lub latami w kolejnych związkach, z kolejnymi rozstaniami, emocjami, psychoterapiami i rozpier*laniem życia dzieci.

Żadna tez religia (raczej) póki była w zdrowym stadium nie wykształciła idei „czystości” (w sensie niemiziania się z nikim) dla idei „czystości”.

Młodzi ludzie, odkąd zaczynało im się chcieć miziac byli zachęcani/zmuszani do zawarcia związku i bycia wiernym w tym związku.

Dla zdrowia psychicznego tych dwojga i ich dzieci taka sytuacja to… po prostu jedyne zdrowe środowisko do życia, dorastania, spełniania siebie (małżonkowie) i stawania się odpowiedzialnym, zdrowym, silnym, pewnym siebie młodym dorosłym (dzieci).

Od tego roku zaczęłam zauważać takie rzeczy, albo poprzednio zauważane rzeczy złożyły mi się w jeden obrazek. I jestem ogromną fanką-kochanką Maćka Zakoscielnego Marilyna Mansona Enrique Iglesiasa instytucji małżeństwa. Takiego jednego, niewydumanego, ale wiernego od młodości, przez wszystkie trudy jakie po drodze (włącznie z nie jestem szczęśliwa) po grób. Ogromną fanką jestem.

Nikt nie zasłużył na bycie porzuconym po choćby krótkim czasie zaangażowania.

Nikt nie zasłużył na bycie porzuconym przez najnajblizszych w okresie dzieciństwa.

Dodam, że w ostatnim czasie w wywiadach autorka Seksu w wielkim mieście, czyli babka, która promowała chujo*ę miziana się na prawo i lewo jeśli tylko nie jesteś szczęśliwa i sama tak żyła, teraz, po 50tce czy 60tce mówi ze żałuje że nie ma dzieci. Kiedy kolejna operacja nie uczyni cudu i już nie wyglądasz na 20 ani 30, samotność puka. Wprasza się i zaczyna z tobą mieszkać. I boli.

Idźta, popatrzta na swojego męża, żonę, swoje małżeństwo, swoją rodzinę i zacznijta sobie wypisać w głowie lib bullet dżirnalu, ile to wszystko Tobie daje.

A jesliś młody, poluj na drugie pół i zaklepuj.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.