Czy jako mój inteligentny czytelnik wpadłbyś na to, by w sklepie prosić o rabat przy standardowym zakupie?

Ja nigdy nie prosiłam. Nie przyszłoby mi to do głowy. Jest cena i już. (Nie mówię o sytuacjach, gdy sklep sam informuje, że przy jakiegoś rodzaju zakupie oferują jakiś rabat czy gratis).

Rabatobiorco, rabatopytajco, powiem ci tak: zatłukłabym cię.

Moja logika zakupów:

Kurczę, jeśli nie stać mnie na Volvo, to ja nie chodzę po salonach Volvo, prosząc o rabat-raty-negocjacje. A może powinnam?

Ale jestem stałym klientem!

Stały klient myśli, że jest Kimś, już nawet nie przez K, ale B jak Bóg chyba. Otóż tak, każda firma chce mieć stałych klientów. Szanuję stałego klienta. Co nie oznacza, że będę dawać ci rabaty!

The other way round

Pomyśl o sobie. Jeśli nie jesteś gimnazjalistą ani bezrobotnym, statystycznie bardziej prawdopodobne jest, że pracujesz u kogoś niż samodzielnie.

I dochodzimy do sedna sprawy:

Daj pan rabat!! No daj! Twój pracodawca jest twoim stałym klientem. W każdym miesiącu kupuje twoje umiejętności, twój czas, twoje życie. Co miesiąc. Zawsze. Za każdym razem, gdy chcesz te swoje umiejętności i czas sprzedać. To tak, jakbym miała klienta, który kupuje u mnie KAŻDĄ sztukę towaru.

Daj więc rabat swojemu pracodawcy.

Powiedz:

Szefie, skoro szef tak u mnie co miesiąc zamawia moją pracę, to ja pomyślałem, że jako stałemu klientowi, z radością udzielę szefowi rabatu. W tym miesiącu będę dodatkowo przychodził do pracy w soboty i na pół każdej niedzieli. Gratis!!!

Albo:

Szefie, skoro szef tak u mnie co miesiąc zamawia moją pracę, to ja pomyślałem, że jako stałemu klientowi, z radością udzielę szefowi rabatu.W tym miesiącu szef może wypłacić mi 15% mniej. Dla stałego klienta!!!

No ale ty jesteś taaaki biedny, a ta cena nieuczciwie wysoka

To się wypnij na nieuczciwie za drogi sklep! Jacyś ludzie jakieś dwadzieścia lat temu walczyli o zniesienie poprzedniego ustroju i wprowadzenie hamerykanskego kapitalizmu.

I takoż się stało.

Ani nie jesteś tak biedny, żeby na chleb nie byłoby cię stać.

Ani nie ma monopolu na większość przedmiotów, dostępnych w sklepach.

Skoro w mitycznym gdzieśtam to samo jest taniej niż w moim sklepie, to leć pan do tego gdzieśtam! Co tu jeszcze stoisz?

Cena się nie podoba? Droga wolna. Kup gdzie indziej. Wolna droga, wolny ty, wolny jeszcze troszku rynek mamy. A idź pan.

Aaa… Chyba że stoisz nadal w moim sklepie, bo gdzieśtam już się nadziałeś. Boisz się gdzieśtam kupić, bo gdzieśtamowi nie ufasz. Spotkałeś się z oszustwem, fatalną obsługą klienta i wdupiemaniem, gdy pojawiły się problemy, reklamacja… Albo pocztą dostałeś ziemniaki zamiast makbuka.

Czyli stoisz wciąż u mnie, bo tu pewniej, dostępniej i lepsza obsługa? To może za to właśnie się płaci?

A poza tym to nie jesteś taaaki biedny

Bo sory, ale jeśli masz w portfelu 2700zł, to 2800zł też masz.


co czyta pani strzelec
Wszystkie odcinki Przewodnika Finansowo-Życiowego znajdziecie TU.

Nowe odcinki są publikowane we czwartki o 9.55.

Możecie zaglądać na bloga, możecie śledzić na FB, Twitterze lub G+, ale ponieważ ci wielcy tną zasięgi (nie każda nowa wiadomość od polubionej strony ci się wyświetla), jedynym pewnym sposobem, by nie przeoczyć nowego odcinka jest zapisanie się na mailowe powiadomienia o nowych artykułach na blogu (no chyba że regularnie zapominasz hasła do swojej skrzynki):

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: