poród w domu - zdrowie i dieta

Tylko ty sam możesz o siebie zadbać.

Mój pierwszy poród w oczach osób postronnych nie był tragedią – zwykły, szpitalny poród. Ale ja wiem, co ja przeszłam, co przeżyłam, jak byłam traktowana. Dlatego dążyłam do tego, by drugą ciążę zakończył poród w domu, co od kilku lat w Polsce jest całkiem legalne, choć w społeczeństwie brak o tym informacji.

Na początku ciąży zorientowałam się w temacie i skontaktowałam się z położną, która przyjmuje porody domowe w moim mieście.

Przygotowania do porodu z położną odbywały się w ostatnim miesiącu ciąży. Były wykłady, rozmowy, ćwiczenia i lektury. Do tego musiałam zadbać o poprawę wyników swoich badań. Nie każda kobieta kwalifikuje się do porodu w domu – ze względu na stan zdrowia, ułożenie dziecka itp.

I przyszła ta noc.

Początkowo obserwowałam skurcze, aby dowiedzieć się, czy to już, czy to tylko macica trenuje (co nazywa się skurczami przepowiadającymi). Później, gdy skurcze były intensywniejsze, usiadłam z Mężem tak, jak uczyliśmy się z położną i oddychałam tak, jak się uczyłam, by uspokoić oraz dotlenić siebie i Dziecko.

W pewnym momencie zadecydowałam, że dzwonię po Rodziców, żeby zabrali do siebie starszego Syna. Spakowałam jego rzeczy, wydałam instrukcje i dalej trwałam w domu z Mężem i skurczami. W swojej codziennej koszuli nocnej, jedynie przy małej, nocnej lampce.

Brzmi znacznie lepiej niż w szpitalu, który jest obcym, ostro oświetlonym miejscem, gdzie pytają rodzącą kobietę o historię chorób w rodzinie i proszą o przedstawienie wyników kolejnych badań. Ale nie chcę dzisiaj pisać o szpitalu. Zaczęłam ten tekst zupełnie inaczej – porównując poród w domu z porodem w szpitalu. Ale nie chcę tak. Nie chcę wracać do tamtych spraw. Chcę cieszyć się wspomnieniem ostatniego porodu, który był dobry dzięki moim poszukiwaniom rozwiązania innego niż szpital i dzięki mojej decyzji.

Tak, to była decyzja bardzo poza dzisiejszym schematem i utartymi ścieżkami. A przecież tak prosta i zdrowa.

Nie zamieszczę tu opisu mojego porodu – to moja prywatna sfera. Podzielę się z wami moimi wrażeniami oraz luźnymi i super ważnymi myślami odnośnie porodu domowego.

1. To nie odwaga

Kiedy mówiłam znajomym o mojej decyzji rodzenia w domu, słyszałam: odważnie. Owszem, jeśli decydujesz się na poród w domu, odpowiedzialność spoczywa na tobie, partnerze i położnej. Bierzesz sprawę we własne ręce.

Może szpital daje złudę większego bezpieczeństwa i komfortu. Bo możesz jęczeć do personelu o coś przeciwbólowego, bo przynajmniej w myślach możesz zwalać winę za swój ból na innych. Ale czy twoje jęki zostaną wysłuchane? Czy w tym momencie ma znaczenie, czyja wina? Nie. Jesteś ty, dziecko, poród. Sama się w to wplątałaś. Musisz to przejść.

W domu może nie dostaniesz gazu niby-przeciwbólowego, ale za to możesz jeść, pić, przyjmować dowolne pozycje, włączyć muzykę, przytulić się do męża, poprosić o masaż położną, która jest tylko dla ciebie!

/poniższy akapit zawiera bardzo biologiczny opis, osoby wrażliwe proszę o pominięcie go/

Dla mnie odwagą byłoby ponownie wejść do szpitala, w którym zaczęło się od tego, że położna wpisała do komputera błędną grupę krwi jako moją, a zakończyło się (już w domu) tym, że jakiś tydzień po porodzie wyjęłam z siebie kawał łożyska. Z pępowiną. (Dla nieobytych w temacie: łożysko MUSI urodzić się całe – jeśli tak nie jest, od razu wykonuje się zabieg oczyszczania macicy – w przeciwnym razie kobiecie grozi nawet zgon z powodu wykrwawienia lub megainfekcji, bo jakby nie patrzeć, w ciele zostaje wtedy kawał psującego się mięsa).

1. Być Człowiekiem

Cudowne było to, że kilka razy położna dała mi mocno odczuć, że to ja jestem ekspertem od mojego ciała i mojego porodu. Czułam się silna. Decydowałam. Pytała mnie. Słuchała. Na pytanie Męża, skierowane do niej, potrafiła odpowiedzieć: Ula decyduje. Ufała mi, więc też czułam się jak dorosły człowiek – samodzielny, odpowiedzialny, samostanowiący o sobie. Wolny.

W szpitalu są tabelki, normy i procedury i to one decydują o prowadzonych czynnościach, nie rodząca.

Być przedmiotem, a być podmiotem – to ta różnica.

Położna była też empatyczna, współczująca, słuchająca. Gdy panikowałam przed zakładaniem szwu – dziwiła się, ale starała zrozumieć. Nie zostałam wyśmiana, tylko dostałam znieczulenie. Mogłam prosić o przerwy w zabiegach. Na jednej z wizyt patronażowych nie dałam się dotknąć – i położna zrezygnowała z badania tego dnia.

Nic na siłę (chyba że miałoby to realny wpływ na życie czy zdrowie).

Znacie lekarza, który po porodzie szpitalnym czekałby, aż rodząca zdecyduje, że no dobrze, już można jej założyć szew?

2. Poród w domu to poród

Mój poród w domu nie wiązał się z żadną ekstazą, przyjemnością, celebracją. Nie piałam z zachwytu nad sytuacją ani matką naturą, ani bozią, która to wszystko wymyśliła. Poród to poród. Boli niemiłosiernie. Nieraz w czasie skurczu myślałam i mówiłam już mi się nie podoba, wypisuję się, wcale mi się nie podoba. W trakcie i po wiesz, że już nigdy więcej.

Zaletą porodu w domu jest jedynie to, co napisałam w tytule. W swoim domu pozostajesz człowiekiem. Nie numerem, procedurą, mięsem, elementem na taśmie produkcyjnej, ani nie trzema tysiącami, które szpital dostanie za ciebie i noworodka (zadłużone placówki będą dążyły do zrobienia ci cesarki, bo za to dostają więcej kasy). Samostanowisz o sobie. Jesteś wolna. Nikt nie każe ci leżeć na wysokim łóżku, na plecach, obwiązana kablami KTG i rurkami z kroplówką.

3. Dom

Cudowne jest to, że wybierając poród domowy, w domu jesteś w czasie porodu, no i po porodzie. Dla mnie pobyt w szpitalu był traumą. Bo do potrzeb noworodka oraz bolesności i dyskomfortu okresu połogu dodaje się jeszcze rytm czynności szpitalnych (kąpiel, kiedy właśnie uśpiłaś niunia) i obce, wtrącające się, zawsze lepiej wiedzące osoby.

Masz swój dom, swoje widoki, swój sedes, swoją wannę – nie musisz na nie czekać w kolejce. Masz swoją kuchnię ze swoim jedzeniem.

Dziecko jest w wybranych przez ciebie ubrankach, w waszych domowych bakteriach.

Masz męża przy sobie przez znacznie dłuższy czas niż podczas wizyt w szpitalu. Może ci więcej pomóc – tak samo inne osoby.

Tata od pierwszej chwili zajmuje się dzieckiem, nawiązuje z nim kontakt. W szpitalu, kiedy poszłam wziąć prysznic, a Mąż został na korytarzu z pierwszym Synem, podeszła do niego położna i pytała, co, jak i dlaczego on tu z tym dzieckiem robi.

4. Regeneracja ciała i ducha

Szybciej odzyskałam dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne. Po porodzie w szpitalu psychika kompletnie mi siadła, natomiast ja siadać nie mogłam przez dziesięć dni.

Jakie kroki podjąć, jeśli chcesz rodzić w domu?

1. Jeśli już jesteś w ciąży, jak najszybciej skontaktuj się z położną, zajmującą się porodami domowymi w twojej okolicy.

2. Zapoznaj się z listą przeciwwskazań do porodu domowego i na ile możesz, kontroluj te sprawy (poprawiaj wyniki badań itp.). Sama musisz o siebie zadbać, bardziej niż gdybyś oddawała się w ręce personelu szpitala (chociażby kwestia GBS czy czynnika Rh minus – sama musisz się tym zająć). Poglądowa lista dostępna tu, ale najlepiej zapytaj o wszystko wybraną położną. Wiem na przykład, że przebyte cesarskie cięcie nie jest przeciwwskazaniem do porodu domowego (a na liście widnieje jako przeciwwskazanie).

3. Czytaj. Książki osób, nastawionych na naturalne porody. O przebiegu porodu, pozycjach do rodzenia, metodach radzenia sobie z bólem. I opowieści o porodach domowych. Taka wiedza pomaga być pewną siebie, a historie porodów dają obraz tego, jak to może wyglądać (z seriali ani opowieści mamy raczej nie dowiesz się niczego o porodach domowych).
Tylko nie przesadź! Twoje ciało ma swoją mądrość, więc nie przejadaj się wiedzą. Dwie-cztery książki w tych tematach wystarczą.
Ja czytałam chociażby Położną Jeanette Kalyty – możesz przeczytać moją recenzję.

5. Boskość

No dobrze. Tak naprawdę to w poród weszło mi coś boskiego. Podczas skurczów partych (czyli sama końcówka) podłączyłam się do jakiegoś innego, czystego, pierwotnego wymiaru i mówiłam z jakiejś niesamowitej głębi takie rzeczy i w taki sposób… Byłam bezczelnie silna, bezczelnie pewna siebie, byłam bogiem i kolosem. Nic i nikt mnie nie obchodził. Byłam pępkiem świata, a może głównym mechanizmem świata.

6. Intuicja matki

Zaraz po wzięciu Syna po raz pierwszy na ręce, zauważyłam pewien szczegół, którego ani położna, ani Mąż nie zauważyli. A po konsultacji z położną i lekarzem okazało się, że mam 100% rację i super dla nas obojga, że to zauważyłam, zareagowałam i jest… super :)

7. Instrukcja obsługi mnie

W pierwszej chwili na mój telefon z informacją ja rodzę, położna powiedziała mi, że nie rodzę. W pierwszej chwili po przyjściu do mnie powiedziała coś podobnego. A ja nie mogłam tego znieść. Są różne typy ludzi. Mnie krytyka zniechęca, zamyka, a niewielka nawet pochwała dodaje skrzydeł, że ho-ho! Więc na dzień dobry przekazałam położnej instrukcję obsługi mnie: proszę mi mówić dobre, pozytywne rzeczy, mówić, co idzie dobrze, a nie, co jest źle, wtedy wszystko pójdzie dobrze i szybko. I tak było.
To taka szczerość i konkret, które ułatwiają, a nie są praktykowane przez ludzi.

poród w domu, poród domowy - kwestia zdrowia

Żeby móc rodzić w domu, musisz się zdrowo prowadzić.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: