Opowieści porodowe bywają ciekawe, pouczające, ale są też bardzo prywatne. Ja upublicznię tutaj konkret, który być może będzie dla kogoś wskazówką, a dla mnie – listem dzisiejszej Pani Strzelec do Pani Strzelec w ewentualnej kolejnej ciąży.

O co powinnam zadbać przy kolejnym porodzie, czyli co bym zmieniła w stosunku do pierwszego. (Czyli co inne kobietki mogą sobie przemyśleć przed którymkolwiek z kolei porodem.)

Kolejny poród – co bym zmieniła?

1. obecność Męża przy porodzie

– Bo przyda się wsparcie psychiczne, obecność bliskiej osoby.

– Dla większego poczucia bezpieczeństwa. Czyli dla wyższej kultury osobistej personelu. Niestety, rodząca kobieta to człowiek w bólach, stresie i o odmiennym sposobie oddychania, co utrudnia komunikację, odbiera chęci scalania myśli z działaniem, utrudnia upominanie się o swoje prawa. Jak krowa, która coś tam wyje, ale generalnie zajmuje nam łóżko, a i tak nikt za nią nie urodzi. Rzecznik praw się przyda, bo kobieta też człowiek i prawa swoje ma. Jeśli będę rodzić po raz kolejny, będę chodzić do toalety i będę chodzić dla chodzenia.

– Bo może pomóc urodzić. Jak położna. Wtedy kiedy ona lata do innej pacjentki. Kobiecie w bólach się już nie chce, albo zwyczajnie nie kojarzy, co do niej mówiono, mimo że minutę temu to rozumiała. Mąż może m.in. powtarzać to, co mówiła położna: o oddychaniu, zatrzymywaniu, wydychaniu, zamykaniu, parciu. Idealnie byłoby, żeby tak jak niejedna położna wiedział, kiedy nakrzyczeć, a kiedy pogłaskać po głowie.

2. poród bez przyspieszaczy

– Bo chwała za wynalezienie oksytocyny, ale tak jak wszyscy nie bierzemy insuliny, żeby nam poziom cukru regulowała, bo nam kurna ten system działa i insulina się produkuje, tak samo oksytocyna niech będzie stosowana w uzasadnionych przypadkach. A trzy metody przyspieszania (tyle zastosowano u mnie: czopki, kroplówa, przebicie pęcherza) dla zdrowej baby ze zdrowym dzieckiem i naturalnie w terminie rozpoczętym porodem, to powinien być kryminał dla zarządzającego szpitalem.

Bo to jest wyjątkowy moment i proszę mi go nie przyspieszać! Mam do niego prawo. Krwa! Mam prawo leżeć i kwiczeć przez siedem godzin. Bo to wyjątkowe, jedyne. Naprawdę. Nowy człowiek. Cud. Z innego człowieka. To był mój Pierwszy Raz. Nawet głupie onety wiedzą i rozpowszechniają, że pierwszy seks to powinien być powolny, romantyczny, jedzenie, świece, prysznic, światło, ubrania, zapach… Bo przeżywanie seksu to coś wielkiego i bo to pierwszy raz. Jedyny. To samo powinniśmy mieć wdrukowane w świadomość z porodem. Jeśli nie bardziej!

– Bo naturalne jest normalne, dobre, nikomu nie zagraża, cały proces jest optymalnie dla mnie rozwijany. Będę robiła, co czuję. Bo bez przyspieszaczy może będę czuła.

W szpitalu zabrakło asertywności. Teraz mówię, że nie rodziłam. Odebrano mi poród. Odebrano mi TEN Moment. Z Nim. (Powinien być z Nimi.) Jedyny. Już się nie powtórzy.

Szkoda. Bardzo.

Dobrze, że ciąża i macierzyństwo dają hormony wyluzowujące, bo bym zabijała.

A teraz siedzę na kanapie, spisuję swoje myśli i pogryzam winogrona. I tak ma zostać – w kolejnej ciąży nie zamierzam nie będę się stresować. Nie warto.

A po porodzie będę szukała wśród personelu informacji o tym, jak odciągać mleko.

1 Poród - co bym zmieniła - blog Pani Strzelec o świadomym życiu

Więcej w tym temacie:

Poród w domu – warto! Jeśli chcesz być traktowana jak człowiek
Jeannette Kalyta „Położna” – nawet jeśli nie planujesz macierzyństwa

blog | archiwum | about | followuj | czytaj z Legimi


Lubisz moje pisanie i nie chcesz przegapić nowych artykułów? Zapisz się na powiadomienia mailowe.