Pogarda dla gatunku ludzkiego. Ja też mam swoje uczucia - blog Pani Strzelec o świadomym życiu i wolności, życiu wg własnych zasad

Otóż wyprowadzam się do lasu. Postanowione.

Szanuję ludzi

Mam wbudowany w siebie szacunek dla drugiego człowieka, chęć pomocy, uczynność. Bez doprowadzenia do zapominania o samej sobie. Ale zawsze zwracam uwagę na innych.

Po brazylijsku i rosyjsku

I to wszystko było w czasie przeszłym. Z dwóch źródeł słyszałam pewne spostrzeżenie na temat mentalności Brazylijczyków, podobną mają ponoć też Rosjanie. Mianowicie zrobią wszystko dla rodziny, ewentualnie na to samo mogą liczyć naprawdę bliscy przyjaciele. W tym sensie Brazylijczycy i Rosjanie z tych opinii są nastawieni na relacje z ludźmi. W te relacje ładują swoją energię, czas, uwagę i pieniądze. Natomiast pozostałych osobników gatunku homo sapiens traktują jak kamienie, słupy. Nie zauważają, nie ustąpią, popchną jeszcze. Traktują obcych jak powietrze. I od dzisiaj taką postawę niestety wprowadzam jako swoją zasadę.

Zasady

Mam różne zasady. Co do jedzenia, pory kładzenia się spać, korzystania z telefonu i papieru toaletowego. To wszystko były zmiany, które sama sobie narzucałam, by świadomie wybrane działania w tych sprawach z czasem stawały się naturalne i coraz bardziej automatyczne. I w ten sposób nauczę się widzieć w każdym człowieku, którego mijam na ulicy, psią kupę. Chyba że kogoś znam, wtedy będę podejrzliwa, ale nie wroga.

Zlot chamów

Szczególnie wiele sytuacji, w których ludzie zachowywali się jak demony, doświadczyłam, odkąd z Mężem założyliśmy firmę. Wcześniej nie przeczuwałam możliwości istnienia takiej ilości ani takiej intensywności, głębokości chamstwa. Nie będę przytaczać tych sytuacji, bo nie chcę ich znowu przeżywać. Ludzie kłamią w żywe oczy i się tego nie wstydzą. W firmie mamy kamery, żeby ewentualnie pokazać chamowi, że mówi nieprawdę. Nauczyłam się już, że wiele rzeczy warto mieć na piśmie. Mam bardzo niewiele wiadomości na skrzynce mailowej, bo jako minimalistka nie gromadzę, ale korespondencję z jedną firmą, która ewidentnie chce Męża zrobić w bambuko, trzymam i nie kasuję. To jest kilka razy więcej wiadomości niż pozostałe, których nie kasuję.

Ale co mnie wczoraj doprowadziło do aż takich i jeszcze gorszych emocji, myśli i słów?

Byłam umówiona na USG na konkretną godzinę w przychodni w ramach nfz. Przychodzę na swoją godzinę, pod gabinetem siedzi 5-6 kobiet. Mówię grzecznie dzień dobry, mówię, na którą godzinę jestem umówiona, pytam, co i jak, kto przede mną. Normalna sprawa. Dwie babki wysuwają się na pozycję osób mówiących za grupę. Nie powiedziały, na którą są umówione. Miałam tu już podejrzenia, ale dlaczego miałabym kogoś podejrzewać i wypytywać, ciągnąć za język starsze ode mnie w większości kobiety? Każdy ma na jakąś godzinę i już. Dowiedziałam się, że jest opóźnienie i one tu tak jak przychodziły… Podejrzewałam, ale usiadłam i weszłam po nich wszystkich. U lekarki na biurku leżała lista osób zapisanych na dziś z godzinami. Kiedy mnie wykreślała, zobaczyłam 3-4 wykreślone osoby po kolei poniżej mojego nazwiska, z późniejszymi godzinami.

Po prostu kur*y świadomie wepchnęły się przede mnie, osobę umówioną na godzinę wcześniejszą niż one, o czym wiedziały! Świadomie, chamsko i milcząco wepchnęły się w kolejce przed babę w ostatnim miesiącu ciąży. I ja nie jęczę, że jestem w ciąży. Ja zadzwoniłam, umówiłam się na jakąś godzinę i to jest normalne, żeby wejść, kiedy jest moja kolej.

Niech będzie, że te dwie, które gadały, były i byłyby tak czy inaczej jawnie chamskie i drące dzioby ze swoimi racjami. Ale reszta tak samo jak te dwie po prostu milcząco weszła przede mną.

Uwaga, wszystkie kur*y (powiedziałabym krowy, ale nie chcę biednych zwierząt obrażać), które dzisiaj wepchnęły się wczoraj przed babę w ciąży na usg na Topolowej w Lublinie, nie wiem, z jakimi chorobami chodzicie, ale… /tu same wstawcie sobie klątwę przeciw sobie/. Różne brzydkie rzeczy o waszym przyszłym losie powiedziałam przez telefon Mężowi, ale to było w emocjach. Na poważnie nie rzucam klątw, bo to bardzo brzydkie. Same się ukarajcie.  Tak na mnie, szmaty, zadziałałyście. Możecie się też wolontariacko zgłosić do przywódcy jakiegoś brzydkiego państwa, żeby w waszych domach przeprowadził jakieś swoje nuklearne eksperymenty. Albo chemiczno-biologiczne.

Wyprowadzam się do lasu. W ciepłym klimacie

Jak spotykam takich ludzi, to ja nie chcę tu być. Żadnych ulic (z pikaniem sygnalizacji 24h na dobę), samochodów, płacenia za zus, żadnych beznadziejnych lekarzy, których nie interesuje pacjent, tylko żeby mieli papiery wypełnione, ani banków, do których nie można się dodzwonić.

Wypisuję się z tego świata, z tego chorego społeczeństwa. Nie chcę spotykać takich ludzi monstrów jak dzisiaj.

Napomkęłam wam przy okazji informacji o wynikach blogowej ankiety, o tym, że mam jakieś światowe plany.

Polska ma tak słabą walutę, że życie w wielu krajach Ameryki Południowej jest droższe niż u nas (a myśleliście, że to trzeci świat), tak samo w Europie, nie mówiąc o Ameryce Północnej czy Australii i Nowej Zelandii. Dlaczego miałabym tu siedzieć, przeżywać zimę z ubieraniem siebie i dwójki maluchów i płacić obowiązkowe ubezpieczenie na usługi, których nie ma, kiedy mogę zarabiać w innej walucie?

Dlaczego mam żyć tu, gdzie się urodziłam, a nie tam, gdzie klimat i dostępne pożywienie są idealne dla gatunku homo sapiens?

Dlaczego mam mieszkać w trującym ciało, umysł, psychikę i ludzkie relacje mieście, kiedy mogę mieszkać w środowisku, które bardziej sprzyja wolności?

Nazywajcie to ucieczką. Bo to jest też ucieczka. Nie tylko.

I nie będę walczyć ze stresem ani ze światem. Szkoda życia

Można walczyć ze stresem, drzeć się na ludzi, narzekać na urzędy i przepychać się z instytucjami. Ale nie chcę, żeby moje dzieci musiały patrzeć na wkurzoną, wychodzącą z powodu nerwów z siebie i drącą się przekleństwami matkę.

Mamy jedno życie i jedno zdrowie, a stres polsko-lekarsko-chamski nie sprzyja ludziom.

Będę wolna, będę szczęśliwa, uśmiechnięta, nie będę jeść z plastiku i w ogóle będę żyć według swoich zasad.

Może już po zimie, może wcześniej, a może za dwadzieścia lat. Ale wyjadę i zbuduję sobie swoje życie zgodne z moim sercem, moją wiedzą i moimi wartościami.

Kiedyś czytałam horoskopowy opis imienia Urszula. Był tam fragment: Po odchowaniu dzieci może zniknąć, i rodzina nie wie, czy dostanie pocztówkę z Bieszczad, czy z Himalajów. To ja, dzień dobry, miło mi.

A jednak siedzę tu

Póki co jestem zachowawcza, ponieważ spoczywa na mnie odpowiedzialność za dzieci, biorę pod uwagę także plany życiowe mojego Męża. W najbardziej dosłownym sensie czekałam i czekam na poród, by nie rodzić w obcym i nowym środowisku. Zupełnie dosłownie muszę też zacząć zarabiać na życie w państwach, gdzie waluta jest trzy razy droższa niż złotówka. I to w trybie 4-godzinnego tygodnia pracy Tima Ferrisa (polecam książkę), bo jako matka dwóch chłopaków (jednego już znamy i określić go można tylko jako niespożytą energię) i żona faceta, który ma własną firmę założoną po roku 2000 (statystyki tych firm są… żadne; na ogół kto dobrze zarabia, ten wybił się wcześniej), dla siebie mam może godzinę dziennie – zależnie o której postanowię położyć się spać.

Szkoda mi czasu na zmywanie makijażu, więc i rano go nie robię (poza tym kosmetyki trują).

W tej wolnej godzinie albo pracuję dla realizacji marzeń (bez tej nadziei na zmianę już bym popijała psychotropy wódką), albo dbam o siebie (jem, śpię, wypisuję jak teraz złe emocje).

A każdy człowiek na ulicy od dzisiaj będzie psią kupą. Postanowione.


Ha, a ostatnio blog był taki ładny i taki grzeczny. Nie będzie tu tak jak dzisiaj często, ale może się jeszcze zdarzyć.

I nie ma komentarzy

Miło byłoby poczytać wasze wyrazy współczucia i zrozumienia, życzenia, żeby się spełniło, czego pragnę, słowa ukojenia, nie denerwuj się, nie warto i zapewnienia, że będzie dobrze. Ale ja mam umiejętność przewidywania, podchodzącą nieraz pod jasnowidzenie i ja wiem, że przyleźliby tu zaraz bezcelowi dyskutanci. A na to nie mam siły, ochoty ani nerwów.

Na deser

Proszę: Raport NIK o polskich porodówkach.

Najwyższa Izba Kontroli zbadała, jak realizowane są przepisy co do opieki okołoporodowej, wprowadzone w 2012 roku. I okazuje się, że w wielu aspektach jest gorzej niż przed 2012.

Osoby tworzące przepisy, w których są zalecenia bez kar za niestosowanie się do nich (czyli że napisali pobożny zbiór życzeń bez mocy prawnej) – dostały pensję.

Osoby, źle zarządzające szpitalami – dostawały swoje pensje w latach 2012-2016.

Pracownicy NIKu, przeprowadzający kontrolę – dostali pensje.

A ty, obywatelu, nadal jesteś traktowany jak powietrze, psia kupa lub dojna krowa. A kobieta rodząca jak krowa idąca z własnej winy na rzeź.

Jutro będzie recenzja bardzo polecanej przeze mnie książki. Pisana grzecznie.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: