Wykonując zawód Mama zaniedbałam, a nawet podniszczyłam swój kręgosłup. Uznałam, że to będzie dobry temat do popracowania w ramach kolejnego eksperymentu, podejmowanego z Julią, Kasią i Mirą. Listopad w naszym projekcie Eksperymentujesz? był miesiącem dbania o aktywność fizyczną.

Wystartowałam tym wpisem.

Jak mi poszło?

Ćwiczyłam. Może nie codziennie. Może były dni z jedynie czterema sekundami ćwiczeń… Ale generalnie było regularnie, a niekiedy nawet nadmiernie. Przy dzieciach raz musisz zakończyć ćwiczenia niemal zanim o nich pomyślisz, a innym razem planowana krótka sesja przechodzi gładko w godzinne tańce i wygłupy.

Obiecałam po miesiącu wrócić z moją listą ćwiczeń.

Gdzie ich poszukiwałam? W artykułach (oj, nieraz ciężko przekuć to, co czytasz w ruch) i na youtube. Z tym że ja nie lubię ćwiczyć, patrząc na ekran. Z filmem uczę się ruchów, potem ćwiczenia, które polubiłam zapisuję na kartce, a potem ćwiczę z pamięci lub pomagając tej pamięci kartką.

Pierwsze ćwiczenie, które w ogóle wykonałam, rozpoczynając eksperyment, to… Stajesz prosto i wyciągasz szyję w górę, jednocześnie zbliżając do siebie i ściągając do dołu łopatki. Brzmi durnie – tak pomyślałam, czytałając opis tego ćwiczenia, ale wykonałam i jestem fanką. Fajne, proste i nie trzeba kombinować z pozycją wyjściową, tzn. nie trzeba kłaść się, klękać. Do wykonania niemal w każdej chwili w ciągu dnia.

Drugie ćwiczenie, które często powtarzam, to pamiętany jeszcze z dzieciństwa koci grzbiet.

A całą resztę można dobierać sobie w zależności od nastroju z tego filmu:

Pomoc w postaci kija od mopa w tych ćwiczeniach nieraz zastępowałam kijem wyobrażonym. Ten prawdziwy zbytnio przyciągał uwagę Dwulatka i ćwiczenia zamieniały się w moje próby uniknięcia ciosu oraz ratowania dobytku.

Efekty?

Jest lepiej. Nawet proste i krótkie ćwiczenia, ale regularne, dają efekty. Zdecydowanie.

Jako nastolatka jeździłam na koniach. Raz w tygodniu przez 45 minut. W efekcie plecy miałam tak wyćwiczone, że w szkole siedziałam wyprostowana jak… nikt. I to było widać.

Ale…

tak szczerze powiem wam: nie ma to jak siłownia. Tzn. boskie zajęcia w sali z lustrami, nie te nieludzkie maszyny i ciężary. Tam dajesz z siebie więcej. A ja teraz chyba wyjątkowo mocno tęsknię za czasem dla siebie.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: