Mieszkam na pięknym osiedlu, do którego nazwy zawsze dodaję zielone. Mieszkamy jak w parku. Są tu wielkie drzewa, przeróżne krzewy, kwiaty, małe ozdobne drzewka i inne rośliny. Fontanna, ławki, ładne alejki. Jest całkiem spory obszar bez ulic. Miło tu spacerować. Wiatr, świeże powietrze, słońce i cień, zieleń, ptaki. I owady, grające swoją muzykę w letnie noce.

Brzmi jak opis raju. I tak to wygląda.

Ale smutna prawda o zielonych osiedlach to: kosiarki, traktory, piły, przyczepy, dmuchawy do odkurzania jesiennych liści z chodników. Tak dużo trawników – tak dużo koszenia. Piękne rośliny nad chodnikiem – tyle hałasu, by zadbać o nie i ich wygląd.

Hałas i spaliny.

Może mieszkanie gdziekolwiek i wyjście co jakiś czas do lasu jest lepsze niż bycie budzonym przez wielkie maszyny i zamykanie okien na pół dnia z powodu hałasu (więc nie wpuszczamy tego świeżego powietrza do domu).

Naturę trzeba by zostawić samą sobie.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: