Pa, pa, minimalizmie. Pułapki i wady minimalizmu i innych etykiet. Blog Pani Strzelec

Pa, pa, minimalizmie

Przychodzicie tu, czytacie, czasem piszecie. Cieszę się. I wiem, że spora część z Was zagląda tu dla minimalizmu. Tego szukacie, oczekujecie, przez lata te oczekiwania spełniałam z radością, bo było mi z tym po drodze. I pewnie coś jeszcze skrobnę o minimalizowaniu, bo będąc latami wariatką w tym temacie, tak, stałam się ekspertką. Do tego bardzo dużo z zasad minimalizmu ze mną zostanie, bo kocham to życie, gdzie nie mam za dużo do sprzątania, gdzie nie mam za dużo do kontrolowania, układania i martwienia się o, gdzie mogę mieć przyjemnie pusto i przewiewnie w domu, bo nie gromadzę mebli do gromadzenia przedmiotów, gdzie lekko i ciałem i duchem mogę się przeprowadzać, gdzie nie czuję potrzeby kupowania ciuchów tylko dlatego, że wiszą w sklepach i ktoś je reklamuje. Jednakowoż tak ogólnie minimalizm jako podejście do każdej kolejnej sprawy zostawiam w przeszłości mej.

Zmieniam się i ten tekst jest o mnie.

Jeśli jesteś tu tylko dla minimalizmu, może nam być nie po drodze. Możesz przestać tu zaglądać, taka kolej rzeczy.

Chwała Pani, że taka kolej rzeczy! Nie jestem kamieniem, który przez setki lat jest taki sam. Jestem człowiekiem!

Odchodzę od wielu przekonań, kalek, uwalniam się od schematów, radykalizmów, etykietek.

Do tego, jak już Wam pisałam, trzymanie się kurczowo idei posiadania niewielkiej ilości rzeczy, szczęścia nie daje. Ułatwia, usprawnia, ale w Człowieku są różne rzeczy, i sfery, i dziwne, i niezbadane, i te całkiem banalne, które czasem trzeba ugłaskać, czasem kupić im kocyk, zabawki i rozpieścić.

Wielu ludziom jak najmniejsza możliwa liczba posiadanych rzeczy może zrobić w życiu najlepiej, na przykład jeśli chcą lekko, nomadowo podróżować, budżetowo. U mnie w życiu nie na to czas teraz.

Przy okazji pozbywania się, i niekupowania rzeczy, i bardziej świadomego życia można świetnie oszczędzić. Oszczędzać i oszczędzać. Z tym też zaczynam w swoim życiu i domu dyskutować. Mieć taki zapas pieniędzy, żeby mieć poczucie bezpieczeństwa, że w razie ucięcia się aktualnego źródła dochodu, Twoja rodzina przeżyje dwa lata (uczcie się, nauczyciele!) – to jest mega, polecam. Ale większe oszczędności, kiedy nie oszczędzasz na jakiś konkretny cel (auto, mieszkanie na wynajem, ziemia)? Nie wiem, na ile ma to sens.

Lokaty to farsa, gotówka migiem traci na wartości, a nie każdy musi chcieć mieć mieszkania na wynajem albo kupować złoto, póki nie rozumie tematu. Czy ja namawiam do przejedzenia w takimże razie? A nie wiem. To zostaje otwarte.

Co do przejedzenia, świetnie pamiętam słowa mojego wykładowcy ze studiów z przedmiotu o manipulacji (co to za studia, heh?!). Powiedział, że nikt nam tego nie powie, ale tak naprawdę najlepszą inwestycją jest kupić bilet do kina i piwo. Albo wycieczkę. Bo to masz, przejesz, doświadczysz, jest twoje. A złota, mieszkania, waluty? Po pierwsze mówimy przy nich o – niewiadomej, nieznanej – przyszłości, a po drugie i ważniejsze – są sterowane przez państwa i inne kartele. Także teges.

Puszczam radykalne idee, przestaję się etykietować i biczować, gdy wychodzę poza wybrane ramki (bo je zdjęłam).

Zdrowe jedzenie – wielkie TAK. Ale czasami wielozbożowe krakersy z tablicą mendelejewa.

Zero tv – wielkie TAK. Ale czasami chcę zjeść obiad w spokoju i włączam potomstwu (czyli znaczy się kupiłam to ustrojstwo, znaczy się na pewno nie jestem minimalistką, puszcza oko).

Nie kąpać się podczas miesiączki – no niby tak. Ale dlaczego nie, jak mi się chce?

Plastik jest be – wielkie TAK. Ale plastikowe pudła na zabawki są wygodne, nie znam alternatywy (plastikowe meble też są plastikowe, a wiklinowe i szmaciane pudła zbierają za dużo kurzu). I jak się połamią, kupuję kolejne. Plastikowe.

Kłaść się spać przed 22 – wielkie TAK. Ale kiedy mam wielką ochotę coś porobić, taką energię, pasję, takie flow – mogę sobie posiedzieć z radością i się gorzej wyspać, prawda?

Wielbić naturę – wielbię. Ale nie będę udawała, że zawsze chce mi się ruszać tyłek.

Slow life’ować – tak. Ale robienie wielu rzeczy też daje człowiekowi coś potrzebnego. I satysfakcję.

Zamówić wyjazd do Zakopanego zamiast oszczędzać, po to by w styczniu pooddychać innym smogiem? Tak.

Przestaję demonizować social media i Internety, bo po co? Kto zechce zachować umiar, zachowa. Kto zechce cofnąć kijem bieg świata, straci energię. Kto zechce się uzależnić i pochłąnąć – uzależni się i da pochłonąć, i nabrać.

Tak naprawdę pierwszy raz w życiu pozwalam sobie robić to, co chcę, co czuję. Zamiast na rozum, na słuszność, na rację, trzymać się w jakichś ramach. Wyrzuciłam zasady na śmietnik, bez recyklingu, i sprawdzam, dokąd zabierze mnie czucie, flow, intuicja, chcenie.

Niby Strzelec, ale odkąd weszłam głębiej w temat (i o tym też chciałabym Wam napisać), okazuje się, że i Koziorożca dużo. Koziorożec to z charakteru despotyczne falki z olejem, taki księgowy i władca. Wszystko beznadziejne nudne, w tabelkach, ułożone, porządne, jak trzeba, słuszne, do tego apodyktyczne to bydle i nieznoszące sprzeciwu. (Ok, to lekki stereotyp, Kochane Koziorożce, nie nafuczać się tu na mnie, tak jak każdy, macie cechy, które możecie wykorzystywać i przeobrażać na plus lub na minus).

Gdzieś tu chodzi o harmonię, złoty środek, a może chwilowo bardziej o bujanie się lekko w obydwie strony każdego kija.

Uczę się pozwalać sobie na długie kąpiele, na nie-niezbędne zakupy, których chcę, na lepsze produkty, na wełnę na zimę, na kursy i książki, czasem nawet na bałagan w domu, nieuzasadnione i nielogiczne działania, zaniedbania, wyjazdy, wycieczki i znów za dużo kaw z cukrem dziennie.

Luz, luz, luz i wpuszczam Życie, zobaczymy, dokąd mnie poprowadzi.

Niech ten rok będzie bogaty, ekspansywny, intensywny, wygodny, miły i ciekawy!

Pa, pa, minimalizmie. Pułapki i wady minimalizmu i innych etykiet. Blog Pani Strzelec


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.