Ludzi wystarczy spolaryzować i już społeczeństwo jest rozczłonkowane, zatomizowane, w każdym widzi wroga.

Może by spróbować pozdejmować z siebie etykietki i zobaczyć, co by wtedy było?

Bo zobacz:

Ty jesteś weganinem a on nie.

Ty jesteś pracownikiem, on pracodawcą.

Ty jesteś freelancerem, on etatowcem.

Ty pracujesz w korporacji, on u siebie.

Ty w budżetówie, on w firmie.

Ty dajesz ludziom konkret, on tworzy jakieś dziwne usługi.

Ty jesteś rodzicem, on nie ma dzieci.

Ty karmisz sztucznym mlekiem, ona piersią.

Ty nakładasz czapeczkę, ona pozwala latać bez butów.

Ty pozwalasz się zabrudzić, ona prasuje jak szalona.

Wy dajecie kaszę jaglaną, oni słoiczki.

Ty farbujesz włosy i malujesz paznokcie, ona nie.

Ty mieszkasz w mieście, on na wsi.

Ty głosujesz na partię a, on jest zwolennikiem b.

Ty jesteś przywiązany do miejsca urodzenia, on wyemigrował.

Ty ćwiczysz, ona nie.

Nie chodzi o to, byś przestał być Polakiem albo na siłę jadł mięso. Ale żebyś na spokojnie mógł się spotkać z mięsożernym obywatelem świata i zrobić wspólnie coś dobrego w jakiejś sprawie która nie dotyczy jedzenia ani patriotyzmu, a tych spraw jest przecież wiele.

Oglądaliśmy z Mężem ku rozrywce program Agent gwiazd.

Na co zwrócił mi uwagę Mąż? Że w pierwszym odcinku uczestnicy oceniali inne osoby po wyglądzie lub po tym, czym zajmują się zawodowo.

Ta się wystroiła, to płytka,

tamten wielki mięśniak, to gupi,

inny z pomalowanymi paznokciami, długimi, zadbanymi włosami – takie kolorowe chuchro, no co to ma być? Lepiej go omijać.

A po iluś dniach razem uczestnik mówił osobie, którą na początku zjechał w swojej ocenie, że fajny z ciebie gość, że coś ważnego wnosił do grupy, będą tęsknić, zżyli się

Niechby nawet to było wyostrzone lub wyreżyserowane pod telewizję albo wynikało z kultury i chęci bycia miłym wobec osób, które odpadały…

Ale coś takiego jest.

Mąż mówi:

– No kogo ja nie lubię? No Kwaśniewskiego. Ale myślę, że jakbyśmy tak pobyli razem w lesie kilka dni, rąbali razem drewno, byli sobie potrzebni, to byśmy się polubili.

No właśnie.

Bo my póki co odgradzamy się od siebie. Każdy patrzy się w swój ekranik. A ekranik woła, by się – siebie, definiować. Ja jestem taki, a ty nie jesteś z nami. Ten jest zły bo to, tamten zrobił źle, to co ten myśli jest złe bo, tamten robi źle, bo tamto. A jeśli przed tym telewizorkiem wyrosłeś na jedynego słusznego, to ty nikomu nie chcesz podać ręki.

Spuśćmy z tonu.

Okej, on zjada zwierzęta, tamten jest socjalistą, a trzeci słucha Biebera. Trudno już. Odpuść. Zostaw to z boku.

Tak naprawdę do dobrego życia potrzebujemy siebie nawzajem.

Tak naprawdę kłótnie, zawiści, stresy i pojedynki prowadzą do poważnych chorób.

Żeby tak w drugim zobaczyć człowieka, z którym można pojeść, pośmiać się, porąbać drewno, zbudować most, zagrać w karty i konie kraść. Ach.


Otrzymuj email o publikacji nowych tekstów.
Wpisz swój adres email: