nie tylko minimalizm - no impact, proste zycie, ekologia - blog Pani Strzelec

Wiele osób trafia tutaj jako na blog o minimalizmie. Tymczasem ja, pisząc w skrócie minimalizm, mam dzisiaj na myśli styl życia, który poszedł trochę dalej niż to, czym jest sam minimalizm.

Minimalizm to ograniczanie liczby przedmiotów, zadań do zrobienia i tym podobnych, aby pozostawić miejsce na to, co dla nas ważne, na co chcemy mieć przestrzeń i czas. Taka uśredniona definicja na szybko.

U mnie za tym rzeczowym minimalizmem poszły kolejne tematy i dzisiaj to, do czego dążę, nazwałabym stylem życia no impact. Nazwę skopiowałam od pana Colina Beavana aka No Impact Man. No impact brzmi dla mnie trafniej i bardziej zrozumiale niż bez wpływu.

O co chodzi? O co mi chodzi? A o to, że mam mało przedmiotów. Kupuję tylko to, czego naprawdę potrzebuję. Czyli głównie jedzenie. (Pozostałe zakupy zapisuję, analizuję i chcę się tym dzielić z wami). A to jedzenie próbuję kupować jak najmniej opakowane i nosić w swoich torbach, nie biorąc nowych plastików ze sklepu. W ubraniach wyglądam ładnie i schludnie, ale służą mi one przede wszystkim do niemarznięcia. Nie kupuję ciuchów dla rozrywki. Jeżdżę samochodem, który jeździ, mogę nim parkować i mało pali. Czyli w sumie żyję skromnie z wyboru. Czyli nie potrzebuję dopływu nie wiadomo jakich milionów na nowe zasłonki, zabawki i kolczyki. Jeśli nie potrzebuję zatyrywać się na trzy etaty z dodatkową robotą do domu – na dom czy półciężarówkę – a na dodatek nie mam wielu przedmiotów do sprzątania, a nawet nie prasuję i niewiele gotuję… to jakoś mi luźno i spokojnie. I czas mam. Bez szału, nie medytuję całymi dniami przy dwójce małych dzieci, ale jednak mam chociażby dla nich czas.

Upraszczanie, odcinanie niepotrzebnego – to mój styl życia. Taki noł impact-owy.

Gdyby tak była nas znaczna ilość… Gdyby znaczna liczba ludzi przestała kupować niepotrzebne ciuchy, bransoletki, tablety i nadmiarowe, nieadekwatne do potrzeb mieszczuchów auta… Mniejsza produkcja, mniejsze zanieczyszczenie świata toksynami i plastikami, mniej śmieci. Mniej pracy, bo i te fabryki chudziej, i prądu byśmy nie ssali tak mocno i długo w noc, i te centra handlowe tak nie bardzo, ani supermarkety, ani marketingi ze ściganiem się na loga, gratiski, teczki i kampanie.

Na utrzymanie takiego życia wystarczałoby mniej godzin pracy. Więcej czasu po pracy z ludźmi. Zwrócilibyśmy się może w końcu do siebie. Jak już nie polowałabyś w sieci na nowe majtki. Wiecie: rodzina, relacje, bezpieczeństwo.

(Jeśli niedobrze ci od obrazów utopii, luzik, zamknij kartę.)

Tylko głupio iść samemu w tym kierunku. Bo jeśli dookoła będą szczęśliwi, będąc wprzęgniętymi w standardowy kocioł pracy-kupowania-kredytu-tyrania-włączania-dzieciom-ajpada-bo-nie-mam-czasu, to z kim w tym odzyskanym czasie relacje budować, z kim się bawić, rozmawiać?

Ja wiem, że w tym kierunku nie idę sama. Wiem, że tam jesteście. Ula, Catherine, Ajka i wiele innych osób. Inspirujmy się nawzajem, żeby nie schodzić z drogi, która nam się podoba. Mnóżmy się ;)

Także piszę o minimalizmie rozwiniętym do no impact prostego życia.

I wiecie co jeszcze wam powiem? Ja nie chcę pisać o ekologii. Ja, osoba, która poważnie zastanawia się, czy kupić jeden zeszyt, czy nie, bo to papier i uciśnieni pracownicy, i ten tego. Ja chcę być jak najlżejsza dla środowiska naturalnego – to dla mnie ważne. Ale to i proste jest – jak najmniej zużywać. Nabyć trochę wiedzy (ale nie wierzyć ślepo) np. na temat tego, że znacznie więcej ziemi trzeba do wyżywienia ludzi mięsem niż roślinkami. Obrać swój kierunek.

Nie chcę pisać o ekologii, o toksynach i tych wszystkich strasznych rzeczach. Właśnie dlatego, że to jest takie negatywne. A i trochę kojarzy się z oszołomami, nieraz niemyślącymi, a ślepo wierzącymi, nieraz radykałami, straszącymi, niedopuszczającymi do siebie faktów, jak chociażby konieczności zastosowania mniejszego zła w różnych sytuacjach (a nie żadnego zła) lub istnienia kilku różnych nie-idealnych wyjść… Chcę być eko, nie chcę o tym gadać. Bo dla mnie to proste: jak najmniej kupujesz, a jeśli kupujesz to jak najrozsądniej na podstawie swojej wiedzy o ekologii (materiał, miejsce produkcji, co się dzieje z tym po zużyciu), używasz jak najmniej prądu, gazu, wody itd.

Ot, tworzymy sobie proste, spokojne życie i je żyjemy.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: