Nie musisz kupować koszyczka na Wielkanoc - minimalizm Pani Strzelec

Za każdym razem, kiedy wchodzę do pewnego supermarketu na literę L, zadziwia mnie stos rzeczy poustawianych na wejściu i w części sezonowej.

O na przykład teraz idzie Wielkanoc. Menedżerowie sklepu L. sądzą, że potrzebujesz w związku z tym kupić koszyczki, kurczaczki, nic niewarty olej kokosowy rafinowany i sztuczne kwiaty. Dalej nasionka, cebulki i fotel ogrodowy za jedyne 999 złotych.

Ha, zaraz. Oni wiedzą, że na 99% tego nie potrzebujesz! Ale wiedzą też, że kupisz. Nasza zwierzęca natura, zbieractwo, może -się-przyda, wiem-co-bym-z-tym-zrobiła. Do tego okazja: cena wpisana tak, by wyglądała na niską plus ostrzeżenie, że obowiązuje tylko przez określony czas.

Taki menadżer to nie jest etyczny zawód. Nie patrzy na środki, dążąc do celu. Ma być piniondz, więc jako menedżer sprzeda ci g, którego może nawet nigdy nie użyjesz. Ale zgarniesz ze sklepowego stosu i zaniesiesz do domu.

O ile menedżer jest świadomy tego mechanizmu, działa z premedytacją na twoją niekorzyść. Dokładnie tak, jak doradcy finansowi, którzy wciskają produkty finansowe, na których nie sposób zarobić, a raczej strata jest pewna – wciskają je nawet swoim najbliższym. Spowiadając się potem z tego i innych nieczystych zagrań Pawłowi Reszce do książki Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy.

Dlaczego nie musisz kupować koszyczka na Wielkanoc?

Bo może masz z poprzedniego roku? Czy zjadłaś ten koszyczek, spaliłaś? Czy przedmiot, używany dwa dni w roku, uległ zniszczeniu, spowodowanemu użytkowaniem?

– A jeśli wyprowadziłaś się na swoje i założyłaś swoją rodzinę, zastanów się, czy ty chcesz mieć koszyczek wielkanocny, czy chce go tylko cała reszta świata wokół ciebie. Czy jesteś katoliczką, czy ta tradycja przemawia do ciebie, czy lubisz i chcesz…?


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: