jak odmienić zły dzień - blog Pani Strzelec

Jak naprawić zły dzień?

Zdarza się tak, że żyłaś normalnie, miałaś dni dobre, dobre, bardzo dobre i takie po prostu okej, aż tu nagle zmienia się pogoda, biometr, ciśnienie powietrza, przemagnesowanie Ziemi… Zmienia się miesiąc, pora roku, nachodzą chmury, świat szarzeje, zimnieje i wieje, a pod tymi chmurami całe mazowieckie daje ostro w kominy. Kto chce odetchnąć świeższym powietrzem, wsiada w pociąg do stolycy. Ale może po prostu nie chce Ci się ruszać na ten pociąg, albo klimatyzacja i hałas Warszawy dobiłyby Cię nie mniej niż te śmierdem nasączone chmury.

A może to był tylko zły układ planet, czy jakakolwiek inna przyczyna. Przemęczenie, zajechanie się.

I masz zły dzień. Możesz czekać aż sie skończy, co nieraz jest jedynym wyjściem, jeśli nie jesteś nawet w stanie się podnieść. Ale jeśli się ruszasz, proponuję w pewnym momencie zły dzień naprawić. Przekręcić energię. Bo szkoda życia, i po co ono, jeśli mamy czekać tylko na koniec dnia (jak już wielu biednych ludzi czeka do piątku i do wakacji, albo do świąt jakichkolwiek, albo do meczu).

Oto co mi naprawiło jeden niedawny zły dzień (wcale nie musi sprawdzić się u Ciebie!!):

1 | Usuwasz z domu wszystkich ludzi.

Szczególnie jeśli jesteś introwertykiem. Bez spełnienia tego warunku ciężko nam nabrać energii. Cisza, spokój, spora dawka samotności to jedyne zdrowe środowisko życia dla nas, introwertyków – powiedziała babka, która wybrała być matką, nieposyłającą dzieci do placówek.

2 | Usuwasz z domu siebie, znaczy zostawiasz bajzel jaki jest i odwiedzasz sklep.

Kupujesz to, na co masz ochotę. Kupujesz nawet mordellę, jeśli akurat się skończyła, a dziecko ostatnio niefartem polubiło, i tą mordellą możesz kupić sobie te pół dnia lepszego dnia. Czasem warto. Zdrowie psychiczne też ważne.

Stan psychiczny matki wpływa na wszystkie sfery życia wszystkich członków rodziny. Warto. O ideały bezsłodyczowe będziem walczyć, jak ten słoik się skończy.

No i, kochana, składniki na sałatkę. Tylko fety nie kupuj. Nie chodzi o to przecież, żebyś się nawkurzała, wyciągając to z opakowania i krojąc, i odklejając. A nie jesteś przecież taką wygodną amerykańską fast-food niedojdą, żeby kupować ser już pokrojony w kostki. Przecież możesz pokroić sama! Ale nie chcesz kroić, więc bez fety będzie.

3 | Wracasz do domu i włączasz Dirty Dancing 2 soundtrack.

Tak, żeby sąsiad słyszał, ale nie tak, żeby przychodził, bo jako matka błogosławiona akurat samotnością w domu, nie masz czasu na pogaduszki.

4 | Rozpakowujesz zakupy i tak po wierzchu, w najważniejszych punktach ogarniasz mieszkanie i kuchnię.

Żeby ruszyć tę niedobrą energię chi Marie Kondo od gadania do skarpet czy jakątam, zakręcić, przekręcić, odesłać i wykurzyć, i zrobić miejsce na świeżość (musisz, babko, zrobić świeżość od środka, bo za oknem przeca kominy miasta z dobrym klimatem i lidera sosnowych klimatów).

5 | Zapalasz więcej świateł niż Ci przystoi jako pani wielce oszczędnickiej i eko.

6 | Nalewasz sobie wina.

Może być białe, żeby było inaczej.

7 | Sobie pijesz, sobie kroisz tę sałatkę, sobie tańczysz do Dirty Dancing 2 soundtrack.

I już. Dzień naprawiony, energia ruszona, szarość wywiana. Zajadasz sałatencję, wstawiasz pranie, sprzątasz, sprzątasz i wycierasz. Już jesteś w stanie kochać swoją rodzinę. Jeśli rodzina wróciła, zamykasz ją w pokoju z balonem ;) Dalej kroisz i zajadasz.

PSy do tego tekstu znajdziesz tu. Musiałam je rozdzielić, bo rosły, rosły i chyba chciały mi ten tekst pożreć.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.