W świat mania więcej niż osiemnaście lat wkroczyło już sporo roczników, wychowywanych w dużej mierze bezstresowo. Rynek pracy kwiczy, pracodawcy płaczą, świat umiera, a stare pokolenia lub takie graniczne, jak ja, które potrafią świadomie chybnąć się w słuszniejsza stronę granicy, zacierają ręce i widzą siebie spokojnie w pracy do sto trzydziestki, bo przecież młodsze pimpuszki pracować nie bedą. (Tak, generalizuję).Jak sobie zdefiniujemy na szybko wychowanie bezstresowe? Wyłożyłabym, tu takie elementy jak: bardzo miła atmosfera w domu, unikanie kłótni i trudnych tematów, brak agresji, unikanie pokazywania negatywnych emocji przez rodzica, brak wybuchów, brak emocji, robienie niemal wszystkiego, by dziecko nie płakało i było zadowolone, nagradzanie bycia grzecznym, nagradzanie dobrych ocen, tworzenie dzieciom miłego dzieciństwa i nieprzyzwoite przedłużanie go. Tworzenie ludzi bezradnych, życiowych niemot.

największa wada bezstresowego wychowania?

Otóż jeśli dziecior nie zemrze przed osiemnastką, czy tam dwudziestką, czy tam innym wiekiem wypłynięcia z domu, prędzej czy pózniej drogi rodzicu, życie jeb#%~#%< twojego cukiereczka w głowę, świat go jeb?&%#€ po głowie. Innych ludzi twoje dziecko obchodzi tyle co papierek rzucony na chodnik. Trochę więcej, jeśli wchodzi do sklepu z pełnym portfelem. Ale generalnie, nikt go nie będzie głaskał po główce ani ukrywał specjalnie przed nim swoich emocji, jego błędów, jego żałosności i innych trudnych spraw.

jak przeciwdziałać zrobieniu tego swoim dzieciom?

Ogólnie i opisowo: pokazuj dzieciom świat. Prawdziwy świat. Czyli nie w stu procentach i zawsze słodki. Świat który jest dobry i jest zły. Życie które jest słodkie i gorzkie. Ludzi którzy są mili, dobrzy i którzy są chamami i oszustami, niewartymi splunięcia, a co dopiero mówienia im dzień dobry, dziękuję, proszę, przepraszam.

Pokaż im, że czasem jesteś zmęczona, że czasem nie lubisz swojej pracy, że czasem ci się nie chce, że czasem nie lubisz swoich… dzieci. Nie mów, że tatuś jest idealny, bo nie jest. Nie pokazuj, że małżeństwo to sama słodycz, że macierzyństwo to sama słodycz, że praca to sama słodycz, że kościół, urząd, szkoła, zakład pracy czy jakakolwiek inna instytucja jest spójna, uczciwa i słuszna. I tak dalej.

Spotkaj ich ze światem. Jak czegoś nie umieją, nie wmawiaj im, że robią to dobrze, bo kiedyś pan Heniu i tak im powie prawdę.

Każ im się zajmować swoim życiem. Wyjaśnij, czym są pieniądze oraz siły mamy i że oba źródełka są skończone. Niech same się ubiorą, jeśli tylko umieją. Na wołanie „zapal mi światło” odpowiadaj „weź sobie stołeczek”.

W skrócie: pokaż im rożne odcienie świata (możesz pominąć biel i czerń bo ich istnienie wciąż pozostaje nieudowodnione) i przygotuj ich na życie, w którym bedą musiały mieć relacje z innymi ludźmi, sprzątać, robić pieniądze, zakupy, dbać o swoje zdrowie.

Jeśli lubisz moje teksty i nie chcesz przegapić kolejnych, zapraszam do newslettera. Żadnych prywatnych listów, żadnego pitu-pitu, tylko automatyczne info o nowym tekście:

Wpisz swój adres email:

Na blogu nie ma komentarzy. Kontakt via insta or mail.