kosmetyki bez sensu - Już wiem, dlaczego nabijam się z kremów i innych smarowideł - blog minimalistki

Już wiem, dlaczego nabijam się z kremów i innych smarowideł

Kto mnie podczytuje od dawna ten wie, że nie uznaję potrzeby wsmarowywania w zdrową, normalną skórę czegokolwiek. Od lat moje listy kosmetyków (2016 , 2018) nie zawierają tej kategorii. Z wyjątkiem olejku na słońce. Obśmiewam połowę półek w drogeriach i pewnie 95% kobiet żyjących w tym kraju, no ale… to jest moje spojrzenie. W wątrobę ani oko sobie nie wsmarowuję, to dlaczego miałabym w skórę?

Powód nr 1: Bez smarowideł jest naprawdę dobrze

Ale powiem Wam coś jeszcze, coś ważnego, co uświadomiłam sobie dopiero teraz. Obśmiewam smarowidła, bo… podobam się sobie, odpowiada mi moja skóra tak, jaką jest, lubię ją. Nie mam kompleksów, nie brzydzę się swojego odbicia w lustrze, całymi tygodniami paraduję bez makijażu i taką siebie znam, lubię. Czy ja chcę coś zmieniać, poprawiać, czy potrzebuję coś polepszać w swojej skórze? Nie bardzo.

Nie wypatruję wyprysków (yhm, nie mam?), nie sprawdzam zmarszczek.

I rzeczywiście, żeby tak mieć, odsyłam Was do mojej minimalistycznej listy kosmetyków. Bo póki byłam klientką drogerii, bywało różnie. Znów, niedawno uświadomiłam sobie, że miałam takie problematyczne miejsce: suche i czerwone, i tej suchości i czerwoności nic nie było w stanie zmienić. Nawilżania, natłuszczania, maseczki, kremiki. Nic. Czerwona plama i już, miesiącami. Do końca mych dni. I kurna nie ma jej, pewnie odkąd ja nie mam na półkach chemii!

Myjecie buzię wodą. Raz na dwa miesiące z ciekawości umyjcie buzię dobrym mydłem.

Jeśli chcecie się malować, to zmywacie makijaż kokosem.

Zimą masło shea na policzki, jeśli potrzebujecie.

I pomadka, jeśli schną Wam usta (nie pierwsza z brzegu).

Na początku lata coś delikatnego i naturalnego na słońce.

That’s all.

Tak traktuję moją twarz od kilku lat i to jest pierwszy rok, kiedy w sklepie nie proszono mnie o dowód. Może za mało alkoholu kupuję, albo po przeprowadzce tutaj w mieścinę mniejszą bardziej kojarzą ludzi i nie proszą o dowód jak w mieście wojewódzkim, albo chodzenie po świecie z czterolatkiem jest równoznaczne z pełnoletniością.

Tak czy inaczej wyglądam bosko ;) i duuuużo lat młodziej niż mam.

Powód nr 2: Ze sklepowymi kosmetykami jest naprawdę strasznie

I jeszcze jedna strrraszna obserwacja z dzisiaj. W ramach nie bycia radykałem i otwierania się na inne chciałam zaszaleć i inaczej pachnieć, wyprysznicowałam się z mydłem Luksja. Kojarzycie?

Jesteśmy z Wami 30 lat.

Produkty, które rozkochują w sobie pokolenia.

Oto Luksja effect:

luksja effect - nabijam się z kosmetyków - mydło luksja creamy silk - nie polecam - blog Pani Strzelec

To jest po kilkukrotnym spłukiwaniu mydła. Natychmiastowo sucha skóra i te białe pozostałości widoczne przy paznokciach, a nawet w zagięciach dłoni. Masakra. Ludzie, na szczęście mamy wybór :)

Aha, jakby co, być może to nie ohydny biały osad tylko proteiny jedwabiu i witaminy, a ja się nie znam ;)

mydło luksja creamy silk - nie polecam - blog Pani Strzelec

Życzę Wam zdrowje skóry, niech każdy dochodzi do niej, jak chce. Ja tylko powiadam Wam, że większość kosmetyków jest zupełnie zbędna, a nawet robi Wam większe kuku niż niedbanie o cerę.

Love, uściski.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.