Kobieta zrobiona. Wygląda tak, jak popularne aktorki wyglądają trzy razy w tygodniu. Kiedy ktoś je zrobi. Wydepilowane. Opalone. Perfekcyjne, pomalowane paznokcie razy dwadzieścia. Robiące wrażenie buty i strój. Dobrana torebka. Fryzura prosto spod suszarki, lokówki i innych lakierów. Delikatna biżuteria. I zaklejona twarz.

Mogę się zrobić. Potrafię. Błyszczę. Zachwycam. Kiedy jest okazja. Kiedy trzeba.

Ale zupełnie nie mam potrzeby błyszczenia na co dzień. I szkoda mi skóry. I stóp. I szkoda mi czasu na robienie i zmywanie.

Fajnie jest być księżniczką. Jako minimalistka i osoba coraz bardziej pewna siebie stawiam w tej grze swoje warunki. Zaklejać twarz tylko dlatego, że nie mam siusiaka? Ok, zgadzam się na taką grę. Ale już paznokcie pozostaną niepomalowane.  Życzcie mi udanego wesela!

A w celu wyszykowania naszej trójcy, by zachwycała nabyłam pięć rzeczy:

  • buty – sandały na długie tańce, do wykorzystania później, bo to chyba ostatni sezon moich aktualnie używanych sandałów (jeszcze wygodniejsze tu: http://www.butydobiegania.pl/),
  • torebkę – zastąpi aktualna, gdy ta dokona torebkowego żywota,
  • kosmetyki (ok, może w tej grupie są trzy rzeczy) dla siebie,
  • koszulę dla Bobasa,
  • krawat dla Męża.

Chyba całkiem minimalistycznie.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: