minimalistyczny makijaż Pani Strzelec - prosty, naturalny makijaż

10 kosmetyków z których pomocą zrobisz praktyczny, prosty, naturalny makijaż

Jak w tytule: makijaż minimalistki tudzież kobiety lubiącej delikatny, naturalny makijaż, tudzież po prostu einfach kobiety leniwej. Moja makijażowa rutynka, czyli co ja robię raz na dwa tygodnie, kiedy chcę wyglądać.

1 | kredka do oczu

Dla szatynek pewnie czarna, dla blondynek brązowa a nawet w jaśniejszym odcieniu brązu.

Podkreślasz lekko brwi. Krótkie kreseczki w tych miejscach w których… rosną ci brwi.

Jeśli chcesz wyglądać wyraziściej i bardziej się ukryć za makijażem, maźnij sobie kreskę na górnej powiece (robię to chyba dwa razy w roku :D ) i/lub na dole w zewnętrznym kąciku oka.

Ewentualnie kredki możesz użyć też do… yyy… konturowania twarzy. Maźnij delikatnie kilka kresek na tym miękkim mięsku pomiędzy kością policzkową a kością żuchwy. Tak prawie od ucha prawie do ust. I przetrzyj paluchem.

2 | tusz do rzęs

Tuszuj najpierw górne, potem resztką dolne rzęsy. Jadąc po rzęsach poruszaj szczoteczką na boki. Próbuj je zakręcać tzn. dociskać na końcówkach w odpowiednim kierunku.

Jeśli chcesz mieć boski makijaż, po pomalowaniu rzęs dwa razy wsadź palec blisko oka między górnymi a dolnymi rzęsami i zamykaj powoli oko, ciskając palcem do góry i przytrzymując skręt rzęs. Działa. I nie wygląda tak strasznie jak zalotka.

3 | pomadka

Tylko nie grubo. Maźnięcia na dole i sobie rozetrzyj na górę. 

4 | opcjonalnie masło shea

Na ewentualne przesuszone miejsca na skórze np. małe czerwone suche plamki np. kiedy zmieniasz dietę.

Na policzki kiedy mróz.

I właściwie to już jest makijaż który mi przeszkadza, bo z powodu tuszu:

  • nie mogę sobie swobodnie umyć całej twarzy z oczami wodą, a mam zwyczaj to robić w ciągu dnia, szczególnie po patrzeniu się w ekrany
  • nie mogę sobie swobodnie potrzeć oczu. 

Ależ jednakowoż można do tego dodać jeszcze:

5 | cienie do powiek

W wewnętrznym kąciku oka zrób se jasnym. Reszta jak chcesz. 

6 | róż do policzków

Ostatnio nie stosuję bo albo mam źle kolor dobrany, albo co innego jest nie tak i wyglądam z tym przerysowanie.

A, i pamiętaj, że róż może też robić za cień do powiek.

a gdzie podkład, korektor, puder i inne szpachle?

Owszem, pełny makijaż potrafi robić efekt i wyglądać ekstra. Ze dwa razy w życiu sobie zrobiłam. Ale to cholerstwo czuć na twarzy i to nie jest fajne!! Helo-oł: bycie obklejoną maską przez pół dnia nie (NIE!) jest fajne.

Ani się dotknąć, ani podrapać, ani pomiziać bo a nuż coś. Nie wiesz czy ci nie spływa toto. Czy coś się nie przykleiło. Czy szminka nie poszła ze środka wargi robiąc dziwny efekt. (Ach, to po to babkom w torebce lusterka, by sprawdzać co i rusz stan szminki? Ja nie mam lusterka. Wolność.)

Niefajne uczucie. Skóra nie oddycha. Szpachlowanie i wieczorne zmywanie (gdy padasz na twarz i bez tej czynności w planach) są czasochłonne. Skórze zdrowia szpachla i nieoddychanie nie dodadzą. Płyn do zmywania, który pozostaje na skórze – też niefajnie. Rzadko wszystko zmyjesz absolutnie mega dokładnie – też niefajnie i niezdrowo.

A korektor pod oczy to trzymaj sobie w lodówce. Znaczy w diecie swojej. Moim korektorem od dwóch miesięcy jest mięso, masło, smalec i jajka. Rili. Po trzech dniach (rili!) diety wysokozwierzęcej i niskoroślinnej cienie pod oczami, które uznawałam za element mojego wyglądu, zaczęły znikać. Nie wyglądałam już jak niewyspana. Twarz jak z photoshopa. Coś się zmieniło, zdecydowanie. Polecam suplementację dobrym żarciem :)

A jako minimalistka, a przede wszystkim osoba lejąca na konsumpcjonizm i społeczne powinności, nie jestem w stanie wymyślić dziesięciu potrzebnych kosmetyków, jak w tytule. Ten tytuł jest sarkazmem rzuconym w stronę blogosfery, portali i tych ścierwowych top list, wiecie o co chodzi.

Nie wiem, kto to kupuje ten asortyment Rossmana. Te chemiczne saszetki i butelki.

Ja tam kupuję filtry do wody, maszynki do golenia (przyjemność użytkowania wygrała chwilowo z ekością metalowej) i antydzieciowe. Raz na trzy lata czy rzadziej ten róż, cienie, kredkę. Pomadkę w aptece może dwa razy w roku. Tusz raz na rok w Inglocie. O, masło shea mam z Rossmana.

Co wy tam i w jakich ilościach ludziska kupujecie, że oni tak dobrze przędą (nie licząc tego, że jako zagramaniczni pewnie nie płacą takich podateczków jak Ty)? :D

A jeśli poszukujesz sprawdzonej wiedzy z zakresu naturalnego dbania o wygląd, zdrowie i dom, i chcesz jeszcze mocniej pokochać olejki eteryczne i zioła, zerknij na tę paczkę ekursów, ebooków i przepisów, przecenionych mocno, sprzedawaną do końca maja.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.