Strona może zawierać linki afiliacyjne.

Teraz czytam: 1, 2, 3.

Nazwijmy sobie minimalistą, na szybko, osobę, która zdecydowała się posiadać mniej, bo widzi plusy takiego stanu. Jednocześnie widzi ogromne minusy stanu przeciwnego i ogromne minusy kultury/gospodarki, która nas do stanu przeciwnego nieustannie namawia (reklama i społeczne powinno).

Od takiej osoby, szczególnie, jeśli jednym z najbardziej znanych propagatorów takiego stylu życia, który zmienił życia tysięcy ludzi, oczekuje się, że po prostu będzie w przykładzie swojego życia zgodna z refleksjami minimalizmu.

Obserwuję tych najbardziej znanych minimalistów od lat, kocham, uwielbiam, jestem wdzięczna, wielu rzeczy, które dzisiaj robią mi dobrze, bez nich bym nie osiągnęła.

Ale ostatnio jak widzę, nie tylko ja, młoda, jeszcze zbyt idealistyczna kobieta z Polski, nie widzę możliwości, by stosować refleksje minimalizmu w każdej sferze życia.

Wiecie, wierzycie, że nie można zabijać ludzi, to nie zabijacie i stosujecie to wszędzie i w każdej sytuacji.

Jesteście wegetarianami, to nie jecie mięsa, zawsze i wszędzie, czy to u cioci, w podróży, w restauracji, czy na wieży Eiffla, czy w pracy.

Ja w swoim życiu nigdy nie potrafiłam znaleźć układu, w którym byłabym w stu procentach ok z tym, czego nauczył mnie minimalizm.

Refleksjami minimalizmu nazywam właśnie wszystko, czego minimalizm uczy: powody jego zastosowania w życiu, skutki i to wszystko w świecie, na co nowe podejście otwiera nam oczy. Nie będę pisała o filozofii minimalizmu, bo coś takiego nie istnieje, to nie jest żaden zdefiniowany ruch z przykazaniami czy też z przykazanym sposobem myślenia.

A czy wielcy popularyzatorzy minimalizmu na świecie są w stu procentach ok z tym, czego nauczył ich minimalizm? Ostatnio nie.

Przy czym jeszcze raz powtórzę: uwielbiam ich wszystkich i wiele im zawdzięczam. Są boscy i odważni, i mądrzy w chorym świecie. Tak, pokażę palcem ich konkretne zachowania, które są trochę nie-tego, ale nie po to, by krytykować poszczególnych ludzi, tylko dlatego, że zastanawiam się, i ciągle szukam, i ciągle się pytam, czy ten minimalizm piękny to można zastosować poza sferą życia prywatnego.

Bo ostatnio wydaje mi się, że jednak nasza gospodarka jest tak skonstruowana, że nie da się być ok. W sensie, że widzisz zalety posiadania mniej, widzisz chamstwo i chorość reklamy, ale żeby zapłacić za prąd, wodę i jedzenie przepikujesz syfiaste jedzenie w biedro, przepikujesz gwniany plastik w pepco, przepikujesz poliestrowe szmaty w galerii, robisz filmy reklamowe, piszesz teksty reklamowe, wciskasz ludziom szit jako przedstawiciel handlowy, chcesz stosować sztuczki, żeby kupili więcej, albo jesteś kurierem, który ten szit ludziom dowozi ze sklepów i tak dalej.

Czy dzisiaj istnieje etyczna praca, niemająca w podtekście wykorzystywanie dzieci gdzieśtam i niepolegająca na wciskaniu bliźnim niepotrzebnego badziewia?

Los przykłados z wielkos minimalistos amerikanos:

Pan Joshua Becker, becomingminimalist.com, uwielbiam

Pisze krytycznie o reklamie nie raz, wiadomo. W pewnym momencie zaczął chwalić się tym, że jego strona jest przeprojektowana tak, że nie ma sidebaru (paska bocznego, gdzie macie popularne artykuły, ostatnie artykuły, fejsbuki, reklamy, czy co kto tam wstawi). Przeprojektowana przez kolegę, który ma taką właśnie filozofię robienia stron, że one nie rozpraszają, że koncentrujesz się na sednie tzn. treści danego artykułu. Sam ten pan stworzył zresztą stronę nosidebar.com o minimalizmie. Także wiecie, strona ma nie mieć reklam, nie rozpraszać, nawet szpalta boczna jest ble, chodzi ci przecież tylko o przekaz info wartościowych i pomoc ludziom, i dodawanie wartości do ich życia, i niech czytają w spokoju.

Przez parę miesięcy Joshua na swojej stronie w dolnym prawym rogu miał pop-up z reklamą swojego magazynu. Widzę, że dosłownie w ostatnich dniach to zniknęło. Wisiało miesiącami. Sory, ale pop-up uważa się za znacznie bardziej nachalny niż stałe elementy w bocznej szpalcie, chociażby dlatego, że potrafi zakrywać treść i że nie znika wraz z przewijaniem.

I teraz jaki był cel tej reklamy? Czy pan Josh myśli, że ma jednak głupich czytelników, którzy nie skojarzą, że wydaje magazyn, jeśli w tekście swoim zwykłym czy na jego końcu wspomni, że wydaje magazyn?

Czy on chce robić ludziom dobrze kolejnymi, płatnymi treściami? Czy to jest cacy? Czy jak każda reklama, pokazuje ludziom, że czegoś im brakuje? I przy okazji chce ich rozwieść z paroma dolarami z ich konta?

Te pytania nawet nie są moje. Te pytania ci minimaliści zadaliby, gdyby im przedstawić taki przypadek (bez ich nazwisk). Tak by sami to rozkładali na czynniki pierwsze. Nie krytykuję. Pytam siebie, pytam was, czy z takim purytańskim minimalizmem można zdrowo żyć w każdej sferze życia. Bo oni jednak schodzą ze ścieżek, o których sami trąbili.

Panowie Josh i Ryan, którzy zwą siebie TheMinimalists, stronka theminimalist.com, uwielbiam

Wczoraj opublikowali długo zapowiadany (reklama!) artykuł odnośnie reklamy. Że reklama w 99% jest fe. I mają rację. Tylko co z tego?

Po pierwsze brandingują się tak, że mimo mej całej do nich miłości, rzygać mi się chcę (wybaczcie słownictwo). Aż mi głupio, jak na to patrzę nieraz. Za nich mi głupio. Wstydzę się. Czasem nie wiem, czy na ich kanałach nie bardziej już chodzi o tych dwóch panów niż o wartościowy przekaz.

No i sprzedają torby. Przecież fajnie, jakby minimaliści nie zachęcali do kupowania rzeczy. Fajnie, jakby powiedzieli, heloł, człowieku, ty nie potrzebujesz kupować torby! Przecież, jeśli podróżujesz, to masz torbę podróżną, a jeśli jej nie masz i żyłeś do tej pory spoko bez niej, to pewnie jej nie potrzebujesz.

Ale nie, oni w filmiku tłumaczą, dlaczego ona jest taka wyjątkowa, fajoska i że ma przegródki na to i owo, i kable, i eple, i przemyślane rozpinania.

Tej torby już nie produkowano, ale panowie TheMinimalists wymusili wznowienie produkcji i ciągną marketing. Racjonalizują to swoje zachowanie, jak to ludzie naszej kultury. Twierdzą, że dostarczają wartość, w sensie robią ludziom dobrze, bo ludzie ich pytali, co to za torba, która pojawia się w ich filmie.

Tylko że to jest durna wymówka na poziomie przedszkolaka. Wejdźcie sobie na dowolne amerykańskie strony, fora i fejsbuki. Ich kultura jest już tak zryta reklamą i brandingiem, że Amerykanin na zobaczenie czegokolwiek reaguje jak automat stwierdzeniem gdzie kupiłeś? skąd to? co to za model? (Tak, generalizuję).

Więc założę się, że widzowie pytali i skąd ich kubek na kawę, i co to za pościel, i co to za kabel do ładowania ajfona, i koszula, i majty, i farba do ściany.

Zastanawiam się, czy oni wszyscy robią te reklamy i brendingi, bo w środku siebie wierzą, że robiom ludziom dobrze według tych swoich własnych wysokich standardów (że rzeczy i reklama są w 99% ble), czy może po prostu… na ebukach i wystąpieniach nie do końca zarabiają na swoje życie?

I jak my, zwykłe owieczki, mamy być cacy albo chociaż rozumieć bycie cacy, kiedy nasze Jezusy plączą się o własne nogi?

Czy mamy czerpać mega korzyści i robić sobie dobrze minimalizmem w domu, z rodziną i w ogródku, a wychodząc do pracy… Zamieniać się w inny byt, po prostu trybik gospodarki takiej, jaką mamy? Pozostawać sobą, ale sobie przeczyć, kręcić, naginać, racjonalizować? W dzisiejszej gospodarce nie widzę możliwości, by wszyscy ludzie wykonywali etyczną, nienaciąganą robotę.


Zasady komentowania.

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email:

Jeśli wiedza i przemyślenia prezentowane tu są dla ciebie wartościowe, odpal wdzięczność, stosuj świadomie w swoim życiu i przekaż pozytywną energię którą otrzymałeś dalej. Jak? Wyślij link do tego tekstu do ważnych dla ciebie osób, wesprzyj bloga lub inną sprawę z intencją, aby otrzymana wiedza zmieniała twoje życie.

Jeśli teksty na blogu PS są dla ciebie wartościowe, zapisz się na powiadomienia.

blog | podziękuj | sklep | newsletter