Zaczynam 28 czerwca, ja, normalna i niby nie uzależniona. Bo przecież nie kuszą mnie serwisy informacyjne, plotkarskie ani fejsbuk.

Ale jednak zaglądam w mój mały ekran co chwila. Dobrze że zrezygnowałam z bloglovina. Chociaż mantrę simplife, witajslonce, becomingminimalist, bemorewithless, zenhabits, podcytatem, aniamaluje powtarzam chyba codziennie. I żeby tylko raz!

Jesteście super, dziewczyny i chłopaki, ale tak jak z najprzyjemniejszej gościny muszę wyjść i zobaczyć, czym jest MOJE życie. W internecie można znaleźć mnóstwo mądrych i wartościowych treści, ja wiele przez to zyskuję. Jednak zwyczajnie i czas, i moce przerobowe naszego umysłu są ograniczone. Nawet poświęcając dwadzieścia cztery godziny na dobę nie przeczytamy wszystkiego mądrego, a nawet jeśli, to trudno będzie to zapamiętać, a gdzie chwile na refleksje, ćwiczenie, zastosowanie?

Poszukiwałam wartościowych treści. Przecież w sobie, w swoim życiu je mam! O tu, zaraz, blisko, w środku i wszędzie naokoło!

Szukałam wskazówek. Sama mogę je sobie podarować.

Może próbowałam uciec od swojego życia? Bo łapanie upadającego malca podczas nauki chodzenia przez godzinę dziennie jest nudne. Bo to, bo tamto. Muszę znaleźć swoje życie. Kawałek ode mnie zawędrowało.

Dodatkowo zaczynam brać swoje zdrowie w swoje ręce i wiem już, że fale elektromagnetyczne nie są fajne. Kiedy mogę, wyłączam urządzenia elektryczne, elektronikę lub przynajmniej wifi.

Wszystko to nie po to, by siebie ograniczać, ale żeby ustawić ekrany na ich miejscu: miejscu narzędzi, nie  nieustannego buczenia telewizora (którego nie mam).

Miesiąc bez internetu pozwala mi na słuchanie radia, pracę, publikowanie tekstów na blogu i zdjęć gdzie indziej oraz sprawdzanie maila co trzeci dzień, ewentualnie ważne sprawy po odczekaniu dwóch dni od chęci ich załatwienia via internet do rzeczywistego internetowania.

Czas, start!

P.S. Ostatnio inaczej piszę. To pierwszy z moich nowych tekstów, w których pojawia się wyraz nie. Eksperymentuję z tym, co jest moje i czego chcę. Lubiłam swoje teksty, ale nadmiar ironii, sarkazmu i negatywnych przykładów to nie to, czego chcę.

Dobrze jest wyrzucać z siebie potoki wszystkiego i pisanie jest do tego dobre. Dobrze jest też pracować nad sobą i pisanie do tego też jest dobre.

Ku pamięci:

22 Miesiąc bez internetu - blog Pani Strzelec, lifestyle minimalistki i świadome życie, slow life


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: