Wiecie co? W swojej głowie i codzienności zawsze miałam zapieprz. Poczucie obowiązku. Tak naprawdę jak na to szczerze spojrzeć: odkładałam życie na później, myśląc, że jeszcze tylko to zrobię, skończę, osiągnę. Ale tych tylków zawsze było dużo. Mnożą się nieustannie.

Próbuję innego podejścia. Slow life’u przeniesionego jeszcze bliżej mnie, jak koszula, a nie tylko weekend na łonie natury i brak mega stresów. Slow life, tu i teraz, życie życia w zwykły dzień, kiedy myśli układają się wokół sprzątnięcia kuchni, remanentu w szafie i takich tam.

W tym nowym podejściu powiedziałam sobie: Mam prawo.

Mam prawo gapić się wieczorem przez okno na płatki śniegu zamiast zapieprzu i odkładania życia.

Płatki śniegu – to jest święto. Nie wiesz, kiedy się powtórzy. Dlatego rzucasz wszystko. Znaczy rzucam. Daję sobie prawo.

Daję sobie prawo olać brudną kuchnię, olać plany czytelnicze i olać wszystkie poważne plany i obowiązki, i podbijanie świata, i budowanie marki, i zobowiązania. (Spalić plannery – pisałam).


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.