rodzicielstwo - decyzja, wybór, strata, poświęcenie - artykuł na blogu Pani Strzelec

Kiedy podejmujesz decyzję, coś tracisz. Kiedy coś wybierasz, coś poświęcasz

Smuci mnie, kiedy kobieta, chwilę po odkryciu, że jest w ciąży i po chwili radości, siada do kompa i zaczyna poszukiwania obcej osoby, która wzięłaby jej skarba na 8-12 i więcej ha od dnia, kiedy ona zdecyduje się zakończyć urlop macierzyński. Smutne to. Jeszcze nie poczuła tej ciąży, jeszcze nie rodziła, jeszcze nie nacieszyła się Skarbem, jeszcze go nie zna, nie kocha, nie pomyślała o nim ciepło, nie zdążyła się na niego wkurzyć ani nim zadziwić, pobyć razem, a już rozpoczyna proces wywożenia go do obozu.

[Disclaimer: Uwaga, uwaga, to jest tekst z serii wsadzam kobiety do kuchni oraz obrażam wszystkich jak leci tzn. obrażeni mogą się poczuć ludzie schematycznie żyjący. Jeśliś wrażliwa, nie czytaj.]

Po co albo dlaczego mamy maluchów wracają do pracy?

  • Dla pieniędzy? A to one najważniejsze? Ważniejsze niż brak stresu, możliwość oglądania słońca i przebywania na powietrzu, ważniejsze niż zadbanie o królestwo domowe, zdrowe i spokojne jedzenie, relacje, wczesne chodzenie spać, ruch, relacja z Wyższym?
  • Po to, żeby nie czuć się wdzięczną i zobowiązaną wobec męża? Własnego męża, którego sama wybrałaś i niby kochasz? Wolisz wykonywać polecenia obcego faceta?
  • Bo chcesz być równa swojemu mężczyźnie? Po co? Jak chcesz być równa, mogłaś brać kobietę, a najlepiej z siostrą bliźniaczką zamieszkać. Byłoby niemal idealnie równo. Jakbyście miały dwie toalety, mogłybyście nawet w tym samym czasie sikać. Czy uzupełnianie się nie jest piękniejsze niż równość?
  • Bo chcesz uciec od domu i jego wymagań? A raz w tygodniu weźmiesz obcą kobietę, by dotykała Twoich rzeczy i wg obcych Ci standardów posprzątała?
  • Bo chcesz uciec od dzieci i związanych z nimi wymagań? Rozumiem to bardzo. Ale to są konsekwencje Twojej decyzji. Pij to piwo :D
  • A może łazisz do pracy, bo w ZUS wierzysz i kreśloną przez polityków wizję emerytury? No na takie zamroczenie chyba i ja nie mam lekarstw.

Cosmo walnęło kiedyś artykuł, sugerujacy kobietom, żeby jak najszybciej po urodzeniu dziecka wróciły do pracy, żeby nie zdążyć się do tego dziecka przywiązać. I grzecznie za Cosmo całe zastępy młodych matek w US zostawiają swoje niemowlaki o 6:30 w day care, odbierają o 18:30, i nawet jeśli day camp znajduje się na terenie zakładu pracy, wiele matek nie czuje potrzeby zajrzeć do swojego malucha w przerwie w pracy. (I to się dzieje, tu, u nas, a wy tylko na Bangladesz patrzycie i o Bangladeszu biadolicie, że tam to tak nieludzko).

To czym kurna jest taka matka? Jaka jest definicja? Że tylko macica, tylko surogatka własna? Bo gdzie tu miłość, gdzie tu uczestniczenie w tym, jak dziecko uczy się świata, gdzie asekurowanie przy pierwszych krokach, gdzie dotyk, gdzie całowanie stłuczeń, gdzie odpowiadanie na pytania czy mrówki lubią sok? Że w nocy przebywają po dwóch stronach tej samej ściany – to jest dziś definicja matki dla ogromnego odsetka ludzi zachodniej kultury?! Że ona, a nie inna kobieta, płaci za day care tego człowieczka – to wystarcza, żeby być matką?

Jak dziecko o Tobie myśli, jak będzie Cię wspominać, po co, dlaczego ma odwiedzać, gdy już ułoży sobie własne życie?

Nie da się żyć z jednej pensji w Polsce? Bez pomocy rodziny, z kredytem na mieszkanie, bez męża na kierowniczym w srorpo? Da się.

A jeśli, planując w przyszłości mieć dzieci, wyszłaś za faceta, który nie potrafi zarobić na rodzinę? To był Twój wybór w dużej sprawie i masz konsekwencje. Poważne, bolesne.

Może jeszcze zrobiliście to w kościele, a tam się trąbi o tym, że dzieci ile bozia da, że facet w pocie czoła orze ziemię, a kobieta rodzi, i rodzi w bólach, i posłuszna mężowi jest, a on jej strzeże. No to se obacz, kogo se na strzeżyciela obrałaś.

Ostatnio upewniłam się, jak boski jest mój Mąż (tak, chwalę się; inne blogiery chwalą się szmatami, dziećmi, podróżami, a ja Mężem).

Była rozmowa o tym, że rząd chce przelać do dziury budżetowej kolejną kwotę z tej kupki, na którą zbieraliście emerytury i co do której rządy obiecywały, że to Wasze prywatne i nie do ruszenia przez rząd.

Mąż się pieni, że na pińcat plusy im nie starcza, se debile nie policzyli (a Ty, mały człowieku, w domu i firmie musisz się w budżecie mieścić i liczyć, i znikąd se zlać od innych hajsu nie możesz w razie co).

Osoba X argumentuje, że no ale to na dzieci, to dobrze, niech będzie, jak dadzo na dzieci (dziecidziecidzieci).

Mąż mówi: Już ja wiem, jak na swoje dzieci zarobić.

I że niech się nie wpier..ją, a nawet niech sie od ludzi odpier, to zdrowi ludzie sobie poradzą.

Laski, jeśli jeszcze ślubu nie macie: szukajcie sobie Mężczyzny, Chłopa, Faceta, który czasem odkleja łeb od peceta. Który jest pracowity, przedsiębiorczy, i który, jeśli mu się sytaucja zmieni, nie będzie się bał iść do kopalni na dwie zmiany albo do biedro na trzy.

Dla swojej gromadki.

(Wiesz, że są kultury arabskie, w których facet może mieć tyle żon, ile chce, pod warunkiem, że na nie zarobi i da radę każdą wypieszczać regularnie. Masz to w różnych wydaniach w wielu dawnych kulturach. Tak się kiedyś żyło! Uzupełniająco.)

A Ty, matulu, nie wychodź z domu, nie oddzielaj się od małych dzieci, nie zostawiaj ich, nie przekazuj obcym, tylko po to, żebyś w zamian za małą pensyjkę mogła być posłuszna obcemu facetowi. Mąż Twój i więcej zarobi, i większą ma odporność na stres, i biologicznie odbiera i przetwarza mniej emocji, więc nawet chamstwo świata mniej go dotyka.

A dzieci potrzebują Mamy. Jeśli decydujesz się tak rozegrać życie, że masz dzieci, to póki są małe, dawaj im to, czego potrzebują. Psów już nie wolno katować, na łańcuchu trzymać, krowy w fabrykach mięsa muszą mieć zabawki (tak!), a dziecko do day campu wywozisz na 12 h?

A teraz do konkluzji, zawartej w tytule tego tekstu:

Być może problemem tych smutków z pierwszego akapitu jest fakt, że większość ludzi nie chce rezygnować.

Myślą, że dziecko będzie dodatkiem do ich życia. Do ich życia takiego, jakim jest ono przed dzieckiem.

A tu może fajnie by było zrezygnowac z pracy. Olać złudną karierę. Może przestać jeździć na nie wiadomo jakie wakacje? Przestać liczyć na to, że w spokoju obejrzysz film lub poczytasz.

Dezycja. Coś bierzesz do swojego życia. Za to oddajesz albo pieniądze, albo czas. Idziesz na siłownię, a Twoim kosztem jest i kasa, i nieleżenie w tym czasie na kanapie i nie regenerowania się z książką. Zjesz ryż, to pewnie nie zjesz już ziemniaków. Chcesz mieć ogród, i możesz mieć, z kwiatami, hamakiem i miejscem na posiedzenie i pojedzenie. Ale to i inwestycja finansowa, i Twój czas na dbanie o to. Czy chcesz?

Małżeństwo, założenie Domu, dzieci – to jeszcze większa inwestycja, wymagająca wielu kosztów i wielu rezygnacji. No i czy Ty to bierzesz, z tymi wszystkimi konsekwencjami?

Powiązane materiały:

Zarządzanie domowymi finansami – ekursy, ebooki, plannery

Zioła i olejki eteryczne dla zdrowia, urody i dla domu – ekursy, ebooki, przepisy

Produktywność, dla matek i królowych domu też

Planowanie zdrowych posiłków – bo domowe jedzenie fajniejsze niż zimny fastfood przy biurku – 1000+ przepisów i gotowe plany posiłków oraz trochę nauki, jak właściwie planować

Powiązane teksty:

Gdzie jest rodzina? Gdzie są przyjaciele?

Dwa momenty, w których doceniłam swoje życie

Dlaczego właściwie nie posyłam dzieci do placówek?

Czym jest rodzina? Twoja?


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.