Pewien sklep za moją zgodą atakował mnie w mailach ofertami, których i tak nie przeglądałam.

Któregoś razu zamiast tylko wykasować wiadomość, pofatygowałam się, by wypisać się z otrzymywania powiadomień. Automat zapytał mnie o przyczynę. Żadna nie stanowiła precyzyjnego odpowiednika mojej sytuacji, więc wybrałam inna. I nie mogłam przejść dalej, nie wypełniając pola, wyjaśniającego inność.

Napisałam jak najbardziej prawdziwy powód, dla którego nie interesują mnie gazetki reklamowe:

Kupuję, kiedy potrzebuję, a nie dlatego, że coś jest w sklepie.

I to było na tyle.

Proste. Zarabiamy pieniądze, więc mamy pieniądze. Kiedy czegoś potrzebuję – kupuję. Skarpetki się podziurawią, olej się skończy, piersi zmienią rozmiar, chcę przeczytać konkretną książkę, i tak dalej – kupuję.

Nie kupuję dlatego, że cośtam nowego zwieźliście do swej hali.

Nie kupuję dlatego, że rzeczy, których nie potrzebuję, są w niskiej cenie. Straciłabym finansowo.

O, ostatnio kupowałam biustonosz. Wybrałam, idę do kasy.

– A może figi – ładnie omówiony fakt, którym jest: kawałek poliestru za cztery dychy – do kompletu?

– Nie, dziękuję.

– A mamy teraz taką promocję – pokazuje karteczkę. Bodajże po wydaniu 150zł na jakichś tam pewnie warunkach przy kolejnych zakupach w ciągu 2 czy 3 tygodni mam 50zł rabatu…

– Ale…eee…? To chyba nie mam za 150zł?

– Dlatego proponuję figi.

Yh Ah Zostałam przy swoim.

Matematyka przemawia na korzyść sklepu, a na moją wcale wcale.

Niepotrzebna mi kupka poliestru kupiona dziś plus wydanie kolejnych pieniędzy i sił umysłowych, by wykombinować na-co-by-tu, za te 2-3 tygodnie, by zyskać 50zł…

Myślę, że tak szybko (2-3tyg.) nowe potrzeby, do zrealizowania w tym sklepie, się nie pojawią.

Teraz historia druga.

Jest taki duży sklep, który kusi kartami.

Mówię nie, dziękuję.

Pani mi jednak tłumaczy. Że tu za wydane 1zł mam ileś punktów, a za ileś punktów to cośtam…

Szybko liczę.

Wie pani, jak ja wydam 300zł, to mnie na te 30 stać. Nie, dziękuję.

Oj kuszą, kuszą nas sklepy, kawiarnie, jadłodajnie i myjnie. Te duże. Te co marże mają kilkakrotne. Przyjemnie jest uczucie, kiedy wiesz, że umiesz się oprzeć. Że robisz to, co zaplanowałaś. Że kupujesz, co chciałaś. Że zaspokajasz swoje potrzeby. Że decydujesz ty, nie stażysta od marketingu w sieci sklepów.

Motto na dziś:

Jak ulegać to urokowi kurczę Johnnego Deppa, a nie kartom rabatowym smyka ;)


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: