youval noah harari od zwierzat do bogow antropologia dla minimalistow ekologow wegan przedsiebiorcow

Rzadko trafiam na książki, które wywołują we mnie efekt „wow”. Rzadko trafiam nawet na takie, które mi się podobają, nie nudzą i na które decyduję się wygospodarować czas, bo tym akurat zasobem zarządzam bez litości dla durnych zajęć, beznadziejnych rozmów i niepasujących mi ludzi.

Czyli że mamy książkę. Kocham antropologię, a to jest krótka historia ludzkości. Napisana atrakcyjnie. Otwarcie się do tego przyznaję, że dzisiaj, w dobie kolorków, rihann, filtrów i świetnej rozrywki nawet na youtube, nie potrafię czytać książek, które traktują o interesującym mnie temacie, ale są pisane nieciekawie. Kiedyś mogłam przemęczyć nudne, grube coś, jeśli w środku była wzmianka o fascynującym mnie czymś. Dzisiaj nie. Dzisiaj musi być zgranie perfekcyjne.

Yuval Noah Harari, Od zwierząt do bogów. Króka historia ludzkości, czyli książka dla minimalistów bez minimalizmu w tytule

Do rzeczy. Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzkości pana Youvala Noaha Harariego. Po angielsku jakoś to tak mocniej brzmi: Sapiens. Zresztą popatrzcie na okładki.

Sapiens. od zwierząt do bogów yuval noah harari książka dla minimalistów recenzja na blogu polska wersja

Nie ma mocy.

Sapiens. od zwierząt do bogów yuval noah harari książka dla minimalistów recenzja na blogu po angielsku english

Jest MOC!

(Dobra, z czasem polski rynek puknął się w czółko i już istnieje lepsza okładka.)

Książka polecona przez Krzysztofa Gonciarza, którego od paru miesięcy śledzę na bieżąco.

I o czymże to, oprócz tego, że to historia ludzkości od pogranicza ze zwierzętami, przez łowiectwa, rolnictwa, rewolucje, plotki, industriale, kapitalizmy, wojny, aż po biologiczno-chemiczne manipulowanie czym się da? Jedziemy po kolei, jak obiecałam w temacie.

Dla minimalistów

Conajmniej ze dwa momenty.

Pisałam już, że ta książka mocno wytrąciła mnie (i pewnie wytrąca większość czytelników, którzy nie są historykami czy atropologami) ze schematu myślenia, który siedział mi w głowie, choć może nikt go tam dosłownie nie wkładał na lekcjach historii? Oj tak, najbardziej zobaczycie to przy ekologach.

Bo myśleliście, że od kiedy to ludzkość powariowała i chce kupować niepotrzebne, i tak pragnie niewiadomoczego, niewiadomopoco, i że tanizna i bylejakość, i nadmiar, i nazapasowość? Że to od dwudziestu lat? Pięćdziesięciu? W Ameryce od stu?

Guzik prawda. Z książki wynika, że te głoszone z wysoko podniesioną brodą peany do powrotu do natury, że se ziemie kup, samowystarczalność, proste życie jak dziadowie nasi i marchewka… że to wszystko bzdura. Że nie wystarczy cofnąć się o sto lat, by było nam lepiej, prościej i bez nadmiaru.

Więc kiedy było to kuku zrobione, jak nie w kapitalizmie? Yhhhmm… wg pana Harariego krokiem w złym kierunku (nieszczęścia) było przejście ludzi od zbieractwa-łowiectwa do rolnictwa. Wtedy to pojawił się luksus.

Kiedy nomadowałeś, nie zbierałeś rzeczy, bo musiałbyś je ze sobą targać. Niewygodne. Ale jak osiadłeś na ziemi… Nie chciałeś już siedzieć na ziemi. Może stołek? Raz oparłeś plecy o coś, wpadłeś na koncept krzesła, zbudowałeś jedno, wow, ciekawostka, ale nie, wszyscy chcieli, wszyscy se pobudowali, krzesło stało się standardem. A jego wytworzenie wymaga jednak więcej materiału i pracy niż podstawienie sobie kawałka sciętego pieńka pod pupę.

Kiedy raz zakosztujesz luksusu (idziemy na sushi), nie pozwalasz mu pozostać luksusem (musimy chodzić na sushi co  najmniej co miesiąc!).

I tak sobie dodajemy do życia. Niby fajosko.

Kiedyś ludzie cieszyli się, że mają dom, mają ściany pomalowane farbą. Dzisiaj musisz mieć gładź.

Kiedyś ludzie cieszyli się, że mają dom, potem cieszyli się, że mają technologię zimnej szafki. Dzisiaj musisz mieć lodówkę.

Kiedyś ludzie cieszyli się, że mają dom, potem że mają wodę z kanalizacji, i łazienkę w budynku, potem cieszyli się, że mają swoją łazienkę. Dzisiaj musisz mieć samoopadającą deskę sedesową.

Kiedyś ludzie cieszyli się, że mają dom, potem cieszyli się, że umiom zrobić okna i mieć jaśniej. Dzisiaj musisz mieć firanki, zasłony, a ostatnio dowiedziałam się, że zasłony to nie tylko kawałek prostego materiału w oknie, ale dzisiaj musisz pomyśleć o doszyciu na górze fjubździu, które zasłania żabki, no bo najpierw w jednym sklepie przez pół godziny wybierasz żabki, czy matowe, czy jakietam, a potem musisz wybrać zasłonę z fjubździubem, co to żeby te żabki zasłoniło.

Kiedyś człowiek cieszył się, że ma buty w gospodarstwie domowym (w sensie jedne na rodzinę), potem że ma własne, a dzisiaj musisz mieć odpowiednie, bez czuba, sexy, trędi i niezniszczone! I osiemnaście par najlepiej.

Kiedyś niechlujnie pomalowałaś paznokcie (nie dłubiąc uprzednio przy skórkach) lakierem za trzy złote z targu i czułaś się kobieco, i znalazłaś chłopaka, i było super. Dzisiaj musisz mieć najnowszej technologii hybrydę z odżywką, kwasy owocowe i mikrodermabrazje.

I nie było, i nie ma odwrotu (wg autora). I na te luksusy, sushi i gładzie, człowieku, harujesz. Tu ci znikają te godziny życia. Tu ta beznadziejna praca. Pracujesz na swój standard życia. Ale do nomadyzmu nie wrócisz. A chcąc żyć w społeczeństwie musisz mieć lodówkę, i krawat, i inne ciuchy na każdy dzień, albo musisz się tłumaczyć.

Potem dla minimalistów są oczywiście rozdziały odnośnie kapitalizmu, nakredytowości, kupowania i rozwalenia społeczeństwa (na pocieszenie, że nie dogadujesz się z nikim, kup se coś!)

Zerknij do artykułów z kategorii minimalizm na blogu.

Dla ekologów

Ciężki orzech do zgryzienia dla tych, którzy ślepo wierzą w to, co słyszy się dzisiaj w tematach ochrony środowiska. Z perspektywy książki trzeba powiedzieć, że aktualny efekt cieplaniarny (ponoć już go naukowcy odwołali), dziura ozonowa czy wymieranie słoni to nawet nie pryszcz, tylko problem rzędu wypadniętego włosa (z ręki) w porównaniu z tym, co ludzkość już zrobiła, robi i co po prostu przyklejone jest do nas na amen.

Odkąd człowiek wyodrębnił się ze świata zwierząt, człowiek zaczęło równać się przyroda ginie.

Fakty wielkie, zaskakujące dla mnie, których znikąd innąd nie słyszałam i z którymi nie wiem, czy gdziekolwiek, kiedykolwiek bym się spotkała.

Do tego proste stwierdzenie, że owszem, przy człowieku może i słonie wyginą, ale szczurom, bakteriom e coli czy grypy jest cacy cacy! Ktoś przegrywa, ktoś wygrywa.

Zerknij do artykułów z kategorii minimalizm na blogu.

Ekologia z minimalizmem

Pan Harari świetnie uzasadnia coś, co ja nazywam głupotą ekologów. Wiele z tak się zwiących osób nie zauważa, że bardziej są eko ludźmi niż działają eko. To znaczy nadają sobie ten tytuł, przynależą do grupy i to im robi dobrze, i powtarzają bezrefleksyjnie wszystkie hasełka, ale niekoniecznie czynią eko.

Chodzi o coś takiego, na czym złapała się Sarah (tu gościnnie na blogu fantastycznej Cait Flanders; to Cait śledzę) akurat w temacie wege, nie eko. Chciała kupić torbę czy koszulkę z napisem w stylu wege. Że zwierzątka super, słit i ojojoj. Ale ponieważ świadomie przygląda się sobie, udało jej się puknąć w głowę, że hej, jeśli zależy mi na dobru zwierząt, to może pójdę do jakiejś organizacji, pomagającej zwierzętom, jako wolontariusz, bo tak jakby kupieniem szmaty z literkami nie przyczynię się do dobra zwierząt.

Ekolodzy są jeszcze bosczejszy, bo oni z definicji nie powinni kupować! Nieważne jakie w składzie mydło, zawsze musiało być gdzieś wyprodukowane przy użyciu energii, może gazu, może prądu, i gaz, i prąd były transportowane, i mydło było transportowane, a jego tektureczka produkowana może z toksycznymi wyziewami wydobywającymi się do atmosfery i reklamowane przez panią od marketingu, która do pracy przecież musi jakoś wyglądać, czyli że szminkuje się ropą naftową, i tak dalej, i sobie garsonkę kupić musi poliestrową i sweterek akrylowy do tejże pracy och.

Ekologiczne, w sensie jak-najmniej-wpływające-na-planetę jest kupowanie niczego i robienie niczego, i jedzenie niczego. Amen.

Aha, ale Harari pisze, że właśnie dziś rodzin nie mamy, to się tak zainteresowaniami i pasjami próbujemy dobierać, i dogadywać, i rozmawiać (fani jednego zespołu itp.), i tężę przynależność możemy pokazać właśnie poprzez nabywanie tych samych produktów… Fani epla kupują epla, fani Budki Suflera kupują płyty Budki Suflera, zdrowotni kupują bezglutenowe batony, biegacze opaski na ajfony, patrioci koszulki z orzełem. Ekolodzy majo problem, bo oni z racji na ideę wyższą, której podobno służą, powinni nie kupować.

Dla wegan

Jeśli ktoś potrzebuje motywacji, dodatkowego kopa w pupę, by wejść już na tę drogę, polecam lekturę. Jest sporo szczegółowych opisów przeróżnych strasznych rzeczy, jakie robimy zwierzętom i jakich nie chcielibyśmy im robić.

Możesz sobie powycinać akapity, powkładać do każdej pary spodni i wyjmować w ciagu dnia, czy coś ;)

Dla polskich przedsiebiorców

No facet opisuje tę ludzkość. Po fascynującej historii najstarszej i starej starożytności, jedzie dalej i bliżej nam, gdzie zaczyna być szybciej i szybciej (zauważyliście to w każdej książce, w której jest skrót historii, że ta najstarsza historia płynie powoli i pojedynczym zagadnieniom poświęca się dużo czasu, a potem wiadomości pędzą, zmiany, państwa, nazwy, granice, daty, nazwiska, partie – nieprzyjemnie?). Szybciej, i szybciej, i procesy, i więcej, i chwilami się nieco wyłączałam, nie próbowałam rozumieć wszystkiego, co, jak, dlaczego i po czym…

Po czym dojechał do prapoczątków firm współczesnych, gdzie w długim wywodzie przedstawia jako oczywisty fakt, że gdyby w tym czasie prapoczątków firm ludzkość wymyśliła, że nie zrobi prapoczątku firm, tylko pozostanie przy ustrojstwie działającym dokładnie tak, jak dzisiejsza polska jednoosobowa działalnosć gospodarcza (czyli 70% polskich firm?), to nikt by taki gupi nie był, żeby robić biznesy. Świat byłby w czarnej średniowiecznej dżumie. Doszlibyśmy nigdzie. Może na wesele, do płotu sąsiada, do wychodka. I wszędzie na piechtę. Także teges. Świętujecie dzisiaj?

To kilka wyjątków i ciekawostek, ale książka pełna jest treści i momentów wow, i momentów ach to taaak!, i historii pieniądza, i imperiów, i globalizacji, i o szczęściu. Książka napakowana treścią, polecam bez najmniejszych wątpliwości. Ludziom otwartym i inteligentnym. Bo autor swoje poglądy i swój punkt widzenia ma. Nie muszą być zbieżne z moimi ani twoimi. Jeśli chciałabym nauczyć się uprawiać pory, a najlepszy w tym byłby socjalista albo wyznawca żywego kultu paneli podłogowych, to ja się od niego i tak chcę o tych porach dowiedzieć.

Książka na Ceneo.

Mój plan czytelniczy na najbliższy czas to:

– Homo Deus, tegoż samego autora, tym razem o przyszłości ludzkości,

– plus, żeby było minimalistycznie nawet w tytule, książka Jedna rzecz (dostępna w abonamencie Legimi) o zarządzaniu zadaniami.

Czy wiecie, że książki dostępne w Legimi można teraz czytać na Kindlu? Brak aplikacji na Kindle’a to była chyba największa bolączka Legimi i największy apel od (potencjalnych) klientów. Sama obwąchiwałam się z tematem czytania ebooków właśnie z abonamentem Legimi, który polecałam Wam już nie raz. I dla czytania wygodniejszego niż na świecącym telefonie/tablecie/komputerze, zdecydowałam się na zakup pierwszego czytnika. I w dużym stopniu właśnie ze względu na brak Legimi na Kindle’a, kupiłam jakieś dziadostwo zamiast czytnika ponoć najwyższej jakości.

Dzisiaj już nie ma tego problemu i fani Kindle’a mogą spokojnie dołączać do fanów Legimi.

Dlaczego ja wolę abomanent niż zakup pojedynczych książek?

Ano dlatego, o czym pisałam na początku artykułu: trudno o książkę, która mi się spodoba. Jeśli planuję przeczytać coś konkretnego albo mam ochotę na czytanie, wykupuję miesięczny abonament bez limitu (i bez umowy, słodziaki). Konkrety na ogół się sprawdzają, a jeśli mam ochotę na poczytanie czegoś, mogę ściągać jedną książkę za drugą i wszystkie napoczynać, aż znajdę taką, która mnie wciągnie.

Oferta dla użytkowników Kindle’a z dotykowym ekranem wygląda na dzień dzisiejszy tak:

– korzystając z pakietu ebooki bez limitu ściągniesz na Kindle’a 7 nowych ebooków co miesiąc,

– korzystając z pakietu ebooki + audiobooki bez limitu ściągniesz na Kindle’a 10 nowych ebooków co miesiąc.

W tym samym czasie na 3 innych urządzeniach (smatfon, tablet, komputer), możesz czytać/czytać i słuchać bez limitu wszystko z katalogu abonamentowego Legimi, czyli z ponad 20 tysięcy ebooków i audiobooków.

Co ja czytałam już w Legimi? Jak być szczęśliwym człowiekiem Anny Kęskiej z bloga aniamaluje.com, dwie książki o polskim minimalizmie Anny Mularczyk Meyer, coś Andrzeja Stasiuka, Esencjalistę Grega McKeown’a, 4-godzinny tydzień pracy, dwie książki Marie Kondo, Fastlane Milionera MJ’a DeMarco, książki Beaty Pawlikowskiej (Między światami!!)…

A Wy, co teraz czytacie, co przeczytaliście i polecacie, bo Was poruszyło? Czytnik lepszy, czytnik gorszy czy papier?


Zasady komentowania.

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: