Kisimy ogórki

Lipiec to zdaje się najlepszy czas na kiszenie ogórków. Robisz to? Mnie jako samodzielnej pani domu zdarzyło się to drugi raz w życiu.

Po co kisić ogórki?

Jedzeniowo i ekonomicznie to kompletnie bez sensu! Ogórkiem się nie najesz. Zero kalorii. Sama woda. Niby tam jakieś probiotyki na jelita, by lepiej trawić inne rośliny. Ale co się nakupujesz, co się narobisz, a w sklepie słoik ogórków po 6 zł – domowe się nie opłaca. Fizycznie, materialnie nie.

ALE. U mnie jest to element filozofii „gospodyni w bloku„. To taka druga idea, która wychodzi mi teraz na pierwszy plan, obok idei „życia lokalnego”.

Otóż marzę o osobistym obserwowaniu, jak ziemia mi rodzi. Marzę o jak najdalej idącej samodzielności, niezależności (nie od Męża, a od Dżefa, Marka, Billa i innych takich). Najchętniej to bym świnie własne miała na karczek i boczuś – ale to w Polszy nielegalne. Czy wiesz, że w Polszy nie masz prawa świni słońca pokazać? – Musi być całe życie w budynku. Parę lat temu bez wielkich cyrków można było mieć sobie jeno kury i króliki – do pewnej liczby – nie wiem, jak dziś.

Cóż, ziemi jeszcze nie uprawiam, ale chcę pokazać (Wszechświatowi?), żem gotowa. Że dam radę. Chcę też nie zgnuśnieć i nie zasnąć z Netflixem, jak tylu miastowych ludzi teraz ma w zwyczaju. Tracą czujność, nie chce im się, nie robią, nie chcą, nie widzą sensu, perspektyw. No to nowy ciuch z Internetu, gotowe żareło, social media, serialik i… i tyle.

Także ja zakasuję rękawy i robię rzeczy własnymi rękami. Choćby te ogórki nie do końca miały sens. Trenuję się. Do tego sprzątam dom, gotuję obiady, podziwiam koniki polne, od zimy mam sześć roślin, z których nawet bananowca nie uśmierciłam oraz dłubię w kwiatach balkonowych. I te ogórki.

Jak przyjdzie dla mnie czas gospodarzenia, to będę wtrybiona 🙂

No i polecam. Żeby nie zgnuśnieć i nie uzależnić się w 100% od producentów dżemików, bo sama nie umiesz rzucić na patelnię, dosypać cukru i pomieszać.

[Tu w pełnej wersji bloga następują zdjęcia, zapraszam 🙂 ]

Jak widać, w celu zrobienia ogórków nie idę do sklepu po zestaw słoików. Mam je po miodzie, ogórkach konserwowych, śledziach itp. Ekologicznie, ekonomicznie.

Przepis ze strony Kwestia Smaku. Wypróbowany już – ogórki wychodzą w porządku, choć nie jakieś niebiańskie. W tym roku dodałam jeszcze gorczycy.

Dodałam już po zalaniu i zamknięciu pierwszych słoików. Jeszcze może i rok temu popadłabym w popłoch i zdenerwowała się mocno z tego powodu. Zamknęłam słoiki bez jednego składnika. Dzisiaj mam luz. Wyjdą dobre. A nawet jeśliby nie wyszły – to nie jest warte moich nerwów i spięcia.

Żeby położyć gorące słoje na blacie nie nabywałam odpowiednich podkładek od marki trendi influenserki po 700 zł za sztukę. Postawiłam je na kocyku dziecięcym, który ma siedem lat i jest jedynym kocykiem dziecięcym, jakiego używaliśmy (ok, jeszcze rożek był – obydwa służą teraz w aucie, by fotelikowi Młodszego zrobić bardziej pochyloną pozycję). #minimalizm

No i miałam motywację do wzięcia się w końcu za uporządkowanie piwnicy.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz obdarować mnie symboliczną kawą 🙂

Autor: Urszula

Kobieta, Żona, Matka. Poszukiwaczka Prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *