Wyobraź sobie, że na skórze twojego dziecka dzieje się coś niepokojącego. I rozprzestrzenia się bardzo z dnia na dzień. Wygląda strasznie. Jeśli nie pokładasz już nadziei w tak zwanych domowych sposobach ani farmaceucie, próbujesz wybrać lekarza, któremu być może można zaufać i idziesz.

Antybiotyk. Poprawa. Uff.

A teraz wyobraź sobie, że nie ma lekarza. Albo przyjmuje tylko w piątki. Albo przyjmuje tylko osoby urodzone w marcu. Albo nie ma lekarstw. Albo są, ale nie docierają do Polski. I tak dalej.

Ałć.

Rozpacz.

A wiecie, że natura dała nam wszystko, czego potrzebujemy? Ja może nie wiem, ale w to wierzę. Naturalne lekarstwa, czyli zioła i inne czarymarstwa, o których nie mam pojęcia.

Natura dała nam wszystko. Tylko w pewnym momencie historii ludzie pokazali naturze trzeciego palca. Sami sobie poradzimy! I tak z czasem ludzkość zapominała wiedzę o leczeniu, zaczęła wymyślać swoje lekarstwa, aż straciła niemal sto procent dawnej wiedzy.

W takim miejscu jesteśmy dzisiaj. Bezbronni i zależni. Bo nawet lekarz i farmaceuta g nam pomogą, jeśli producent nie wyprodukuje lub nie wyśle nam lekarstewek.

Większość wielkiej wiedzy – bo ponoć nasi przodkowie znali nawet sposoby na antykoncepcję – poszła w zapomnienie wraz ze śmiercią szamanów-lekarzy-lekarek, którzy nie mogli znaleźć dla siebie żadnego chętnego zastępcy.

I klops.

I tera dziękować bozi za antybiotyki czy kajać się lub kląć z powodu zapomnienia?